Okładka 6/2020 Numer 6(248)/2020

Spis treści:

Zakaz używania munduru • Wyłudzić odszkodowanie • Telemedycyna i my • Wakacje mimo pandemii • Jest taki dzień • Zatrzymał po służbie • Epidemie światowe (1) • Zdarzyło się we Wrocławiu • Bezpieczny transport • Nadużycie seksualne • Czarna lista oszustów • W strefie publicznej • Zgłoszenia alarmowe • Złodziej leków • Wrocławianie z marihuaną • Policjanci pomogli • Działania w stanie epidemii • Spot dla seniorów • Nie za dużo • Dentysta i epidemia • Nosić maskę • Pokonywanie zabezpieczeń • Społeczna izolacja • Do refleksji - Sądy o sądach • Moje dylematy - Jaśminowy czerwiec • Chroń się przed kradzieżą • Błędy taxi • Nietrzeźwy kierowca zatrzymany • Używaj kierunkowskazów • Piesi i przywileje (2) • Wideorejestratory • Oficerowie prasowi informują

Wyłudzić odszkodowanie

Przestępstwo ubezpieczeniowe ma charakter kryminalny i polega na żądaniu bezpodstawnego odszkodowania albo otrzymania go drogą oszustwa.
Wyłudzenie odszkodowania może nastąpić poprzez fałszowanie dokumentów, wystawienie polisy po zdarzeniu, podanie nieprawdziwych okoliczności zdarzenia, celowe spowodowanie kolizji, zawyżenie wartości szkody oraz zgłoszenie jej w różnych zakładach ubezpieczeń. Innymi okolicznościami może być pozorowanie wypadków, celowe uszkodzenie ciała osoby ubezpieczonej, a także zawyżenie procentowego uszczerbku na zdrowiu przez lekarza orzecznika, a nawet zabójstwo lub pomoc w spowodowaniu śmierci dla uzyskania świadczeń z zakładu ubezpieczeń przez uposażonego.
Sprawcami tych patologicznych i kryminogennych sytuacji są coraz częściej zorganizowane grupy przestępcze mające odpowiednie, zwłaszcza finansowe możliwości do fabrykowania dowodów uzasadniających wypłatę świadczenia. Niepokojącym zjawiskiem jest również współudział w tych przestępczych procederach pracowników zakładów ubezpieczeń, bądź osób z nimi związanych. Ich działania mają charakter bierny lub aktywny. Przykładem może być chociażby fakt antydatowania polis ubezpieczeniowych.
W związku z tym, że ten rodzaj przestępczości związany jest z wysokimi kosztami społecznymi, staje się on realnym zagrożeniem dla całego rynku ubezpieczeniowego. Dlatego już od kilku lat wzbudza coraz większe zainteresowanie nie tylko organów ścigania, ale też i samych środowisk ubezpieczeniowych, głównie zakładów ubezpieczeń oraz innych środowisk powiązanych z rynkiem ubezpieczeniowym, do których należą rzeczoznawcy, eksperci, biegli, Urzędy Celne czy Urzędy Skarbowe.
Duże znaczenie ma w tym wypadku również świadomość społeczna, dlatego podejmowane są coraz szersze działania zarówno edukacyjne, jak i prewencyjne mające na celu zmniejszenie rozmiaru tego zjawiska. Rozpowszechniany jest więc szereg ogólnodostępnych dla przeciętnego obywatela publikacji, w których uczula się na fakt, że wyłudzenie odszkodowania wiąże się z poważnymi konsekwencjami karnymi.
Problem przestępczości ubezpieczeniowej staje się obecnie na tyle ważny i rozległy, że nie może być przez nikogo bagatelizowany. Walce z nim służą rzetelnie prowadzone przez zakład ubezpieczeń statystyki i bazy danych oraz lepsza kooperacja z organami ścigania. Zajmuje się nim także Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie. Tam co roku odbywają się seminaria szkoleniowe organizowane przez Instytut Badań nad Przestępczością Kryminalną i Terroryzmem. Bierze w nich udział kadra naukowa WSPol., a także przedstawiciele świata nauki, prokuratury, policji i firm ubezpieczeniowych oraz goście z kraju i zagranicy. Spotkania te mają na celu dzielenie się wiedzą i doświadczeniem w zakresie zwalczania i zapobiegania przestępczości ubezpieczeniowej. Stwarzają także możliwość wymiany informacji na temat sposobu działania sprawców oraz śledzenia kierunku rozwoju tej przestępczości.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
Sądy o sądach

Sprawa jest skończona, bo Rzym ostatecznie przemówił i jest to wiążące dla wierzących. Roma locuta, causa finita. Myśl św. Augustyna z V w., wyrażona w związku z ówczesnymi kontrowersjami doktrynalnymi, pozostaje do czasów współczesnych ilustracją instancyjności i prawomocności decyzji w Kościele rzymsko-katolickim. No i dla toku rozumowania w tym felietonie trzeba niezbędnie dodać, że w takiej strukturze, silnie zhierarchizowanej, uzbrojonej w środki mentalnego wpływu i dyscypliny, nie ma mowy o dalszej dyskusji, czy też o jakimś kontestowaniu wyroku. Chodzi mi o zasadę, bo mógłbym ostatnią część zdania przyoblec w tryb lekko warunkowy, gdyż taka pozycja „Romy” nieco na naszych oczach się kruszy, że nie wspomnę o oznakach moralnej erozji na Spiżowej Bramie.
Abstrahuję od zawiłości prawa kanonicznego, o którym nie mam bladego pojęcia. Zacząłem od świętego i Roty Rzymskiej, bo przy wszystkich odmiennościach i możliwym krytycyzmie wobec osądów motywowanych dogmatycznie, to przykład wyrokowania ostatecznego i wykonywania wyroku, co jest istotą praworządności i osądzania czego- i kogokolwiek w sądownictwie powszechnym.
Nie sposób w tekstowym sprincie, „sześćdziesiąt przez płotki w hali”, pomieścić kluczowe kwestie zasad demokracji wobec kształtu i stanu trzeciej władzy. Ograniczę się więc do aspektu stosunku do sądowego orzecznictwa. Często słyszę, szczególnie od osób publicznych, krygowanie się: „na temat wyroków sądowych się nie wypowiadam”. W ten sposób niby okazywany jest dystans wobec wymogu braku jakiejkolwiek ingerencji w sądowe rozstrzygnięcia.
To nieporozumienie, gdyż stanowisko takie myli dwa stany przedzielone wyrokiem i stwarza złudzenie możliwości ingerencji w niezawisłość sądu w czasie, kiedy decyzja już zapadła. Za wyrokami sądów świeckich (tak samo zresztą jak i watykańskich dykasterii) nie stoi Duch Święty i – jak każda ludzka działalność – podlegają one społecznej ocenie. Nie chodzi przy tym o takie korzystanie z prawa do wolności wyrażania opinii, które – zgodnie z przywoływanym już kiedyś przeze mnie art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – naruszałoby „zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej”.
Co innego wyrażanie zdania na temat wyroków – także krytycznego – które jest elementem wolności słowa i może tylko przysłużyć się osądzaniu w imieniu państwa. Rozszerzę nieco te wywody – różnorodność poglądów w demokracji, rzecz najzupełniej normalna, nie oznacza chaosu. "Naród jednomyślnie…" – taka formuła zawsze pozornie legitymizowała reżim totalitarny. Paweł Jasienica, jako historiograf, zwalczał tezę o polskim wrodzonym zamiłowaniu do warcholstwa i pisał też, że już w XVI w. odchodzono w Polsce od „przesądu jednomyślności, właściwemu prymitywnym organizacjom społecznym”.
Współcześnie, swego czasu, w obronie demokratycznej reguły szanowania różnorodności i przeciw zawieszaniu różnic na rzecz pozoru kolektywnej jedności stawała Agata Bielik-Robson, filozofka z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk oraz Wydziału Teologii Uniwersytetu w Nottingham. Jednak wykluczają się ze zróżnicowanego ogółu postawy skrajne, fanatyczne, także motywowane ideologicznie, w gruncie rzeczy faszyzujące, reagujące alergicznie i zacietrzewieniem na wszelkie wyroki, niekorzystne dla prezentowanych poglądów, traktujące adwersarzy jako gorszą kategorię. Fizyka ma swoje względności, filozofia swoje relatywizmy, a prawo?
O, okazuje się, że prawo też ma swoje nieoznaczoności. Bo oto można według widzimisię i bezkarnie sabotować prawomocne wyroki. Prawomocny wyrok niezawisłego sądu może mi nie odpowiadać, ale zapadł, jest prawomocny jak nazwa wskazuje, czy się komuś podoba, czy nie, z wszystkimi tego konsekwencjami. To jeden z probierzy naszej przynależności do Europy i cywilizacji łacińskiej z jej prawnymi kanonami. Ominąłem tym razem (a w przeszłości o tym pisałem) problem, który wkurza ludzi, gdyż dotyka ich bezpośrednio i dolegliwie – kwestię wadliwych procedur sądowych, leżących u podstaw przewlekłości postępowań, i pewnej niefrasobliwości w przyzwyczajeniu do tego gremiów prawniczych, które za wszelką cenę powinny dążyć do zmiany chorobliwego stanu.
Nie poradził sobie z tym żaden rząd po transformacji. Problem, z którym już jakoś radzili sobie nawet nasi przodkowie, bo na przykład w średniowiecznym sądzie już od wstępnych decyzji, tzw. dekretów akcesoryjnych, nie przesądzających sprawy, nie było apelacji. Gdyby było inaczej, to według historyków, żadna sprawa nie miałaby końca. Nie wspomniałem też o zdumiewającym, szokującym niekiedy orzecznictwie, chyba z sufitu, które – nie przeczę – osłabia wymowę słów o konieczności rozumienia wagi sądowych wyroków. Jedno z drugim się łączy – sprawna procedura zwiększa szanse na to, że możliwa szybsza korekta sufitu zastąpi drogę przez mękę. Ominąłem te kwestie, gdyż takie nastały czasy, że trzeba wracać do spraw fundamentalnych, choćby nawet w konwencji felietonu.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Używaj kierunkowskazów

Zmiana kierunku jazdy kryje w sobie możliwość powstawania konfliktów. Dzieje się tak na skutek nieprzygotowania się innych uczestników ruchu do naszej decyzji, co do dalszego toru jazdy. Dlatego zamiar zmiany kierunku jazdy musi być odpowiednio wcześnie sygnalizowany.

Przepisy mówią
Punktem wyjścia do właściwego zrozumienia zamiarów innego uczestnika ruchu jest pełna, rzetelna i wiarygodna informacja. Ustawodawca w PoRD (Prawo o ruchu drogowym) określił to w art. 22.5 w sposób następujący: cyt. „Kierujący pojazdem jest obowiązany zawczasu i wyraźnie sygnalizować zamiar zmiany kierunku jazdy lub pasa ruchu oraz zaprzestać sygnalizowania niezwłocznie po wykonaniu manewru”. Dodać należy, że jeżeli pojazd ciągnie przyczepę, włączenie kierunkowskazów na pojeździe ciągnącym powinno powodować włączenie kierunkowskazów na przyczepie. Kierunkowskazy powinny zapalać się i gasnąć z równą częstotliwością 90 cykli na minutę z tolerancją 30 cykli na minutę. W tej problematyce istotne są także dodatkowe przepisy, związane z zasadami ruchu na drogach publicznych, zawarte w innych aktach prawnych.
Zasady dotyczące używania kierunkowskazów również odnoszą się do stref zamieszkania oraz stref ruchu, określają je przepisy ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2017 r. poz. 1260, z późn. zm.). Natomiast znaczenie i zakres obowiązywania znaków drogowych oraz warunki ich stosowania na drogach, określają przepisy rozporządzeń:
a) Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. Nr 170, poz. 1393, z późn. zm.),
b) Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. z 2003 r. Nr 220, poz. 2181, z późn. zm.).
Wspomniane w powyższym rozporządzeniu niektóre znaki drogowe są elementem pomocniczym, służącym do rozpoznania sytuacji drogowej, wymagającej użycia kierunkowskazów.Od lat trwa spór, na temat obowiązku włączania kierunkowskazu na tzw. skrzyżowaniu łamanym, oznaczanym informacyjnie znakiem D-1, A-7, B-20 z tabliczkami T-6. Wielu komentatorów, wskazuje na absurdalność takiego sygnalizowania kierunkowskazem, np. w przypadku, gdy droga podporządkowana dobiega do drogi głównej na łuku, pod małym kątem wstecz. Argumentują oni, że znak T-6 to znak jedynie informacyjny, a kierowca jadący drogą z pierwszeństwem przejazdu musiałby w takim przypadku na każdym łuku lub zakręcie, gdzie pojawia się jakakolwiek droga podporządkowana, włączać kierunkowskaz, a to wprowadza dezinformację.
Ministerstwo Infrastruktury w wyjaśnieniach do interpelacji poselskiej nr 7682, stwierdza: „Odpowiadając na pytania stwierdzam, że z przepisów rozporządzenia z dnia 3 lipca 2003 r. jednoznacznie wynika, iż umieszczona pod znakiem D-1 tabliczka T-6a wskazuje, że droga z pierwszeństwem przejazdu zmienia kierunek na skrzyżowaniu. Z tych też względów w sytuacji kiedy kierujący pojazdem na skrzyżowaniu porusza się zgodnie z rzeczywistym przebiegiem drogi z pierwszeństwem – przedstawionym na tabliczce T-6a – to zmienia on kierunek jazdy i dlatego też w myśl przepisów art. 22 ust. 5 ustawy – Prawo o ruchu drogowym zobowiązany jest zawczasu i wyraźnie sygnalizować zamiar zmiany tego kierunku. W skrócie – tak. Trzeba włączyć kierunkowskaz jeśli podążamy drogą z pierwszeństwem przejazdu, a ta zmienia kierunek.”

Widzimy i słyszymy mózgiem
Zauważenie znaku czy sygnału świetlnego przez kierowcę nie oznacza jeszcze, że sygnał ten został zidentyfikowany, a co za tym idzie – zrozumiany. Rozpoznanie treści polecenia, zakazu lub informacji, jakie znak wyraża w sytuacji statycznej wymaga pewnego czasu, a przy ruchu pola obserwacji musi być on odpowiednio dłuższy.
Pole widzenia człowieka można podzielić na 3 strefy: obszar centralny – umożliwiający ostre widzenie i rozpoznawanie symboli, obejmuje on 1-1,5˚, obszar wokół centralny, w którym ostrość widzenia jest zmniejszona (obejmuje 3–5˚) oraz obszar peryferyczny – widzenie jest mało precyzyjne, jednak obszar ten jest wrażliwy na kontrast i ruch. Zidentyfikowanie sygnału w tym polu wymaga przeniesienia wzroku. Trwa to od 0,1 do 0,3 sekundy.
Widzenie nie jest procesem natychmiastowym, wzrok posiada bezwładność. Potrzebny jest czas, aby nastąpiła reakcja, a kiedy ten sygnał zaniknie, wrażenie utrzymuje się jeszcze chwilę (dziesiętne części sekundy). Oko jest zdolne przechowywać wrażenie wzrokowe w czasie mniej więcej 0,1 sekundy, ale musimy na interesujące nas zjawisko spojrzeć obszarem centralnym oka.

Po co te linie?
Linie na skrzyżowaniach mogą być nam pomocne do określenia momentu, w którym należy włączyć kierunkowskazy. W warunkach ruchu miejskiego wystarczającym jest włączenie kierunkowskazu z zamiarem zamiany kierunku jazdy lub pasa na około 60 m od poprzecznej linii zatrzymania. I tak „linia pojedyncza ciągła” P-2a i b (wąska 12 cm lub szeroka 24 cm) oddziela pasy ruchu o tym samym kierunku, jednocześnie zakazuje przejeżdżania przez linię lub najeżdżania na nią i ma ona długość standardową 20 m.
Za nią występuje linia wydzielająca, przerywana (2 m linia, 2 m przerwa), wąska lub szeroka typu P-1c lub d o długości 50 m. Odpowiada to też długości tworzącej dodatkowe pasy do skrętu w lewo lub prawo, o długości w terenie zabudowanym 75 m.
Często popełniany błąd to nieużywanie kierunkowskazów, szczególnie podczas skręcania w prawo. Utrudnia to właściwą ocenę sytuacji na drodze innym kierowcom, zwłaszcza jadącym za samochodem, który skręca. Nagła, niesygnalizowana wcześniej zmiana kierunku jazdy może skończyć się najechaniem na tył pojazdu, ponieważ kierowca aby przepuścić pieszych albo rowerzystów, musi się zatrzymać.
Na rondzie i skrzyżowaniu
W roku 2019, po pięcioletnim procesie sadowym pomiędzy egzaminatorem z Bydgoszczy a Marszałkiem Województwa Kujawsko-Pomorskiego o unieważnienie egzaminu, kursant złożył zasadną skargę. Sąd orzekł (co dla mnie było oczywiste), że nie włączamy lewego kierunkowskazu przy wjeździe na rondo. Oczywiste jest, że jeśli zamierzamy opuścić rondo pierwszym zjazdem, powinniśmy – zanim jeszcze na nie wjedziemy – użyć prawego kierunkowskazu. Nie budzi wątpliwości obowiązek włączania prawego kierunku przed opuszczeniem ronda (także przed zmianą pasa na rondzie). Wątpliwości budziło za to użycie lewego kierunkowskazu przed wjazdem na rondo, jeśli zamierzamy na nim skręcić w lewo bądź zawrócić. Przepisy nie precyzują tego jako oddzielne zadanie, ale odnoszą się do tego ogólnie w kontekście zasad PoRD i tak to zinterpretował sąd.
Kierowca, który włącza kierunkowskaz do skrętu tuż przed ruszeniem na skrzyżowaniu, np. kiedy zapali się zielone światło, właściwie nie popełnia wykroczenia, jednak powinien pamiętać, że niepotrzebnie blokuje innych, którzy mogliby np. zająć inny pas ruchu.

Za miastem
W ruchu pozamiejskim możemy wyróżnić trzy typy dróg:
1. Krajowe i wojewódzkie zwykłe, które maja pasy włączenia i wyłączenia dwa razy dłuższe, czyli po 150 m, np. zjazd z ul. Karkonoskiej do Galerii Bielany i Auhan,
2. Drogi ekspresowe typu S np. S-5 do Poznania czy S-8 do Warszawy,
3. Autostrady np. A-4 do Opola czy A-8 zwana AOW – Autostradowa Obwodnica Wrocławia.
Na takich drogach wskazówką dla kierowców, kiedy włączyć kierunkowskaz będą, znaki drogowe. Pasy wyłączenia na drogach A i S mają po 300 m długości, poprzedzone są trzema słupkami wskaźnikowymi co 100 m, w sumie kolejne 300 m. Przy prędkości 100 km/h przejdziemy ten odcinek w 10 sekund, nie zwalniając, ale włączając kierunkowskaz, a hamowanie zaczynamy na pasie wyłączenia do prędkości najczęściej 50-60 km/h.

Ryszard Piasecki
współpr. Tomasz Kapłon


Spis treści