Okładka 04/2019 Numer 4(235)/2019

Spis treści:

W szeregi policji • Cold Case Squad • Przez urząd czy samodzielnie? • Co frustruje Polaków? • Z życia IPA • Sukces naszej zawodniczki • Edukacja międzykulturowa • E-dowód • Amatorska scena • Uważaj na oszustów • Uroczysty finał • Krok w otchłań • Bezpieczeństwo osób starszych • Kara za narkotyki • Kradzież z włamaniem • Zdarzyło się we Wrocławiu • Wpadli, bo pisali • Regionalny System Ostrzegania • Metoda na blika • Chroń oczy • Torowiska w ruinie • Faust czyli o istocie życia • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Udar co 8 minut • Alergii coraz więcej • Zagrożenie w pracy • Polacy a smog • Do refleksji - Suchy pedalaż • Moje dylematy - Sami za sobą nie podążamy • Za mało inwestycji cz.2 • Pamiętaj o zasadach • Na rondzie • Skaner cię widzi • Sezon motocyklowy • Kultura jazdy • Kupujesz auto?

Cold Case Squad

Niewyjaśnione przypadki przestępstw sprzed lat stały się dla wielu amerykańskich agencji policyjnych pretekstem do utworzenia zespołów Cold Case Squad.
Mając na uwadze rodzaj kompetencji, wydzielono w nich określone specjalizacje, m.in. Jednostkę do spraw Nierozwiązanych, Jednostkę do spraw Nierozwiązanych Morderstw, Jednostkę do spraw Tajemniczych i Przedawnionych oraz Sekcję Morderstw Historycznych. W skład każdego zespołu wchodzi, w zależności od wielkości danego departamentu, jeden lub kilku detektywów. Dołączyć mogą do nich w charakterze wolontariuszy również detektywi emerytowani oraz prokuratorzy i koronerzy. Wszystkie te osoby muszą wykazać się bardzo dużym doświadczeniem zawodowym, wysokimi umiejętnościami analitycznymi i kreatywnym zaangażowaniem w działania śledcze.
Ponadto, zobowiązane są często do uczestniczenia w dodatkowych szkoleniach dotyczących zarówno nowoczesnych technologii stosowanych w kryminalistyce, jak i tematyki związanej z psychologicznym wsparciem dla rodzin ofiar. Do dyspozycji zespołów od niewyjaśnionych przypadków morderstw pozostają laboratoria kryminalistyczne, lekarze, studenci i stażyści. Ponadto korzystać mogą z usług rządowej agencji Federal Bureau of Investigation (Federalnego Biura Śledczego) oraz agencji federalnej United States Marshals Service.
Sprawy niewyjaśnione, przekazywane są do Cold Case Squad przez kierownika działu zabójstw, na podstawie stopnia prawdopodobieństwa finalnego rozwiązania. Pierwszeństwo mają te śledztwa, w których można liczyć na zeznania żyjących jeszcze uczestników zdarzenia, czyli np. ofiary usiłowania zabójstwa, naocznego świadka czy wskazanego wcześniej  podejrzanego, któremu stosowanymi do tej pory starszymi metodami kryminalistycznymi, nie udało się udowodnić winy. W pierwszej kolejności rozpatrywane są poza tym sprawy, w których pojawiają się nowe, ważne okoliczności takie, jak ślady linii papilarnych, DNA lub dane balistyczne, a także gdy odnajdują się świadkowie mogący zidentyfikować podejrzanych.
Cold Case Squad podejmuje pracę wykrywczą, sięgając do starych, nierozwiązanych śledztw, w których trzy pierwsze doby od momentu popełnienia przestępstwa nie dostarczyły znaczących dowodów. Do najczęstszych przypadków należą zgony osób niezidentyfikowanych, bezdomnych, a także czasowo przebywających na terenie Stanów Zjednoczonych czy związanych z różnymi zorganizowanymi grupami, np. gangami narkotykowymi.
Na podstawie dotychczasowej działalności Cold Case Squad stwierdzono jednoznacznie, że najbardziej skutecznymi i najmniej kosztownymi są sprawy wznawiane na skutek przyznania się podejrzanego. Stosunkowo niedrogie, dzięki wsparciu przez fundusze federalne są również przypadki powrotu do sprawy z uwagi na możliwość skorzystania z najnowszych osiągnięć badań kryminalistycznych, jak chociażby w obrębie technologii DNA.
Ze słabym powodzeniem przebiegają natomiast te prace, gdy zespół dokonuje ogólnego, okresowego przeglądu spraw nierozstrzygniętych albo gdy sięga ponownie do sprawy pod wpływem rodzinnej lub medialnej presji. Warto jednak podkreślić, że czynności zespołu Cold Case Squad, w każdym wymiarze działań wpływają na poczucie sprawiedliwości wśród rodzin dotkniętych konsekwencjami przestępstwa. Najważniejsze jest to, że oddziaływują prewencyjnie i kształtują pozytywny wizerunek policji, troszczącej się o rozwiązanie sprawy i wymierzanie winnym zasłużonej kary.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej

Kolejna edycja projektu
W kwietniu br. na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, odbędzie się konferencja w ramach kolejnej edycji programu „#bezpiecznie”, organizowana przez Zakład Socjologii Edukacji Instytutu Socjologii.
Pierwsza część konferencji 4 kwietnia br. poświęcona będzie mechanizmom, występującym w sferze finansowej, zagrożeniom ze strony nielegalnego hazardu, oszustwom w funkcjonowaniu podatku VAT, działaniu znikających podatników tzw. słupów. Druga część odbędzie się 18 kwietnia, a jej wiodącym tematem będą problemy zagrożenia terrorystycznego. Wprawdzie skoncentrowane będą w dużej części na przykładzie uczelni, niemniej z całą pewnością poglądowe i jako takie warte uogólnienia.
Mowa więc będzie o stopniach zagrożenia terrorystycznego (Alfa, Bravo, Charlie, Delta), które zaprezentuje i omówi mł. insp. Wojciech Żmija dowódca Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego KWP we Wrocławiu. O godz. Później, o 12.30 wykład na temat współczesnych zagrożeń na terenie uczelni, procedurach działania i formach zachowań, wygłosi członek Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej mł. insp. Wojciech Dudek, były naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.
Uczestnikiem konferencji będzie także wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej mł. insp. Zbigniew Beczyński, były Naczelnik Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową KWP we Wrocławiu a, obecnie wykładowca w Katedrze Bezpieczeństwa Personalnego na Wydziale Nauk o Bezpieczeństwie Akademii Wojsk Lądowych. Konferencja odbędzie się 4 i 18 kwietnia br. w bud. D „Sala ŚWIDY”, na Wydziale Prawa i Administracji UWr, ul. Uniwersytecka 22/26. W oba te dni początek konferencji o godz. 10.00. Ilość miejsc dla uczestników konferencji jest ograniczona. Z tej racji osoby zainteresowane uczestnictwem proszone są o zarejestrowanie się na stronie careers.uni.wroc.pl.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
Suchy pedalaż

Nie ma ograniczeń dla twórczej fantazji w literaturze w wymyślaniu historii alternatywnych, to znaczy o innym niż rzeczywisty przebiegu historii świata. Poszedł krok dalej i popełnił dzieło tego rodzaju nawet klasyk science-fiction, Philip Dick. Na ekranie dopuścił się tej rozpusty Quentin Tarantino. Na ogół, w takich historiach konsekwencje dla ludzkości są jeszcze bardziej opłakane, niż w realu. Jednak jak się dobrze zastanowić, to większość literatury pięknej tworzą właśnie opowieści alternatywne wobec rzeczywistości, tyle że nie w wymiarze globalnym, a drobniejszym, lokalnym.
Pomyślałem więc: a co z felietonem i możliwymi do użycia środkami wyrazu? Przywołam mistrza gatunku Stefana Kisielewskiego. Kisiel pisał, że felieton „ma swoje wyjątkowe prawa, oświetla poglądy autora pod odrębnym kątem, za pomocą specyficznej techniki, w której żart, przenośnia i paradoks odgrywają rolę pełnoprawnych elementów”, a także „posługuje się przesadą, wyjaskrawieniem, nawet absurdem”.
Mogę też na potrzeby ekspresji w felietonie wymyśleć historyjkę alternatywną, proszę bardzo: co byłoby, gdyby Sobieski pod Wiedniem nie dał rady. Bylibyśmy poddanymi padyszacha? Choć Turcja kraj piękny, to niech nas Allah chroni! Wyszedł z tego żart absurdalny (i dość marny), ale to krótki dystans, bez sensu i bez szans w konkurencji z literaturą. Z krainy wyobraźni przenosimy się na twardy grunt reportażu. Nie ma tu miejsca na dekoracyjne ozdóbki. Reportaż, w szczególności interwencyjny, opisuje świat, w którym poczesne miejsca zajmuje z reguły urzędnicza, a w ogóle ludzka ignorancja, arogancja, bezduszność i głupota. Tu alternatywa – jako wnioski z reportażu – jest jedna jedyna (co zresztą jest istotą alternatywy) – żeby coś „dało się” w miejsce tego, że „nie da się”.
Jedną z dziedzin życia, która mnie nieustająco od lat zdumiewa jest orzecznictwo o niepełnosprawności niepełnoletnich i późniejsze – zusowskie pełnoletnich. Nie żebym był petentem-pacjentem, co to, to nie, ale zdumiewa mnie jako obserwatora. Wysłuchałem nawet kiedyś w rodzinie o parominutowej sesji z orzecznikiem, która wyglądała jak przeniesiona żywcem z filmu Barei. Nawet jeśli relacje osób opiekujących się niepełnosprawnymi, uważających orzeczenia za drastycznie niesprawiedliwe, nacechowane są osobistymi emocjami, to i tak ich opowieści o przebiegu badania i orzekania o stopniu dysfunkcji czyta się jak humoreski.
Pojawił się bowiem patent na zdrowie godny medycznego Nobla – chodzi o to, żeby ktoś, kto dotąd uważany był za chorego, miał w papierach zapisane, że jest zdrowy. Idiotyczne orzeczenia boleśnie i brutalnie dotykają niepełnosprawne dzieciaki i ich opiekunów. Nieuleczalnie chore dziecko zostaje nagle pozbawione świadczenia pielęgnacyjnego, bo znaczny dotąd stopień niepełnosprawności znika, staje się umiarkowany. Wywalać więc leki i kichać na kuracje i rehabilitacje, orzecznicy (wytypowani przez cudownie „uzdrowionych”) na katedry medyczne, a wszyscy energocudotwórcy mogą zwinąć swoje biznesy i seanse.
Przypadkowe pod względem doboru składu zespoły orzekające, amatorszczyzna i niekompetencja, a potem żebracze boje sądowe o przywrócenie tego, co się należy w państwie nawet umiarkowanie opiekuńczym. Powie ktoś: e tam, margines. Rzeczywiście, nie wszędzie przecież i nie zawsze, ale ten margines jest na tyle znaczny, że ofiary skrzykują się i zrzeszają. Osobny podtemat, ale także z bulwersującymi przypadkami, to orzekanie o zdolności do pracy osób pełnoletnich, czyli obejmuje także dotychczasowych niepełnoletnich. Może być renta socjalna, ale może być nic.
Zadziwia mnie tu zdarzający się biurokratyczny splot bezduszności i bezmyślności, przejawiający się w fikcji kwalifikowania do ograniczonej choćby pracy niepełnosprawnego, który w miejscu zamieszkania i przebywania nie ma żadnych, ale to żadnych, szans znalezienia pracy odpowiadającej jego możliwościom fizycznym i intelektualnym. Dość już o alternatywach, one same się narzucają.
Korzystając z odwołania się do Kisiela powiem jeszcze o swym braku złudzeń: niestety, słowo pisane w formie felietonu ma zerową moc sprawczą (chociaż felietonów Kisiela rządzący Peerelem bali się jak diabeł święconej wody, ale to inna liga). Czuję się więc jakbym uprawiał „suchy pedalaż”, jak to trafnie ujął pan instruktor jazdy na czterech kółkach, gdy po raz pierwszy usiadłem za kierownicą automobilu, nie posuwając się ani centymetra do przodu.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Na rondzie

Przejeżdżanie przez skrzyżowania o ruchu okrężnym, zwane też rondami, nieustannie budzi szereg wątpliwości. Pojawiają się one najczęściej wtedy, gdy na pasach ruchu nie są wyznaczone możliwe kierunki jazdy, co jest zrozumiałe.
Skrzyżowania o ruchu okrężnym mogą łączyć ze sobą kilka dróg o różnym natężeniu ruchu, stąd też buduje się je większe, a co za tym idzie, znajdować się tam może więcej jak jeden pas ruchu – w tym miejscu podkreślić należy, że zgodnie z art. 2 pkt 7 Ustawy Prawo o Ruchu Drogowym pas ruchu może być oznaczony lub nieoznaczony znakami drogowymi. Różne opinie spotkać można na temat zajęcia miejsca na jezdni przed skrzyżowaniem, jeżeli do ronda, jak i na samym rondzie do dyspozycji mamy dwa lub więcej pasów ruchu.
Jak najbardziej słuszne jest zajęcie innego niż skrajnie prawego, jeżeli naszym zamiarem jest opuszczenie skrzyżowania zjazdem dalszym, niż najbliższy po wjechaniu. W tym miejscu należy jednak pamiętać, że może wiązać się to z koniecznością zmiany pasa ruchu na skrajnie prawy jeszcze przed docelowym zjazdem zgodnie z art. 22 ust. 2 pkt 1 Ustawy Prawo o Ruchu Drogowym.
W celu uporządkowania powyższego, należy pamiętać, że bez względu na to, który pas jezdni zajmujemy przed skrzyżowaniem o ruchu okrężnym, to przed jego opuszczeniem, należy zbliżyć się do prawej krawędzi, aby skręcić w prawo. Błędem mogącym doprowadzić do skutkowego lub bezskutkowego wykroczenia polegającego na spowodowaniu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jest skręcanie w prawo z pasa innego niż skrajnie prawy.
Gdy do zderzenia dwóch pojazdów już dojdzie, często pojawia się brak zrozumienia co do nieprawidłowości wykonania manewru zmiany kierunku jazdy w prawo przez kierowcę poruszającego się lewym (wewnętrznym) pasem ruchu. Kierowcy ci najczęściej tłumaczą, iż przekonani byli, że pojazd poruszający prawym (zewnętrznym) pasem ruchu na rondzie, zobowiązany jest do skrętu w najbliższą jezdnię, nie przewidując, że jego zamiarem było ominięcie tego zjazdu i opuszczenie skrzyżowania na zjeździe następnym.
Zgodnie z powyższym, kierowca poruszający się prawym pasem ruchu na skrzyżowaniu, po opuszczeniu ronda, ma prawo zająć dowolny pas ruchu.
W związku z dużą ilością zdarzeń drogowych, do których dochodzi na skrzyżowaniach o ruchu okrężnym, stosuje się wiele rozwiązań, zmieniając ich infrastrukturę. Na przykład za pomocą odpowiedniego oznakowania wymusza się na kierowcach zajęcie pasa ruchu, dzięki któremu poprowadzeni nim będą wyłącznie w jednym kierunku.
Wciąż jednak pozostaje duża ilość rond, na których z uwagi na np. małe natężenie ruchu, nie wprowadza się innowacyjnych zmian infrastrukturalnych. W tych przypadkach zastosowanie będą miały podstawowe przepisy ruchu drogowego przywołane w niniejszym artykule.

st. sierż. Mateusz Strupiński
WRD KMP Wrocław



Spis treści