Okładka 6/2021 Numer 6(260)/2021

Spis treści:

Jedyna taka szkoła • Oddali hołd • Policjant Mistrzem Polski • Komisariat w Kobierzycach otwarty • Trwa konkurs • Czerniak skóry i reggae • Zdarzyło się we Wrocławiu • Biegły sądowy • Precedens czyli… • Przestępczość zorganizowana • Internetowi oszuści • Straż Miejska • Globalna operacja • Warsztaty dla niepełnosprawnych • Do refleksji - PuzzlePomoc prawna • Realizacja agendy ONZ • Moje Dylematy - Czerwiec stały - grudzień doskonały • Na dolnośląskich drogach • Mocne uderzenie • Klimatyzacja w aucie • System startuje­ • Prawo jazdy w telefonie • Oficerowie prasowi informują

Do refleksji
Puzzle

Parę lat temu w miesięcznikach o tematyce okołohistorycznej (skarby, wojna, historia) publikowałem artykuły dotyczące przede wszystkim wojennych grabieży dóbr materialnych, a głównie skarbów kultury. Między innymi popełniłem tekst zatytułowany „Kilka refleksji na temat roli świadka w odkrywaniu wojennych tajemnic”. W wersji pierwotnej przesłanej do redakcji spory akapit poświęciłem znaczeniu przypadku jako nie rzadko momentowi kluczowemu dla przebiegu wydarzeń. Redakcja wówczas wykastrowała mi tekst, eliminując najistotniejsze fragmenty omawiające rolę przypadku. Uznano zapewne, że to przerost filozofowania, nie służący prostolinijnej wymowie tekstu, a tego niby oczekuje czytelnik.
Machnąłem wtedy ręką, ale dzisiaj do roli przypadku powrócę, jako do elementu lekceważonego (stało się, bo tak miało być?), ale decydującego często (najczęściej?) o życiowych wyborach. Gdy piszę te słowa, leży obok tom Bolesława Limanowskiego (1835-1935), historyka i socjologa, działacza socjalistycznego i niepodległościowego, senatora II Rzeczypospolitej, „Historia demokracji polskiej w epoce porozbiorowej”, wydanie trzecie, Warszawa 1946 (wydanie pierwsze, Zurich 1901, drugie, Kraków 1922, wznowił też PIW dopiero w 1983).
W swym dziejopisarstwie autor, jeszcze w czasie zaborów, silnie akcentował bliskie mu zawsze kwestie społeczne, a także potrzebę wspólnoty narodowej łączącej „naród szlachecki” z „ludem włościańskim”. Przy końcu „Historii” Limanowski przytacza pisarza, publicystę i działacza Leona Zienkowicza (1808-1870), który pisał: „Albowiem nie w Potockich, nie w Czartoryskich, Zamojskich, Sapiehach i im podobnych, ale w tobie, o ludu Polski, w was niewiadomych jeszcze, lecz błogosławionych po wszystkie wieki nazwisk: Maćki, Wojtki, Bartosze, Kuby, Stachy, Iwany, Hryszki, Wasyle, zabezpieczenie przyszłości Ojczyzny i narodowości naszej uratowanie jest”.
Mówię: „przypadek”, „1946 rok”, poskładajmy te puzzle do kupy. Skąd wznowienie dzieła już w 1946 r.? Tuż po wojnie postać i postawa starego bojownika-socjalisty mogła jeszcze (z naciskiem na jeszcze) pasować i wpisywać się w nadzieje i obietnice zaprowadzenia demokratycznego i sprawiedliwego porządku. Jaka wtedy była Polska? Wpierw w gruzowisku, poharatana, potem w odbudowie, przez następne dziesięciolecia parciana, ale innej nie było, trzeba było żyć i pracować, Anders na białym koniu nie dojechał, mocarze rozdzielili sobie strefy wpływów – i szlus!.
W 1945 roku, w 10 i 8 dni po kapitulacji kolejno Festung Breslau i III Rzeszy pan S., wtedy 23-latek, wstępuje do Milicji Obywatelskiej. Osamotniony, niedouczony (wcześniej nie miał warunków, a potem kiedy i gdzie?), ale zaznajomiony z językiem niemieckim i z miastem, bo w 1941 roku deportowany na roboty przymusowe właśnie w Breslau, m.in. przy budowie lotniska na pl. Grunwaldzkim, po wyzwoleniu szuka pracy i spotkany przypadkowo (ach, ten przypadek! tzw. zrządzenie losu? życiowy traf?) wojskowy oficer wskazał organizującą się milicję.
Totalitarne państwo? A czym to się je? – usłyszelibyśmy wtedy o pojęciu wprowadzonym do intelektualnego obrotu przez teoretyków włoskiego faszyzmu, ale dla ogółu enigmatycznym. W czterdziestym piątym i szóstym wydawało się, że będzie to Polska bliska wizji Limanowskiego. W milicji pan S. w siermiężnych zrazu warunkach służby ściga przestępczość kryminalną (jak sam mówi – niezależną od ustroju), chroni ludzi, repatriantów i osiedleńców, przed wszechobecnymi powojennymi rabunkami, gwałtami, rozbojami, zabójstwami, staje się inwalidą po postrzale w służbie, ambitny, uzupełnia też wykształcenie, zostaje oficerem, awansuje aż do stanowiska komendanta dzielnicy i odchodzi ze służby po 23 latach.
Nigdy w mundurze nie uczestniczył w represjach wobec tego, co partyjno-państwowa propaganda tamtych lat zwała „reakcją”, „reakcyjnym podziemiem” itp. W końcu pan S. staje się – podobnie jak dziesiątki tysięcy podobnych Bogu ducha winnych osób – ofiarą ustawy z grudnia 2016 r., mającej za nic zasady państwa prawa, retroaktywnej i ahistorycznej, bo dramatycznie oderwanej od realiów czasu minionego. Zwanej mylnie dezubekizacyjną, choć żadnej dezubekizacji nie dokonała, a przyniosła ludziom samo zło – odium „oprawców” i niszczenie poczucia godności, wiary w prawo, państwo i sprawiedliwość. O coś chodzi? Polacy, nic się nie stało! Pan Stefan Selerowicz ma dzisiaj 99 lat.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Pomoc prawna

Zarówno adwokat, jak i radca prawny są prawnikami, świadczącymi pomoc prawną, w szczególności udzielanie porad, sporządzanie opinii prawnych oraz opracowywanie projektów akt prawnych.
Zadaniem adwokata jest także występowanie przed sądami i urzędami w roli obrońcy we wszelkich sprawach karnych i karnoskarbowych. Adwokat posiada aplikację adwokacką i figuruje na liście adwokatów, prowadzonej przez właściwą miejscowo Okręgową Izbę Adwokacką. Nie mogąc pozostawać w stosunku pracy, wykonuje on swoją praktykę jedynie w drodze indywidualnej działalności gospodarczej lub jako wspólnik spółki.
Radca prawny zaś, po ukończeniu aplikacji radcowskiej i uzyskaniu wpisu na listę radców prawnych, prowadzoną przez właściwą miejscowo Okręgową Izbę Radców Prawnych może występować przed sądem, reprezentując swoich klientów we wszystkich sprawach za wyjątkiem większości spraw karnych i karnoskarbowych, a także w postępowaniu obejmującym nadzwyczajne środki odwoławcze, jakimi są m.in. kasacja czy skarga o wznowienie postępowania zakończonego prawomocnym wyrokiem. W sprawach karnych radca może uczestniczyć jedynie jako pełnomocnik strony. Do 2007 roku radca prawny nie mógł też występować w sprawach rodzinnych, np. w sprawach rozwodowych.
Jak wynika więc z przedstawionych kompetencji, profesje adwokata i radcy prawnego, oparte na zaufaniu publicznym mają charakter pokrewny, a w wielu sprawach również się pokrywają. Zarówno do jednego, jak i drugiego prawnika można się zwrócić w przypadku problemu z prawem cywilnym, rodzinnym czy administracyjnym. Obydwaj mogą też reprezentować mocodawcę w sądzie cywilnym, administracyjnym, przed Trybunałem Konstytucyjnym, przed Sądem Najwyższym, jak również przed urzędami i organami władzy publicznej oraz samorządu terytorialnego.
Różnią się natomiast zasadniczo możliwością i zakresem występowania przed sądami powszechnymi. Inną ważną różnicą pomiędzy obydwoma zawodami jest ponadto fakt, że w przeciwieństwie do adwokata, radca prawny może być zatrudniony u konkretnego przedsiębiorcy na podstawie stosunku pracy. Różnica ta jest o tyle istotna, że z adwokatem można zawrzeć jedynie umowę cywilnoprawną, zaś z radcą prawnym także umowę o pracę.
Polska jest jednym z niewielu państw w Europie, gdzie występuje tego typu dualizm zawodów prawniczych. Podział na adwokatów i radców prawnych uznawany jest też przez część przedstawicieli środowiska prawniczego za niepotrzebny i sztuczny zwłaszcza, że w ostatnich latach uprawnienia radców zostały znacznie poszerzone. Dlatego sprawa połączenia ich coraz częściej pojawia się na szerszym forum.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Prawo jazdy w telefonie

Nareszcie nadszedł czas, kiedy nie musimy wozić prawa jazdy ze sobą. Może nie dosłownie, ale jednak będziemy je wozić, ale w... telefonie.
Wystarczy mieć w telefonie aplikację mObywatel, która jest swojego rodzaju cyfrowym portfelem na dokumenty i usługi. Oprócz innych funkcji (e-dowód, e-recepta) może tam znajdować się także nasze prawo jazdy. Ponadto za pomocą tego narzędzia, możemy na bieżąco sprawdzać liczbę punktów karnych, o ile zostaną na nas nałożone.
Znajdujące się w telefonie mPrawo jazdy, to wirtualna wersja naszego dokumentu, poświadczającego uprawnienia do jazdy samochodem. Zawiera ono informacje, dotyczące imienia i nazwiska kierowcy, daty i miejsca jego urodzenia, numeru PESEL, a także kategorii prawa jazdy oraz daty ważności dokumentu. Jest tam również status blankietu, jego numer, data wydania prawa jazdy, data ważności oraz organ wydający dokument. Zatem są to te same informacje, które mamy w „papierowym” prawie jazdy.
W naszym mPrawie Jazdy jest także moduł Punkty karne. Dzięki niemu możemy zobaczyć liczbę aktywnych punktów karnych. Po kliknięciu na przycisk Aktywne punkty karne, uzyskamy wiedzę na temat tego ile punktów otrzymaliśmy i w jakich okolicznościach. Znajduje się tam również komunikat, kiedy wystawiono mandat, jego podstawa prawna i kiedy punkty stracą ważność.
Czy warto posługiwać się aplikacją mOby­watel? Tak, bo nie musimy wozić przy sobie tradycyjnego prawa jazdy. W razie kolizji możemy łatwo udostępnić swoje dane innemu kierowcy. W razie kontroli policji szybko możemy okazać taki dokument. Tym samym usprawnia to prace funkcjonariuszy i daje nam pewność, że dane w systemie policyjnym zostaną szybko zweryfikowane z naszym dokumentem.

Tomasz Kapłon


Spis treści