Okładka 07/2019 Numer 7(238)/2019

Spis treści:

Służba... całą dobę • Bohaterscy policjanci • Z życia IPA • Podróż samolotem • Działać na rzecz dobra • Pamiętaj na wakacjach • Rak gruczołu piersiowego – ciekawa historia • Zdarzyło się we Wrocławiu • Policyjny konwój • Niebezpieczne wakacje • Postępowanie w afekcie • Mail od policji • W szponach hazardu • Nocne bieganie czyli chaos • Do refleksji - Co ślina na język przyniesie... • Miło się wraca z końca świata • Zagrożenie dla Wrocławia? • Rower i promile • Uważaj na karetkę! • Auta przyszłości • Zanim wyruszysz • Oficerowie prasowi informują

Służba... całą dobę

Policjant jest funkcjonariuszem publicznym, który pracę swoją pełni jako służbę na rzecz społeczeństwa.
Wypełniając rotę ślubowania, zobowiązany jest on dbać o bezpieczeństwo innych, chronić życie, zdrowie i mienie obywateli, nawet z narażeniem własnego życia i zdrowia. Takie właśnie zachowania widoczne są więc nie tylko podczas bohaterskich akcji ratowniczych, ale także w czasie reagowania na różnego rodzaju ataki przestępców. Z tego też powodu praca w policji uznana jest jako jedna z bardziej niebezpiecznych. Konsekwencją mogą być ciężkie okaleczenia, a nawet śmiertelne wypadki na służbie lub związane ze służbą.
Policjant, swoją postawą niejednokrotnie udowadnia ponadto, że nawet w wolnym czasie od pracy, również poczuwa się do obowiązku reagowania na krzywdę ludzką, łamanie prawa czy zakłócanie porządku publicznego. Dowodzi tym samym, że etyka zawodowa w sposób szczególny wymaga od niego poświęcenia na rzecz społeczeństwa. Funkcjonariuszem policji jest więc praktycznie przez całą dobę – nawet wówczas, gdy znajduje się poza godzinami obligatoryjnej służby.
Ochronę prawną funkcjonariuszom publicznym zapewniają wybrane przepisy Kodeksu karnego, związane w szczególności z atakami na nich w sytuacji podejmowania czynności służbowych. Zgodnie z art. 222. § 1. „Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3”.
Policjant podejmując interwencję, powinien też uświadomić sprawcy, że czynność tę realizuje jako funkcjonariusz policji. Przypadek czynnej napaści i naruszenia nietykalności cielesnej wymaga jednak, niestety udowodnienia, że do zdarzenia doszło podczas lub w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza obowiązków służbowych. Dzieje się tak, gdyż pomimo ochrony prawnej, działania policjanta poza służbą rodzą ciągle jeszcze pewne wątpliwości. Powinny być one więc czym prędzej rozwiane przez orzecznictwo sądowe. Przyjmuje ono założenie, że policjant ma być chroniony w każdej sytuacji, o ile podejmie czynność prawną, czyli taką, która mieści się w granicach jego kompetencji i zgodna jest z przepisanym trybem postępowania.
Faktem godnym szczególnego podkreślenia jest to, że funkcjonariusz policji, który ratuje innych kieruje się impulsem wewnętrznym, wynikającym z empatii, potrzeby pomagania oraz walki ze złem i przemocą. Dlatego też sytuacją oczywistą i naturalną staje się dla niego podejmowanie tego typu działań nie tylko podczas służby, ale również poza nią. Świadczą o tym liczne przypadki, nierzadko balansujące również na krawędzi życia i śmierci.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Postępowanie w afekcie

Silne wzburzenie jest stanem psychicznym, w którym emocje biorą górę nad rozumem i decydują o zachowaniu człowieka, pełnią główną funkcję motywacyjną.
Znaczna część autorytetów prawniczych uważa, że pojęcie „silnego wzburzenia” można utożsamiać z pojęciem afektu patologicznego, który z kolei odróżnia się subtelnymi cechami od afektu fizjologicznego. Afekt patologiczny jest stanem, w którym zawęża się pole świadomości, czynności myślowe ulegają zahamowaniu, a gwałtowna ekspresja ruchowa implikuje impulsy zemsty, agresji lub ucieczki. Towarzyszyć temu może kołatanie serca czy pobudzenie układu wegetatywnego w postaci silnych potów, zaczerwienienia lub zblednięcia. Poza tym występuje głębokie zaburzenie świadomości, w związku z czym dochodzić może nawet do zamroczenia.
Atak patologiczny wyczerpuje siły człowieka, co zazwyczaj kończy się snem, po którym często zanika też pamięć. Może dochodzić nawet do niepamięci wstecznej, obejmującej również okres przedwybuchowy. Takie zachowanie prowadzi z reguły do czynów nieumotywowanych, często brutalnych. W odróżnieniu od patologicznego, afekt fizjologiczny jest bardziej współmierny do przyczyn, które go wywołały, zmiany cielesne są mniej wyraźne i ma on też wolniejszy przebieg, gdyż w tym stanie człowiek zachowuje jeszcze możliwość hamowania.
Kwestia rozgraniczenia afektu fizjologicznego i patologicznego musi być w procesie karnym zawsze brana pod uwagę. Od niej zależy kwalifikacja prawna czynu, dotycząca ograniczonej poczytalności u sprawcy w przypadku afektu patologicznego. Prawna kwalifikacja uwzględnia również konsekwencje zachowania spowodowane afektem stenicznym lub astenicznym, czyli pobudzającym lub przygnębiającym. Pobudzenie aktywności ruchowej wywołuje bowiem stan oburzenia, gniewu, nienawiści, zazdrości i zemsty, prowadząc do przestępstw z działania, natomiast afekt asteniczny wywołujący uczucie strachu, rozpaczy, zwątpienia czy zdumienia, hamuje działanie, powodując przestępstwa z zaniechania.
Najczęściej silne wzburzenie rodzi zamiar popełnienia przestępstwa z szybką jego realizacją. Może się jednak zdarzyć, że pod wpływem emocji zostaje powzięty zamiar, a jego realizacja następuje z pewnym opóźnieniem. Wówczas takie przestępstwo nie zostaje zakwalifikowane do kategorii uprzywilejowanych ze względu na wzburzenie, gdyż sprawca ma czas na wyciszenie emocji i przemyślenie czynu, który zamierzał popełnić. Silne wzburzenie może też oddziaływać na psychikę człowieka przez długi okres, co oznacza, że wystąpi pewien odstęp czasowy pomiędzy pojawieniem się emocji a reakcją.
Mimo, iż silne wzburzenie jest pojęciem prawnym, którego ocena należy do sądu, to rozpatrywane jest ono również jako zjawisko fizjologiczne, stąd niejednokrotnie konieczne jest zasięganie opinii psychologa. W przypadku nakładania się go na inny stan patologiczny – biegłych psychiatrów. Jego źródeł szukać należy zawsze zarówno w sytuacjach docierających z otaczającego świata, takich jak np. konflikty i niepowodzenie w życiu zawodowym czy osobistym, jak i w indywidualnych właściwościach psychicznych człowieka. Konstruują one jego doświadczenie, sposób reagowania na określone bodźce czy związki skojarzeniowe.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
Co ślina na język przyniesie...

…czyli o pieprzeniu głupot. Sławetna pierwsza poprawka do konstytucji Stanów Zjednoczonych, w części dotyczącej wolności słowa, jest przywoływana przez radykalnych Amerykanów jako zezwolenie na nieograniczoną swobodę wypowiedzi.
Jednak poza tym nikt rozsądny w interesie zdrowia społecznego nie będzie kwestionował ograniczeń w postaci ochrony ludzkiej godności i dobrego imienia czy zakazu propagowania totalitaryzmów, które dewastowały dwudziestowieczny świat. Jak się poodcina skrajności, to i tak dzięki ślinie pozostaje ogromny obszar do swobodnego mielenia językiem. Jesteśmy w innych wymiarach, poluzowały się normy jasności, logiczności, przyzwoitości lub w ogóle zanikły. Każdemu może zdarzyć się coś chlapnąć, można tak dowolnie ćwiczyć językowe bandżi.
Skwapliwie korzystają z tego szczególnie profesje, które żyją z uzewnętrzniania swych myśli i poglądów. Jedni gadają i piszą, a drudzy słuchają i czytają i już właściwie niczemu się nie dziwią. Mija dzień, słowo (i niedorzeczności, i plugastwa) poszło w eter, znalazło się w chmurze lub jako makulatura w śmieciach. Na ogół na drugi, trzeci i setny dzień nikt do tego nie wraca, chyba że trzeba politykom wyciągnąć z chmury jakiś bełkot (a jest tego, że ho,ho).
Czasem dłużej pozostają w pamięci ślady po wypowiedziach z przestrzeni publicznej bardziej kuriozalnych lub szokujących. Takich, w których pojawiają się standardy postępowania różne od społecznie akceptowanych lub obowiązujących ze względu na normy moralne i prawne. Jest pan sędzia, który do orzecznictwa wprowadza swój własny taryfikator. Po ogłoszeniu wyroku, obniżającego karę dożywocia do ćwierćwiecza mamra wypowiada się, że na dożywocie skazuje się seryjnych zabójców, a tu mamy „tylko jedną osobę”. Osoba ta to młoda ofiara okrutnego i bestialskiego mordu. Ząb za ząb, życie za życie – taryfikator był już u Hammurabiego i zrównywał zakresy winy i kary. U pana sędziego inaczej – jedna osoba, jedno życie, tylko! Zastępuje kodeksowe widełki i alternatywy automatyzmem w różnicowaniu sprawców przestępstw pod względem skali strony przedmiotowej przestępstwa.
Po cholerę więc wokandy i te całe korowody na sądowych salach. Inny pan, ważny urzędnik (z tytułami naukowymi) z jeszcze ważniejszej instytucji odsyła do lamusa dziwactwa w rodzaju przysięgi Hipokratesa. Indagowany jest przez dziennikarza w związku z niesprawiedliwościami (których nie podziela) tzw. ustawy dezubekizacyjnej, które dotknęły odpowiedzialnością zbiorową, ale także godnościowo, tysiące Bogu ducha winnych ludzi. Mówi o sędziwym dziś lekarzu (synu powstańca śląskiego, zmarłego w czasie wojny daleko, bo po wywózce na Ural), w czasie młodości powołanym do wojska i nakazowo przydzielonym do szpitala resortu spraw wewnętrznych, gdzie przesłużył, w sposób niekwestionowanie chlubny, całe życie. Pytany teraz, co robił, pan doktor odpowiada: leczył ludzi. Pan urzędnik wie lepiej: „Leczył funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, polskich czekistów, ubowców. Leczył tych, którzy zabijali polskich partyzantów”.
Spodziewałem się, że po takim tekście nastąpią jakieś sprostowania, wyjaśnienia, może nawet protesty indywidualne, czy środowiskowe. I co? I nic, cisza, znaczy się wszystko jest ok, uzasadnienie widocznie eleganckie i ujmujące prostolinijnością, a ja, głupek, pomyślałem inaczej. Daruję sobie dalsze komentarze dotyczące wymowy wypowiedzi i wspomnianej ciszy, licząc na inteligencję czytelników, ale także oszczędzając swój system nerwowy.
Może już lepiej byłoby przerzucić się na sport, gdzie nigdy w swym ślinotoku nie zawiodą nas sportowi komentatorzy. Przepraszam za ten „ślinotok”, komentatorów lubię, ale niezmiennie, w sezonie raczej chłodnym, bawią mnie gadki naszych skoczków narciarskich. W takim mniej więcej tonie: „Skok wyszedł dobry, ale był nieco słaby. Drugi był lepszy, ale okazał się słabszy. Ogólnie jestem zadowolony, choć miałem wiatr w plecy, a nie pod narty”. Wynikałoby z tego, że jest bardzo dobrze, ale nie beznadziejnie, lecz to akurat naszych skoczków wcale nie dotyczy. Natomiast mogłaby to być niezła sentencja ilustrująca wiele działań i sfer naszej społecznej aktywności.

Marcin Brzeziński


Spis treści