Okładka 02/2014 Numer 2(173)/2014


R E K L A M A




Spis treści:

Dobre wyniki policji w 2013 roku • Co robić, gdy zaginie bliski? • Zorganizujmy dziecku ferie • Szkolenie policjantów z programu zapobiegania przemocy domowej • Zatrzymanie • Pokolenie „Z” a rynek pracy • Akademia Bachowska we Wrocławiu • Nadzór prewencyjny – nowe zadania Policji • Legitymowanie i kontrola osobista • Narty a zdrowie • Jak chronić dziecko przed przeziębieniem? • Prawie w samo południe • Czym grozi przypalanie? • Chemiczne środki obezwładniające • Nowy komisariat kolejowy • Niekorzystne rozporządzenie mieniem • Postępowanie w przypadku ekspozycji na HBV, HCV I HIV • Zarządzanie tłumem • Zakup kontrolowany • Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej • Fruits of the poisonous tree według księdza kanonika • Tego nie wyrzucaj! • Prawa autorskie w Internecie • Najlepszy 1975, najgorszy 1981 • Sorry, ale jak boli, to boli... • Karty ratownicze ułatwią pomoc • Wypowiedział się Sąd Najwyższy • Alkomat w aucie zdaniem wrocławskich kierowców • Autem w czeskie Karkonosze • Będą wyższe mandaty • Odnowione Psie Pole • Wysoka grzywna zamiast punktów karnych? • Trudniej przekręcać liczniki • Wrocławskie teatry

Co robić, gdy zaginie bliski?

Po stwierdzeniu zaginięcia bliskiej osoby należy natychmiast podjąć działania poszukiwawcze. W pierwszej kolejności trzeba przeszukać okolice domu – piwnice, strychy, garaże, a także miejsca, w których osoba zaginiona lubiła bywać i gdzie widziana była po raz ostatni. Aby nie działać w pojedynkę, dobrze jest zwrócić się o pomoc do członków rodziny, przyjaciół i znajomych. Warto ustalić, kiedy ostatnio byli z nią w kontakcie. Należy też sprawdzić, czy nie zniknęły jej rzeczy osobiste, a w razie potwierdzenia, sporządzić warto ich listę. Poza tym należy przejrzeć pozostawione przez zaginioną osobę przedmioty osobiste, takie jak komputer, telefon komórkowy, notatniki, a także w miarę możliwości skontrolować billingi rozmów telefonicznych oraz wyciągi z kart bankowych i kredytowych. Jeżeli osoba zaginiona zabrała ze sobą telefon i jest on włączony, można wysyłać SMS-y z informacją, że trwają poszukiwania. Warto też mieć przy sobie aparat telefoniczny z identyfikacją numeru, aby bez przerwy sprawdzać przychodzące połączenia. Niewskazane jest zmienianie w tym czasie numeru telefonu, który osobie poszukiwanej jest znany.
Zaginięcie trzeba też przede wszystkim niezwłocznie zgłosić policji oraz współpracującej z nią fundacji Itaka. Jeżeli zaginięcie ma miejsce na terenie miasta, dobrze jest również powiadomić telefonicznie straż miejską. Równocześnie na własną rękę można od razu podjąć poszukiwania, sprawdzając trasę, którą mogła przebyć osoba zaginiona – przystanki, sklepy, stacje benzynowe i pokazywać napotkanym jej ostatnie, najbardziej wiarygodne zdjęcie. Czym prędzej należy także skontaktować się ze szpitalami działającymi w okolicy, by uzyskać informacje o przyjęciach m.in. osób o nieustalonej tożsamości. Można też sprawdzić okoliczne noclegownie, schroniska, jadłodajnie oraz najbliższą izbę wytrzeźwień. Pomocne w poszukiwaniach mogą też okazać się pewne sugestie ze strony osób znających zaginionego z życia codziennego, czyli pracodawcy, wychowawcy lub pedagoga szkolnego. W następnej kolejności konieczne jest rozwieszenie w okolicy plakatów ze zdjęciem wraz z informacjami o znakach szczególnych i ubiorze w dniu zaginięcia, z podaniem imienia, nazwiska, daty i miejsca zdarzenia. Powinno się również zamieścić komunikaty o zaginięciu w redakcjach lokalnych gazet, stacjach TV i portalach internetowych, a także rozesłać e-maile ze zdjęciem zaginionego do wszystkich znajomych, szukając równocześnie jego śladów m.in. na forach dyskusyjnych i portalach społecznościowych. O pomoc w rozpowszechnianiu ulotek o poszukiwaniach można też prosić np. w lokalnej korporacji taksówkarskiej, w kościele czy listonosza.
Jeżeli istnieje podejrzenie, że bliska osoba zaginęła za granicą, trzeba zebrać jak najdokładniejsze informacje o jej pobycie w obcym kraju, a więc adres, pod którym ostatnio przebywała, w jakich warunkach mieszkała, czym zajmowała się, czy miała jakieś trudności z mieszkaniem lub pracą, kiedy widziano ją po raz ostatni, czy było coś niepokojącego w jej zachowaniu przed zaginięciem i jakie posiadała przy sobie dokumenty. Wskazane jest też dotrzeć do osób, z którymi się zetknęła się, a więc z pracodawcą, znajomymi z pracy, współlokatorami czy z sąsiadami. Poza tym należy poprosić o pomoc w poszukiwaniach miejscową policję, polskie służby konsularne, organizacje polonijne oraz media działające w kraju, gdzie doszło do zaginięcia.

Sara Stanisz-Skrzypulec

Spis treści

Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej

W ramach stowarzyszeniowego cyklu „Aktywni inaczej”, poświęconego pozazawodowym pasjom policjantów, Zarząd SKPP zaprasza na spotkanie z aspirantem sztabowym Włodzimierzem Rynkiem, wieloletnim funkcjonariuszem służby kryminalnej i byłym naczelnikiem Wydziału Kryminalnego KMP we Wrocławiu, które odbędzie się 18 lutego br. o godz. 15.45 w Domu Klubowym KWP we Wrocławiu przy pl. Muzealnym. W okresie czynnej służby aspirant sztabowy Włodzimierz Rynk znany był także jako niezwykle utytułowany sportowiec – to dwukrotny mistrz oraz wicemistrz Polski w sportach walki, w karate i dżudo. Aktualnie zajmuje się popularyzacją wybranych aspektów współczesnej medycyny, współpracuje ze środowiskiem naukowym, m.in. z chirurgiem prof. Krzysztofem Wroneckim z wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego, prowadzi popularyzatorskie wykłady, także za granicą, w Londynie i Rzymie. Spotkanie poświęcone będzie współczesnym niefarmakologicznym metodom ochrony zdrowia, osiągnięciom biochemii, antyoksydantom wspierającym naturalne mechanizmy obronne organizmu, roli komórki ludzkiej, możliwości jej naprawy w zaśmieconym środowisku, zapobieganiu cywilizacyjnym zagrożeniom. Z pewnością są to tematy, które powinny zainteresować szersze grono słuchaczy. Spotkanie ma charakter otwarty dla wszystkich zainteresowanych. Zapraszamy.

Do refleksji – Fruits of the poisonous tree według księdza kanonika

Ksiądz Krzysztof Kluk, „kanonik kruswicki, proboszcz ciechanowiecki”, tak pisał w wydanym w 1777 roku dziele o roślinach: Jako życie wszystkich roślin, więc i drzewa, odprawuie się płynnością części płynnych, rozumiem sokow, przez twarde: tak zdrowie drzewa zawisło od części tych zdrowych pomiarkowanego płynienia, twardych nabierania. Z tego łatwo przychodzi sądzić o ich chorobach, chorob przyczynach, i sposobach ratowania. Choruią bowiem drzewa, kiedy skład części tęgich psuie, soki nie dostarczaią, albo nierownie i niepomiarkowanie podzielaią. Co z wielorakich przyczyn pochodzić może, z tych iedne są zewnętrzne, drugie wewnętrzne.
Niech ten przydługi – choć „soczysty”(!) – prolog poprzedzi dalsze uwagi na temat „owoców zatrutego drzewa”. W największym uproszczeniu „zatrutym drzewem” są niedozwolone przez prawo czynności organów ścigania. Wobec dowodów uzyskanych w taki sposób obowiązuje w amerykańskiej doktrynie procesowo-karnej zasada wyłączenia (exclusionary rule), ukształtowana w XX wieku w precedensowym orzecznictwie sądowym. Nie wynika ona z bezpośredniego zapisu konstytucyjnego ani norm procedury, ale wywiedziona została z IV poprawki do konstytucji, określającej warunki legalności działania organów. W polskiej procedurze karnej istnieją przepisy wyznaczające warunki legalności czynności, natomiast brak przepisów regulujących skutki przekroczenia ograniczeń i los dowodów w ten sposób uzyskanych. W konsekwencji, jeśli dowód przestępstwa został uzyskany nielegalnie, to może zostać uznany w postępowaniu sądowym.
Możliwości różnic w orzecznictwie sprzyja nadto niewiążący charakter precedensu, typowy dla prawa kontynentalnego, różniącego się od systemów anglosaskich. Nie brak głosów w środowisku prawniczym, że skoro Polska jest konstytucyjnie „demokratycznym państwem prawnym”, to jedynie możliwe byłoby uznawanie dowodu zdobytego nielegalnie za nieistniejący. Czy przytoczony zapis w ustawie zasadniczej uprawnia do wyprowadzenia wniosku, że prawo ma działać w tym przypadku w określony sposób? Oto jest pytanie do konstytucjonalisty! Politolog prof. Klaus Bachmann idzie nawet dalej niż ewentualnie prawo karne i uważa, że „owoce zatrutego drzewa” nie powinny być wykorzystywane w debacie publicznej. Postulat dość nośny, ale sądzę, że trudny lub nawet niemożliwy do spełnienia, szczególnie w erze wszechobecnego Internetu, tabloidyzacji i panoszącego się Wielkiego Brata. Wracając na grunt prawa, trzeba przyznać, że stosowanie zasady wyłączenia oznacza – co fundamentalnie ważne, a zapewne i rozstrzygające – ochronę przed naruszeniami praw obywatelskich oraz formalną czystość dowodów. Sprawa nie jest jednak do końca aż tak jednoznaczna, bo z drugiej strony warto zauważyć, że może to się odbywać (nie musi, ale może) ze szkodą dla ustalenia prawdy, ściślej biorąc tzw. prawdy materialnej, określanej też jako prawda obiektywna. Na razie pośrodku tych kontrowersji i tak pozostaje instytucja sądu uprawnionego do swobodnej oceny dowodów.
Nie zilustruję tego tekstu sprawą byłej posłanki Beaty Sawickiej, gdyż była to sprawa o tyle bardziej złożona, że trzeba byłoby dodatkowo dokonać pogłębionej analizy (idąc śladem uzasadnienia sędziego Pawła Rysińskiego) ujętej w prawne ramy dosłownej prowokacji (czyli bez cudzysłowu, którym publicyści obdarzają to słowo jako synonim niektórych policyjnych działań operacyjnych). Sytuacja była bowiem taka, jakby to sadownik zatruwał swoje drzewo.
Jako epilog przytoczę jeszcze księdza kanonika jako eksperta od zdrowych owoców – broń Boże, nie aluzyjnie – ale mam nadzieję, dla odprężenia po prawniczych dywagacjach: Gnoie posilają ziemię, i utracone iey siły przywracają.(…) Nie każdy gnoy każdemu służy gruntowi.(…) Gnoy z miejsc tajemnych potrzeby ludzkiej, nayzdatnieyszy do wszystkiego iest, ale zestarzały, a osobliwie przez zimę dobrze przemarzły. Jak zakończyłby ksiądz kanonik, tyle że po łacinie – dixi.

Marcin Brzeziński

Spis treści

Alkomat w aucie zdaniem wrocławskich kierowców

Według planów rządu za rok w każdym aucie będzie musiał znaleźć się alkomat. Zostaną także zaostrzone kary za jazdę pod wpływem alkoholu: odebranie prawa jazdy na minimum trzy lata (na razie jest od roku do 10 lat), nakaz zapłaty nawiązki na kwotę co najmniej 5 tys. zł oraz upublicznienie danych osobowych pijanych kierowców.
Zupełną nowością w Polsce jest projekt dotyczący konieczności posiadania alkomatu w każdym aucie. Pomimo że koszt najtańszego to tylko 5 zł, według badań już ponad 60 proc. Polaków uważa, że to kiepski pomysł. A co sądzą na ten temat wrocławianie?
– Nie podoba mi się ten pomysł, a wręcz uważam, że jest zupełnie nieprzemyślany. Dobrze, będziemy karać kierowców za alkohol, który można wykryć alkomatem, ale co z tymi, którzy wsiadają do auta, będąc pod wpływem narkotyków? Przecież nie od dziś wiadomo, że sporo ludzi, zwłaszcza młodych, wsiada za kółko po trawce. I co, ich żadne restrykcje nie dotkną? – pyta Zbigniew, kierowca od 15 lat.
– Alkomat w każdym aucie – tak, ale pod warunkiem, że to nie będzie alkomat za 5 zł. Przecież większość tanich alkomatów musi być przechowywana w temperaturze pokojowej, a w samochodzie na upale czy mrozie te urządzenia zupełnie stracą właściwości pomiarowe – uważa z kolei Janusz, jeżdżący autem od ponad 30 lat.
Zupełnie inaczej na tę sprawę patrzy Alicja, farmaceutka:
– Jeżdżę od niedawna, ale uważam, że rozwiązanie problemu pijanych kierowców jest bardzo proste – trzeba im po prostu dożywotnio zabierać prawa jazdy i po temacie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała wsiąść do auta nawet po kieliszku wina. Ale to chyba kwestia indywidualnych zasad moralnych. Mam znajomych, którzy twierdzą, że znają swój organizm i wiedzą, ile mogą wypić, żeby móc prowadzić. Tylko, że ja bym z żadnym z nich do auta nie wsiadła.
– Tak, zdarza mi się wypić, jak każdemu, ale nie wsiadam wtedy za kółko. Mam rodzinę, małe dzieci, staram się być za nich odpowiedzialny. Dlatego pomysł z alkomatem uważam za zły – po prostu trzeba być trzeźwym, wsiadając za kółko i tyle – zgadza się z przedmówczynią Andrzej, informatyk.
– Jestem przeciwko wprowadzeniu alkomatów. Z jakiego powodu? To proste – jestem abstynentem, dlaczego mam więc płacić za coś, z czego nie będę korzystał? – wzrusza ramionami Krzysztof, posiadacz prawa jazdy od 23 lat.
Ważną kwestię porusza małżeństwo emerytów.
– A co z pijanymi rowerzystami, motocyklistami, woźnicami? Oni też stwarzają zagrożenie w ruchu ulicznym. Dlaczego tę grupę ma ominąć nakaz posiadania alkomatów? – pytają państwo Borowscy.
Nasi respondenci zastanawiali się również, jak będą traktowane pojazdy zarejestrowane za granicą, a jeżdżące po polskich drogach – czy też będą musiały posiadać alkomat?
Ostatni czytelnicy, którzy wypowiedzieli się w sondzie, stwierdzali, że alkomaty to niepotrzebny wymysł, bo „pijany jak zechce, to i tak pojedzie, nawet po przebadaniu się alkomatem”.
– Zresztą zdecydowana większość kierowców jest trzeźwa, a pijani to tylko margines – zakończyły dyskusję Karolina i Anna, studentki kulturoznawstwa.

Magda Wieteska

Spis treści