Okładka 4-5/2020 Numer 4-5(247)/2020

Spis treści:

Wobec funkcjonariusza • Konsekwencje nieleczonej alergii • Co wzmocni odporność? • Drugie życie • Życie podczas pandemii • Jesteśmy wspólnotą • mObywatel • Czy zdrowe jedzenie uchroni nas od raka? • Zdarzyło się we Wrocławiu • Drukarka z wirusem • O broni palnej • Dezynfekcja i mycie rąk • Umorzenie bez uzasadnienia • Tych leków nie łącz! • Pandemia taxi • Jak pomóc? • Najczęstszy nowotwór • Praca na czarno • Do refleksji - Zaraza • Moje dylematy - W maju nie będzie jak w raju • Piesi i przywileje • Holandia, drogi i my • Nareszcie remont • Oficerowie prasowi informują

Wobec funkcjonariusza

Postępowanie dyscyplinarne wszczynane jest wyłącznie za naruszenie dyscypliny służbowej lub nieprzestrzeganie zasad etyki zawodowej. Następuje ono na wniosek bezpośredniego przełożonego policjanta lub przełożonego dyscyplinarnego, a także na polecenie wyższego przełożonego lub na żądanie sądu czy prokuratora. Wniosek może złożyć również sam pokrzywdzony. Przełożonym dyscyplinarnym, który zakłada i prowadzi w systemie informatycznym lub teleinformatycznym rejestr postępowań dyscyplinarnych jest Komendant Główny Policji oraz Komendant Stołeczny, wojewódzki, powiatowy, miejski i rejonowy.
Przed wszczęciem postępowania dyscyplinarnego, mającego na celu ustalenie jego zasadności oraz okoliczności sprawy, przełożony dyscyplinarny może w terminie do 30 dni zlecić przeprowadzenie czynności wyjaśniających. Dane w postaci nośników informatycznych, zawierające zapisy obrazu lub dźwięku włącza się do oznaczonych sygnaturą akt postępowania, przechowywanych w zaklejonych kopertach. Jeżeli dobro postępowania tego nie wymaga, do akt nie włącza się materiałów z informacjami niejawnymi. Wszystkie te czynności prowadzi wyznaczony przez przełożonego dyscyplinarnego rzecznik dyscyplinarny, którym może być policjant w służbie stałej, posiadający co najmniej stopień młodszego aspiranta. Rzecznik zakłada teczkę akt postępowania, oznaczając ją sygnaturą i opisem przedmiotu sprawy, a następnie opatruje pieczęcią z nazwą jednostki organizacyjnej policji. Sporządza również i włącza do akt postępowania notatkę urzędową, zawierającą informację o miejscu przechowywania materiałów.
Jeżeli czynności wyjaśniające nie potwierdzają zaistnienia przewinienia dyscyplinarnego, postępowanie nie zostaje wszczęte lub się je umarza. Sytuacja taka następuje również po upływie 90 dni od dnia powzięcia wiadomości o popełnionym przewinieniu dyscyplinarnym lub po roku od dnia jego popełnienia. Powodem niewszczęcia albo umorzenia postępowania dyscyplinarnego, może być także śmierć obwinionego policjanta, czy też inne wcześniejsze prawomocne orzeczenie dyscyplinarne w tej samej sprawie. Przełożony dyscyplinarny może ponadto odstąpić od ukarania obwinionego, jeżeli stopień jego winy lub szkodliwości przewinienia dla służby nie jest znaczny. W przypadku postępowania zawieszonego, akta przechowywane są przez wyznaczonego rzecznika dyscyplinarnego, który w razie ustania przyczyn tego zawieszenia, w terminie do 7 dni przekazuje je wraz z wnioskiem o podjęcie dalszego postępowania przełożonemu dyscyplinarnemu.
Postępowanie dyscyplinarne zakończone zostaje wydaniem orzeczenia, które może przybrać formę uniewinnienia, uznania za winnego i odstąpienia od ukarania, uznania za winnego i ukarania oraz umorzenia. Od każdego z tych orzeczeń dyscyplinarnych, obwinionemu przysługuje prawo wniesienia odwołania.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Pandemia taxi

– Przez tego pieprzonego koronowirusa muszę teraz jeździć po zioło na drugi koniec miasta, nie ma towaru w mieście, granice pozamykane, nie ma dostaw, muszę teraz płacić za taksówkę ponad 40 zł, żeby coś zdobyć – tak skomentował pandemię jeden z moich klientów, zapewne miłośnik marihuany. Był bardzo poirytowany takim stanem rzeczy. Jeżdżenie taksówką w ostatnim czasie, to naprawdę ciekawe doświadczenie.
Na pandemię koronowirusa ludzie reagują przeróżnie, co niektórzy snują apokaliptyczne wizje, inni spiskowe, jeszcze inni bardziej martwią się brakiem pracy, niż utratą zdrowia. Młody człowiek, którego wiozłem, przeklinał całą tą sytuację, bo stracił pracę i chyba będzie musiał wracać do Sieradza. Szybko znaleźliśmy wspólny temat. Ja pochodzę spod Wielunia, czyli obaj byliśmy z łódzkiego. Koronowirus zszedł na dalszy plan. Całą drogę wspominaliśmy lata świetności.... Widzewa Łódź. Ale byli też inni klienci.
Pewna starsza pani, była święcie przekonana, że cała ta sytuacja, to kara boża. Twierdziła, że ludzie nie szanują już ani siebie, ani Boga, ani przyrody. Apokalipsa i Nostradamus w jednym. Takich dantejskich kursów było niewiele, ale jednak. Były też inne, po których... serce rosło.
– Wie pan od lat pracuję na kierowniczym stanowisku w korporacji, od jakiegoś czasu siedzę w domu, dwoje moich dzieci też. Zawsze wszystko kręciło się wokół pracy i pieniędzy. Przez kilka ostatnich tygodni dowiedziałem się o moich dzieciach więcej, niż przez pół roku pracy w korporacji. Spędzam z nimi teraz masę czasu. Wcześniej chyba coś przeoczyłem – powiedział jeden z klientów taksówki. Jak widać, paradoksalnie pandemia co niektórych ludzi zbliża.
To tylko kilka reakcji ludzi w tym trudnym czasie. Jedni reagują powściągliwie, inni histerycznie. Nie ulega jednak wątpliwości, że ludzie dostali obuchem po łbach. I to wszyscy. Politycy, ekonomiści, socjologowie i psychologowie snują przeróżne wizje. Czas pokaże, jak będzie w przyszłości. Na razie mikroby rządzą.

RwR


Spis treści

Do refleksji
Zaraza

Nie, nie, nie będę poszukiwał sytuacyjnych i symbolicznych analogii z dzisiejszością we „Mszy za miasto Arras” (miasto dotknięte zarazą), powieści Andrzeja Szczypiorskiego z 1971 roku, czy przywoływał „Dżumę” Alberta Camusa (tu już nawet szkolniacy ćwiczą, co autor miał na myśli).
Mógłbym w tym miejscu ponawijać o wrocławskiej epidemii jak najbardziej prawdziwej ospy w 1963 roku, ale wejdę nieco głębiej w historię. Historyk kultury, nieoceniony Aleksander Brückner pisał o środkach ochronnych stosowanych przeciw szerzeniu się średniowiecznej zarazy (leczniczych nie było): „wyjazd rychły; unikanie tłumu i zebrań; wymaganie od przyjezdnych świadectwa, że nie przybywają z miejsc zarażonych; izolacja chorych w osobnych domkach za miastem; niszczenie odzieży i bielizny chorych; kwarantanna (zarazek może się w człowieku i 40 dni ukrywać, w rzeczach przewietrzonych dni 30, w rzeczach zachowanych w lochach lat 15); psy i koty usuwać, towary podejrzane wietrzyć w osobnych szopach; mających styczność z chorymi opatrywać w znaki…”
Medycyna znalazła się współcześnie w innej czasoprzestrzeni, a tymczasem część przynajmniej podstawowych rad pozostała bez zmian. Ale lekarz współczesny wobec rozpoznawanego dopiero wroga, staje początkowo tak samo bezradny, jak bezradny był medyk w wiekach średnich przez cały czas epidemii – pozostają więc proste środki.
Mór, morowe powietrze, ówczesna czarna śmierć, dżuma, ten szatański posiew gnębił ludność i pustoszył jej skupiska – jak się literacko mówi – od zarania dziejów. Wiadomo o lokalnych wybuchach epidemii w starożytności (Ateny – z opisów Tukidydesa), o nowożytnych epidemiach w pierwszym tysiącleciu (Italia, Konstantynopol), lecz dopiero od XIV wieku mamy do czynienia z pandemią, rozszerzaniem się moru na cały kontynent.
Zaczęło się w 1347 r. od genueńskiej enklawy na Krymie (obecna Teodozja), potem Italia, Grecja, zahaczyło o Afrykę – Tunis i Egipt, Hiszpania, Bałkany i Europa Środkowa, a w tym Polska, Europa Zachodnia, Skandynawia. Napisałem „szatański posiew”, bo dla ludzi tamtych czasów była to Apokalipsa, działanie mocy diabelskich. Z drugiej strony przyczynę moru upatrywano w gniewie bożym, co stanowiło oczywiście sprzeczność logiczną wobec poprzedniego określenia, ale była to już kwestia czysto doktrynalno-religijna. Źródła podają, że średniowieczna dżuma pochłonęła jedną czwartą ludności Europy.
Jednak kompletnie nie wiem, co sądzić o podawanej, według obliczeń zarządzonych przez papieża Klemensa VI (zm. w 1352 r.), liczbie prawie 43 milionów śmiertelnych ofiar. Jakie były kryteria i metodologia liczenia, skąd dane, jacy rachmistrze, czy niezbędna byłaby operacja „podziel przez…”?
Nie tylko dżuma, ale dziesiątkowały świat także epidemie innych choróbsk – trądu, ospy, gruźlicy, tyfusu. Średniowieczne miasto to wąskie ulice, ciasnota zabudowy i zamieszkania, zalegające nieczystości, smród, wszystko to sprzyjało szerzeniu się zarazy, na którą szczególnie narażone stały się wielkie miasta – w Rzeczypospolitej: Poznań, Warszawa, Kraków. Poziom higieny starożytnych Aten, Rzymu, Aleksandrii – o ironio! – przerastał niepomiernie poziom (właściwie był to stan braku higieny) europejskich miast średniowiecza, z Paryżem i Londynem na czele.
Natura jednak nie próżnuje. Zmutowany wirus grypy wywołał w latach 1918-19 pandemię, która objęła 500 milionów ludzi, a pochłonęła może 50, a może 100 milionów ofiar (ta rozpiętość ukazuje bezradność w ocenach i szacowaniu, częściowo z powodu trwającej wojny). Hiszpanka (nazwa „hiszpańska”, ale wyłącznie od prasy z półwyspu, wolnej wtedy od powszechnej w Europie wojennej cenzury) ogarnęła kontynenty, a poczęła się gdzieś w świecie, może (ciągle „może”) na styku chińsko-mongolskim, może w Stanach Zjednoczonych, może we Francji.
Najważniejsze jest zdrowie i życie ludzkie – to jasne. Lecz nawet wtedy, gdy zaskakuje nas skala zagrożeń, nawet w czasowym szczycie zdrowotnej katastrofy musi pozostawać żywa świadomość, że kryzysy to rzecz prawie normalna, mijają, a mogą być katalizatorami postępu. Zwraca uwagę na tę prawidłowość dr Mathias Döpfner w „Welt” pisząc, że jedne z największych osiągnięć cywilizacji pojawiały się po wojnach i epidemiach. Historyk medycyny i sztuki, także lekarz, Klaus Bergdolt myśl tę konkretyzował – po dżumie nastąpił renesans, jedna z najbardziej kulturowo stymulujących epok w dziejach ludzkości. Kryzysy zmuszają nas do zmian myślenia, postawy i postępowania. Amen.

Marcin Brzeziński


Spis treści