Okładka 2/2020 Numer 2(245)/2020

Spis treści:

Podziękowanie • Wstąp do policji • Kontynuacja działalności • Ciekawy zawód • Spotkanie z harcerzami • Podsumowanie roku • Pokrzywdzony w Internecie • O czynnościach procesowych • Zatrzymanie porządkowe • Jakie masz prawa? • Uniknąć zachorowania na raka • Zdarzyło się we Wrocławiu • Uważaj na fałszywe powiadomienia • Smartfon w rękach nastolatków • Nie daj się nabrać! • O bezpieczeństwo podczas ferii • Gdzie ta obwodnica? • Stowarzyszenie Komendantów Policji PolskiejDo refleksji - Ściąga czyli ściema • Zanim wsiądziesz do taksówki • Uzależnienie od komputera • Poznać jej działanie • Moje dylematy - Kochajmy się, będziemy lepsi • Samochodem w góry • Grupa SPEED w akcji • Zaparowane szyby • Nadużycia na drodze • Ruch, ale bezpieczny • Bezpieczna podróż autokarem

Pokrzywdzony w Internecie

Zasadnicza różnica pomiędzy zniesławieniem a znieważeniem polega na tym, że w zniesławieniu chodzi o poniżenie danej osoby nie wprost, lecz w oczach innych ludzi.
Natomiast znieważeniem jest każda wypowiedź albo gest godzący w dobre imię pokrzywdzonego, docierający bezpośrednio do jego osoby. Zniesławić można nie tylko słowem w formie mówionej czy pisanej, ale również gestem, a także formułując zdanie w trybie przypuszczającym. Przestępstwo znieważenia zaś może wystąpić jako wypowiedź podczas rozmowy w cztery oczy, również publicznie, docierając do dużej rzeszy odbiorców i w końcu w formie niepublicznej, pod nieobecność pokrzywdzonego, jednak z intencją dotarcia do osoby, której ono dotyczy. Znieważyć można tylko osobę fizyczną, natomiast zniesławić także osobę prawną lub jednostkę organizacyjną, nie posiadąjącą osobowości prawnej. Konsekwencją tych przestępstw jest grzywna lub kara ograniczenia wolności.
Dogodnym narzędziem sprawców tego typu działań, stała się obecnie sieć internetowa, która zapewnia komfortowe warunki dla przestępczego procederu. Przy czym jego powszechny rozmiar jest nieporównywalnie większy od bezpośredniego zniesławienia czy zniewagi ustnej w obecności kilku czy nawet kilkudziesięciu osób. Nie można więc postawić znaku równości pomiędzy tymi czynami dokonywanymi w Internecie, jak i w realu, również z tego powodu, że sieć jest anonimowa. Nie chodzi tu jednak o brak należytego nadzoru nad wypowiedziami naruszającymi dobra osobiste, zamieszczanymi na rozmaitych forach internetowych, lecz o nieskodyfikowane zasady cyberetykiety. Internauci podpisują się w sieci najczęściej „nickiem”, a nie pełnym imieniem i nazwiskiem, stąd powstaje problem dla pokrzywdzonego oraz dla interpretatora prawa, dla którego sprawca pozostaje anonimowy.
W przypadku znieważenia i zniesławienia w Internecie, pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców zależy wyłącznie od woli osoby pokrzywdzonej, która zobligowana jest do samodzielnego sporządzenia prywatnego aktu oskarżenia i popierania go przed sądem. Inną opcją jest także złożenie skargi w odpowiedniej jednostce policji, która następnie przesyła ją do właściwego sądu.
Policja ma też obowiązek przeszukania i zatrzymania sprzętu komputerowego celem poddania go ekspertyzie kryminalistycznej. Wraz z prokuraturą zabezpiecza również dowody przestępstwa, ustalając adres IP komputera, na którym dokonano obraźliwego wpisu. Znacznymi problemami na drodze sądowej są poza tym takie kwestie, jak czas i miejsce popełnienia przestępstwa, ochrona danych osobowych i tajemnicy telekomunikacyjnej, odpowiedzialność administratorów stron internetowych oraz szczegóły związane z budową sieci internetowej. Te niezwykle skomplikowane regulacje prawne powodują więc często, że osoby pokrzywdzone, zarówno fizyczne, jak i prawne zmuszone są do zaniechania ścigania sprawców przestępczych czynów popełnianych w Internecie.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej

Członek SKPP uhonorowany
Uchwałą Rady Miejskiej, w uznaniu zasług za działalność na rzecz Gminy i Miasta Lwówek Śląski oraz jej mieszkańców, mł. insp.  Zdzisław Mirecki, otrzymał tytuł „Zasłużony dla Gminy i Miasta Lwówek Śląski”. Jest on wieloletnim byłym I Zastępca Komendanta Powiatowego Policji w  Lwówku Śląskim, działaczem społecznym i regionalistą, od lat promującym Gminę Lwówek Śląski. Akty nadania i statuetki „Lwówecki Lew” uhonorowani odebrali z rąk przewodniczącego Rady Miejskiej Dawida Kobiałki i burmistrza Gminy i Miasta Lwówek Śląski, Marioli Szczęsnej. Było to w trakcie uroczystości przed koncertem noworocznym 18 stycznia br. Laureatom i zebranym życzenia noworoczne złożyli posłowie na Sejm RP Zofia Czernow i Stanisław Żuk oraz władze powiatu lwóweckiego
Wyróżnienie mł. insp. Zdzisława Mireckiego to wyraz szczególnego uznania za Jego wieloletnią działalność na rzecz bezpieczeństwa i uspołecznienia działań policji, a także za działalność społeczną i promowanie miasta i regionu. Przez kilkanaście lat, jako zastępca Komendanta Rejonowego i Powiatowego oraz członek IPA, gościł na ziemi lwóweckiej policjantów z takich krajów jak: Dania, Izrael, Węgry, Czechy, Belgia, Francja, Anglia, Ukraina i Niemcy, w tym chór z Detmold i Drezna.
W czasie tych wizyt, oprócz zapoznania z pracą lwóweckich policjantów, zagraniczni goście poznawali zabytki miasta i regionu. Pozostawili oni na pamiątkę policyjne czapki, które zdobią salę odpraw w lwóweckiej Komendzie Policji. Jako  oficer policji w stanie spoczynku mł. insp. Zdzisław Mirecki m.in. społecznie prowadził zajęcia z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Prowadził też w Zespole Szkół Ekonomiczno-Technicznych w Rakowicach Wlk. koło Lwówka Śl. pogadanki na temat. bezpieczeństwa. Pisała o tym m.in. „Gazeta Policyjna” (nr 3 z marca 2018). W 2012 roku na wniosek Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej mł. insp. Zdzisław Mirecki został uhonorowany złotym medalem „Za Zasługi dla Policji”.

Zarząd SKPP


Spis treści

Do refleksji
Ściąga czyli ściema

Sen. Zawaliłem egzamin. Nawet nie wiem z czego, jak to we śnie. Siedzą wewnątrz jakieś odpryski podświadomości. Chyba naprawdę diabli wiedzą, skąd to cholerstwo, nazywane przewrotnie „marzeniem sennym” (?! – ładne mi marzenie, pożywka senników), bo wydawało się, że specjalnie powodów do takich porąbanych retrospekcji człowiek nie dawał. Nie wyobrażam sobie już żadnego szkolnego egzaminu, a w ogóle matury. Testy, klasówki/kartkówki, wypracowania/rozprawki (jak zwał, tak zwał), stopnie, procenty, punkty, poziomy, lektury, a choćby nawet pytania na losowanych świstkach, nerwówka, pustka w głowie, ściągi (o la la, potępiane przecie jako oszustwo). I tak dalej, a co było niegdyś w perspektywie? – wiek klęski (wprawdzie cytuję wieszcza, ale lepiej niech nie czyta tego żona, bo powie, że smęcę). Zrobił na mnie wrażenie reportaż Marcina Wójcika o własności rolnej pewnego pana rolnika i pomyślałem wszakże, że mógłbym pokusić się o sporządzenie przynajmniej czegoś w rodzaju ściągi (o la la…) do tego, co „jak zwał, tak zwał”, na taki oto temat „Wykaż na wybranym przykładzie różnice w stosunkach do własności rolnej w czasach PRL-u i III Rzeczypospolitej” (brr…, a czy to o „Dziadach”, ale inaczej?). Do rzeczy, co będzie dalej, to zobaczymy.

Prolog
Ruscy zagarniają Kresy, a nasi przyjaciele z boiska przyklepują to w Teheranie i Jałcie. Rolnik-Dziadek, były żołnierz walczący z Niemcami i z UPA, musi porzucić tam ojcowiznę - 8 ha, dom z budynkami gospodarskimi, inwentarz i staje się osadnikiem na Ziemiach zwanych wtedy Odzyskanymi. Zajmuje poniemieckie – dom z obejściem i 8,96 ha piaszczystej ziemi. Żadna łaska – dobrowolnie nie zaczyna życia na nowo. Kułakiem nie jest, ale i tak jak indywidualne otoczenie znalazł się w trybach obowiązku dostaw kontyngentu zboża, ziemniaków, bydła i świń.

Czasy PRL-u
W 1962 r. zaczyna obowiązywać ustawa o przejmowaniu przez państwo niektórych nieruchomości rolnych, a pretekstem do tego jest już zadłużenie gospodarza przekraczające 50% wartości gruntów. Gospodarka Dziadka tonie w długach z biedy i zaległości w podatkach oraz obowiązkowych dostawach. Władza ludowa na szczeblu powiatu w 1967 r. zawłaszcza ziemię rolnika, pozostawiając mu jej skrawek i zabudowania. Kilka lat później przejętą ziemię otrzymuje pobliski PGR, z czego w 1980 r. 1,24 ha sprzedano jakiemuś rolnikowi. Dziadek żyje dalej w domu z ogródkiem z kilkoma drzewami owocowymi, umiera w 1980 r., czyli jeszcze trochę, a może (może?) doczekałby się czegoś lepszego.

Czasy III Rzeczypospolitej
W 1998 r. spadkobiorcy regulują kwestie spadkowe (pałeczkę w tej aktywności przejmuje Wnuk, czyli kolejne pokolenie) i dowiadują się, że według księgi wieczystej pozostają nadal właścicielami gruntu, w sumie 9,15 ha, a ich dziedziczenie potwierdza orzeczenie sądowe z tego samego roku. Po prostu – wcześniej władza ludowa była ponad coś tak mało ważnego, jak księgi wieczyste. Ale ziemię popegeerowską przejęła już Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa, a zarówno ona jak i miejscowe starostwo wiedzą o istniejącym stanie prawnym, jako sytuacji nakazującej powściągliwość. Tymczasem w 2001 r., za pośrednictwem Komisji Majątkowej, wsławionej licznymi brudami i przekrętami na szkodę ludzi, państwa, prawa i zwykłej przyzwoitości, oddają 7,72 ha parafii w sąsiedniej miejscowości, która w sumie ma 150 ha. Na ziemi Dziadka, wydzierżawionej przez wielebnego jakiemuś rolnikowi, rośnie kukurydza. Jeszcze raz, po prostu – tym razem władza, można ją wymieniać po kolei – ma w dużym poważaniu (wiadomo gdzie, ale czy w tekście szkolnym mógłbym tak napisać?) prawo, sąd i równie mało ważne księgi wieczyste. Przepraszam – do tego dochodzi jeszcze prokuratura, która nie dostrzega „fałszu intelektualnego” wśród urzędniczego bałaganu, nieusuniętej podwójnej numeracji działek jako spuścizny po peerelowskim „scalaniu” gruntów, braków dokumentów, poświadczania nieprawdy i zacierania śladów, bezprawnych decyzji. Wnuk uważa, że rodzinę trzykrotnie obrabowywano i od 20 lat kopie się z koniem. Słyszy nawet, że nie ma „interesu prawnego”.

Epilog
Różnice? Jakie różnice?
Ściema.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Nadużycia na drodze

Kurierzy, dostawcy jedzenia i taksówkarze często się śpieszą. Taka specyfika pracy. Nie zwalnia ich to jednak z przestrzegania przepisów na drodze. Taksówkarze we Wrocławiu mają jednak sporo udogodnień przez buspasy, na niektórych z nich mogą się poruszać, a to w godzinach szczytu jest naprawdę zbawienie. Czasami jednak taksówkarze nadużywają tych udogodnień. Buspas i normalny pas dla innych samochodów są oddzielone linią ciągłą i tylko w miejscach skrętu pojawia się linia przerywana. Niektórzy taksówkarze będąc na buspasie niestety nie respektują tego i wpychają się na normalny pas przez linię ciągłą, a to pozostałych kierowców mocno irytuje. Poza tym buspasy we Wrocławiu to dla zwykłych kierowców zmora. Takie zachowania taksówkarzy, którzy są na takiej ulicy uprzywilejowani, może resztę kierowców doprowadzić do białej gorączki. Zwłaszcza w godzinach szczytu.Innym nadużyciem kierowców taksówek jest zatrzymywanie się na zakazie zatrzymywania. Ma to zazwyczaj miejsce w okolicach centrum, w noce weekendowe. Bardzo często klienci wracają z imprez i podają miejsca najwygodniejsze dla nich, np. pod KFC na Kazimierza Wielkiego, gdzie jest zakaz zatrzymywania i pasy dla pieszych. W nocy rzecz jasna ruch jest mniejszy, ale innych kierowców może to denerwować. Praca taksówkarza jest specyficzna, ale takie zachowania na drodze niestety nie wpłyną na dobrą opinię o nich. Oczywiście nie można generalizować, ale ludzie często to robią i później o „złotówach” jest opinia taka, jaka jest.

RwR


Spis treści