Okładka 07/2014 Numer 7(178)/2014


R E K L A M A




Spis treści:

Kto nam może pomóc za granicą? • Infolinia dla cudzoziemców • Komu bije ZVON? • „Kryminalny Wrocław” • Takich pamiątek nie kupuj! • Gdy zgubisz paszport • Przed czym chronić dzieci w czasie wakacji? • Idziemy w góry • Wakacyjny problem • Kasa, ale jaka? • Kto i kiedy może nosić policyjny mundur? • Ostrożnie na słońcu • Rozważnie, czyli z głową • Kiedy dziecko można wysłać samo na wakacje? • Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej • Gęste bory i prawo za górami • Polacy vs kultura • Dolnośląskie SEiRP wybrało nowe władze • Mistrz kulturystyki z Oddziału Prewencji Policji • Bez pikników nie ma wyników • Niemieckie marki popularne wśród złodziei • Kontrowersyjne mandaty ITD bez zdjęć • Nagranie z autokamery w sądzie • Nowe zapisy dotyczące kierowców • Szybsza wypłata odszkodowań • Prawo jazdy dla osoby niepełnosprawnej • Jazda w czasie burzy • „Makbet” w Hali Stulecia

Kto nam może pomóc za granicą?

Co robić, gdy podczas pobytu za granicą zgubimy portfel z dokumentami, zostaniemy okradzeni, zachorujemy czy ulegniemy wypadkowi?
Jeszcze przed wyjazdem warto pomyśleć o zabezpieczeniach przed następstwami nieprzyjemnych zdarzeń. W kwestii pieniędzy – nie trzymajmy ich w jednym miejscu i to razem z dokumentami, bo w przypadku kradzieży czy zgubienia stracimy wszystko za jednym zamachem. Zaopatrzmy się w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego i sprawdźmy zasady należnych z tego tytułu świadczeń. W telefonie zapiszmy kontakt do rezydenta (jeśli jedziemy na zorganizowaną wycieczkę) oraz SMS z telefonem i adresem do ambasady/konsulatu.
Jeśli nasze starania o bezpieczne wakacje nie przyniosły spodziewanego efektu i np. okradziono nas, w pierwszej kolejności musimy powiadomić o tym lokalną policję. Dopiero potem udajmy się do najbliższej polskiej placówki dyplomatycznej lub konsularnej. Tu uzyskamy pomoc w zakresie kontaktu z rodziną w Polsce, która może nam przesłać pieniądze za pośrednictwem banku. Jeśli taka opcja nie jest możliwa, konsul lub ambasador może wypłacić nam gotówkę niezbędną, by najtańszym przewozem powrócić do kraju. Uwaga – może nie znaczy tutaj musi i dzieje się tak tylko w szczególnych, uzasadnionych przypadkach. Nie jest to bezzwrotna pożyczka i po przyjeździe należy kwotę tę zwrócić.
Jeśli przy wypłacie pieniędzy z bankomatu, bankomat nie wyda ich, ale obciąży nasze konto, zapisujemy dane urządzenia i zachowujemy paragon. Reklamację składamy do banku, w którym wyrabialiśmy kartę. Jeśli bagaż nie doleciał albo został uszkodzony, domagajmy się na lotnisku udostępnienia protokołu nieprawidłowości bagażowej i zachowajmy jego kopię. Mamy tylko siedem dni na złożenie reklamacji. Do skargi dołączamy kopię protokołu i karty pokładowej.
W przypadku utraty paszportu za granicą służby dyplomatyczne, po uprzednim sprawdzeniu naszej tożsamości, wydadzą nam paszport tymczasowy, ważny tylko do momentu przekroczenia granicy z Polską.
W przypadku jakichkolwiek problemów z prawem – zatrzymania lub aresztowania – mamy prawo do kontaktu z konsulem, który zadba o godne traktowanie, zawiadomi naszych bliskich oraz uzyska informacje o powodach zatrzymania i grożącej nam karze. Co ważne – mamy prawo do utrzymywania kontaktu z polską placówką dyplomatyczną przez cały okres zatrzymania.
Jeśli podczas zagranicznych wakacji dopadnie nas choroba, na podstawie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego możemy skorzystać z bezpłatnych świadczeń medycznych. Przypominamy, że karta wydawana jest bezpłatnie dla wszystkich ubezpieczonych w NFZ, ale obowiązuje tylko w krajach UE i obejmuje podstawowe leczenie. Warto więc dodatkowo wykupić ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków i zwrotu kosztów leczenia, ponieważ w przypadku choroby nie uzyskamy wsparcia konsulatu czy ambasady.
Natomiast w przypadku śmierci polskiego turysty konsulat zapewnia pomoc w załatwieniu formalności oraz powiadomieniu rodziny zmarłego.

MW

Spis treści

Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej

Zarząd SKPP, w związku ze zmniejszeniem w czasie trwania kadencji składu, postanowił na podstawie §22 statutu stowarzyszenia uzupełnić go w drodze kooptacji i powołać – na okres do chwili wyboru nowego zarządu – członka zarządu w osobie młodszego inspektora Zbigniewa Beczyńskiego, naczelnika Wydziału ds. Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców KWP we Wrocławiu, wieloletniego i doświadczonego funkcjonariusza pionu kryminalnego. Jednocześnie nowemu członkowi zarządu powierzono pełnienie obowiązków II wiceprezesa.
***
W cyklu „Aktywni inaczej”, pokazującym pozasłużbową aktywność policjantów, członkowie SKPP spotkali się z podinspektorem Jarosławem Łaganowskim, byłym zastępcą szefa Sztabu KWP we Wrocławiu oraz byłym komendantem wrocławskiej Straży Miejskiej, który aktualnie pełni funkcję zastępcy Dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektora Transportu Drogowego oraz z młodszym inspektorem Czesławem Oczkowiczem, byłym naczelnikiem Wydziału KWP we Wrocławiu, którego umiejętności i policyjne doświadczenie również zostało wykorzystane po zakończeniu służby przez Inspekcję Transportu Drogowego. Otwarte spotkanie odbyło się w 26 czerwca br. w Domu Klubowym wrocławskiej KWP. Licznie zebrani mieli okazję wysłuchać ciekawej relacji o strukturze i zadaniach inspektoratu, m.in. o kontroli sposobu przewozu osób i rzeczy, kontroli czasu pracy kierowcy, stanu technicznego pojazdów i zabezpieczenia ładunków, o ważeniu pojazdów i badaniu paliwa, kontroli autokarów, o mobilnych stacjach kontroli, walce z szarą strefą taksówkową, kontroli ubezpieczenia przewozów, o współdziałaniu z innymi podmiotami – oczywiście policją i służbą celną, a także o współpracy międzynarodowej. Była też mowa o niezwykle istotnym oddziaływaniu poprzez programy profilaktyczne. Najwięcej pytań, wyjaśnień i dyskusji budził temat fotoradarów oraz problem automatycznej kontroli prędkości, elektronicznego poboru opłat i bramek na autostradach. Spotkanie niewątpliwie przybliżyło istotę pracy inspektorów transportu drogowego oraz rozwiało sporo wątpliwości związanych z ewentualną możliwością dublowania zadań policyjnej służby ruchu drogowego.
***
Zarząd SKPP ponawia ofertę zbiorowego zakupu u wydawcy I i II tomu „Encyklopedii policji” po cenie obniżonej o wynegocjowany rabat. Chętni proszeni są o zgłaszanie się do SKPP drogą mailową, telefoniczną lub bezpośrednio – adresy na stronie internetowej SKPP.

Do refleksji – Gęste bory i prawo za górami

W 1981 roku razem ze współpracownikami poszukiwałem archiwaliów z rozszabrowanej i rozproszonej części archiwum Magnisów z pałacu w Bożkowie koło Nowej Rudy. To historia na inną opowieść, więc tylko dwa słowa, o co w tych działaniach chodziło. Wywodzący się ze Szwecji magnacki ród Magnisów był od połowy XVII wieku jednym z najpotężniejszych na Śląsku – i oczywiście bajecznie majętnych. Odzyskanymi archiwaliami były wspaniałe, opatrzone pieczęciami odciśniętymi w czerwonym laku, przechowywane w drewnianych puszkach XVIII-wieczne pergaminy z kancelarii królów pruskich: Fryderyka II i Fryderyka Wilhelma III, a także m.in. polonika, świadczące o tym, że arystokracja europejska długo przed proletariatem realizowała wezwanie do łączenia się. Spenetrowaliśmy wtedy pałac, będący wówczas siedzibą Zespołu Szkół Rolniczych, od piwnic aż po strychy, a nawet w przestrzeniach nad sklepieniami, pałac, który – nawiasem mówiąc – Wojciech Marczewski nieco wcześniej wybrał na miejsce akcji swego filmu „Dreszcze”. Obiekt zadbany, określany jako barokowo-klasycystyczny, ale także neorenesansowy, czyli noszący cechy stylów różnych epok: piękne wnętrza, kunsztowne zdobienia, malowidła, sztukaterie, boazerie, rzeźby, słowem perła architektury. Bywali tu królowie pruscy, gościł późniejszy prezydent USA.
W 2005 roku pałac został sprzedany za chyba nieco ponad 2 mln. zł (!) irlandzkim biznesmenom z Fenelon Group International. Panowie ci obiecywali gruszki na wierzbie, a tymczasem szybko doprowadzili obiekt do ruiny. Wydali go w praktyce na pastwę złodziejom oraz przyrodzie i faktycznie porzucili. Doprowadzili do katastrofalnego stanu: odpadające stiuki, stalaktyty jak w jaskini, dewastacja, po prostu zgroza. Po tym pałac został wystawiony na sprzedaż z ceną wywoławczą już 22 mln. zł i kupiony przez nowego inwestora, który nie ma forsy na jego remont.
Powiem teraz coś, od czego zamierzałem rozpocząć ten tekst. Jest w Polsce dziedzina, w której prawo nie działa, powtarzam: po prostu nie działa. Ta dziedzina to ochrona zabytków. Prokuratura dwukrotnie umorzyła postępowanie w sprawie doprowadzenia pałacu do ruiny. Zielona Wyspa może spać spokojnie, nic się nie stało, dla polskiej prokuratury nie ma przestępstwa, jest święty spokój w aktach. Śmiech na sali.
Drugi przypadek, niestety też dolnośląski, być może świadczący, że tradycja wywodząca się od zrównania z ziemią wrocławskich Młynów św. Klary jest u nas ciągle żywa, to w Mysłakowicach koło Jeleniej Góry zabytki z początków rewolucji przemysłowej, które można było traktować jako historyczną całość: Osiedle Tyrolskie, wzniesione w połowie XIX wieku dla osadników-tkaczy sprowadzonych z Zillertal oraz przędzalnia, 170-letnia budowla, wybitny przykład europejskiej architektury industrialnej, dawniej część Zakładów Lniarskich „Orzeł”. Napisałem: można było, bo drugiego z obiektów już nie ma. Aż głupio mi pisać takie banały, że bez rewolucji przemysłowej nie byłoby dzisiejszej konsumpcji, a zabytki architektury z tego okresu stają się już – jak katedry i pałace – nieusuwalnymi elementami krajobrazu kulturowego. Przędzalnię kupiła firma złomiarska, która ją po prostu wyburzyła mimo braku zgody starostwa, żądania wstrzymania wyburzania przez konserwatora oraz wbrew zapewnieniom prezesa firmy o wstrzymaniu tej operacji. Chodziło w tym wszystkim o żeliwo o wartości szacowanej na 100 tys. zł, z którego wykonana była konstrukcja budynku. Pan złomiarz zdecydował się poddać karze – uwaga! – pół roku „w zawiasach” i grzywny 7 tys. zł. I jeszcze raz – uwaga! uwaga! – prokurator tę propozycję uznał za satysfakcjonującą! Wychodzi więc na to, że pan złomiarz, bimbając sobie z wszystkiego i wszystkich, niezwykle trafnie skalkulował rachunek zysków i strat.
Trzeba też na koniec zadać pytanie, co może konserwator? Pytanie chyba naiwne, bo wychodzi na to, że nic! Co to właściwie jest? Czy żyjemy w jakiejś barbarii? Trochę czasu wszak minęło już od chwili, gdy porastały te ziemie gęste bory, a prawo rzymskie było hen za górami. Wandalowie zniknęli z kart historii w VI wieku naszej ery.

Marcin Brzeziński

Spis treści

Nagranie z autokamery w sądzie

Rejestratory jazdy stają się u nas coraz popularniejsze. Okazuje się, że urządzenia te mogą być bardzo przydatne, zwłaszcza w sytuacjach kontrowersyjnych, podczas wyjaśniania przyczyn kolizji lub wypadku. Oprócz kamer montowanych przez producenta jako wyposażenie opcjonalne, ułatwiające prowadzenie pojazdu i wykonywanie manewru cofania czy parkowania, kierowcy dla ochrony swoich interesów na własną rękę decydują się na instalowanie na przedniej szybie dodatkowych wideorejestratorów, które nagrywają wszystko to, co dzieje się na drodze przed prowadzonym przez nich samochodem.
Montaż tego urządzenia zasadny jest też z tego względu, że nagranie z rejestratora może stanowić dowód w sądowej sprawie na okoliczność przebiegu zdarzenia drogowego. Jest to zgodne z art. 308 Kodeksu postępowania cywilnego, na podstawie którego „Sąd może dopuścić dowód z filmu, telewizji, fotokopii, fotografii, planów, rysunków oraz płyt lub taśm dźwiękowych i innych przyrządów utrwalających albo przenoszących obrazy lub dźwięki.” Materiał video niejednokrotnie jest jednak kwestionowany, szczególnie w przypadku, gdy podważona zostaje jego autentyczność z powodu przypuszczalnej obróbki, modyfikacji czy innej technicznej ingerencji. Istnieje również obawa, że jakość materiału dowodowego może nie spełniać dla sądu optymalnych parametrów z powodu złego stanu technicznego nośnika. Wartość zapisu uzależniona może być także od osoby, która go dokonała oraz od celu i okoliczności, jakie na nim utrwaliła. Nagranie takie zostaje więc poddane badaniu przez biegłego sądowego, a ostateczna ocena dostarczonych dowodów każdorazowo pozostawiona jest sędziemu prowadzącemu sprawę. Sąd ponadto z dużą ostrożnością traktuje pochodzące z różnych źródeł nagrania filmowe, gdyż wyjaśnienie okoliczności danego zdarzenia drogowego poprzedzone musi być również wieloma czynnościami służbowymi policjantów, prowadzącymi do wykrycia i ukarania sprawcy. Do czynności tych należy chociażby dokonanie oględzin, ekspertyz czy przesłuchanie świadków.
W praktyce zdarza się jednak, że w sprawach karnych sądy, nie mając nawet podstaw merytorycznych, wnioski dowodowe pochodzące z kamery samochodowej po prostu oddalają.

Sara Stanisz-Skrzypulec

Spis treści