Okładka 8/2020 Numer 8(250)/2020

Spis treści:

Poszkodowany policjant • Kiedy użyć? • Czekając na pogotowie • Sukcesy biegowe • 250 • Święto Policji w garnizonie dolnośląskim • Życie w pandemii • Zdarzyło się we Wrocławiu • Straż Miejska • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Do refleksji - Kilka impresji na temat świata z kartonu • Państwowa kompensata • Online u lekarza • Moje dylematy - Letni czas wielu barw, smaków ale i problemów • Mknąc po autostradzie • Kolizja czy wypadek? • Rowerowa patologia • Autem na wakacje

Czekając na pogotowie

Umiejętności i wiedza w zakresie pierwszej pomocy medycznej potrzebne są każdemu funkcjonariuszowi zarówno podczas jego codziennej służby, jak i w życiu prywatnym.
Dlatego już na samym początku nauki w szkole policyjnej każdy odbywa szkolenie podstawowe, w ramach którego przewidziane są także zajęcia z pierwszej pomocy. Jest to konieczne chociażby z tego powodu, że policjanci pojawiają się na miejscu zdarzeń najczęściej jako pierwsi. Czekając na przybycie pogotowia ratunkowego czy straży pożarnej, sami mogą natychmiast podjąć czynności związane z pierwszą pomocą takie, jak chociażby sztuczne oddychanie, opatrywanie ran czy tamowanie krwotoków. Tak sprawnie zorganizowana akcja ratunkowa, niejednokrotnie chroni życie poszkodowanych.
Po to, by te elementarne umiejętności doskonalić i stworzyć możliwość pogłębiania fachowej wiedzy, dla policjantów organizuje się szkolenia z zakresu udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy. Adresowane one są głównie do funkcjonariuszy z wydziałów ruchu drogowego, oddziałów prewencji, a także z komórek patrolowo- interwencyjnych oraz antyterrorystycznych i Centralnego Biura Śledczego.
Uczestnicy szkolenia, po zaliczeniu określonej ilości godzin zajęć uwieńczonych egzaminem państwowym, złożonym z wynikiem pozytywnym uzyskują tytuł „Ratownika”. Dla osoby nie posiadającej specjalistycznego wykształcenia, tytuł ten jest najwyższym stopniem kwalifikacji medycznych.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
Kilka impresji na temat świata z kartonu

Były to czasy prezydentury już po asystenckiej – wiadomo – karierze panny Moniki Lewinsky („banknot” 8-dolarowy (!) z Moniką kupiłem za dolara w sklepie u Chińczyka, mam do dzisiaj!). Trochę się powałęsałem, trochę odpocząłem na skwerze Lafayette'a, trochę pogapiłem, nie było późno, ale był już zmrok. Przed wjazdem na posesję Białego Domu nieco ruchu, panowie w ciemnych gangach, zapewne Secret, bo przez bramę wjeżdża właśnie czarna limuzyna. Na przedniej burcie chorągiewka – tyle rozpoznałem – Południowej Afryki, więc coś jakby party kontynentów.
Po drugiej stronie ulicy, nieco po skosie, między kolumnadą wieńczącą fasadę amerykańskiego banku układał się wśród kartonów jakiś pan menel (amerykański sen?), nikt na niego nie zwracał uwagi, ale i vice versa, normalka, taki folklor. Nie naruszył ten uliczny obrazek, a właściwie konfrontacja obrazków, mojego podziwu dla różnych, choć rzecz jasna nie wszystkich, przejawów amerykańskości. Jedynie od tej pory, a widziałem tam także inne kartony, Ameryka kojarzy mi się jakoś właśnie z nimi.
Kartonowe Stany? – no nie, akurat nie to, to byłoby śmieszne, werbalne nadużycie wobec globalnego hegemona. Kartonowe, paździerzowe, parciane, teoretyczne, z dykty, kamieni kupa – można tak wymyślać w nieskończoność dla opisu państwa funkcjonującego dziadowsko. Na ogół bywa tak, że kartonowe są jakieś elementy, struktury, systemy państwa. Tak idealizowana dzisiaj II Rzeczpospolita, rzeczywiście na ówczesne warunki, cud zjednoczenia trzech zróżnicowanych przez zaborców kulturowo, cywilizacyjnie i mentalnościowo zaborów, pozostawała jednak ciągle państwem nieusuniętych sprzeczności i nierówności.
Jako przerywnik przytoczę, co przeczytałem w rozlatującym się dziś ze starości dzienniku z końca 1938 r., relacjonującym debatę sejmową przy okazji uchwalania ustawy o użyciu broni przez policję. Referent projektu mówił, że „policji jest za mało. Stan jej liczebny wynosi 28 tys., czyli 1 policjant na 1.213 mieszkańców. Policja ma do spełnienia około 200 rodzajów czynności, które nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem. Jakość i ilość środków lokomocji jest niedostateczna. Pewna część posterunków nie posiada nawet telefonu”.
Jeśli nawet część tych utyskiwań pominąć, to czy my skądś czegoś podobnego nie znamy? Dłuższa dygresja – jeden z zaborców, państwo pruskie, wysoce zmilitaryzowane i opresyjne, nie było z pewnością tworem kartonowym. Sprawna administracja, ordnung, industrializacja na miarę przemysłowej rewolty, edukacja stosownie do potrzeb absolutyzmu oświeconego. Też Kulturkampf, germanizacja, rugi, wywłaszczenia, wóz Drzymały, dzieci wrzesińskie, pokaźny jest bagaż świństw, czynionych Polakom przez prusactwo we wschodniej prowincji, ale i nieustającego miejscowego oporu wobec rządów Bismarcka i pikielhaub i czak jego ludzi.
W latach dziewięćdziesiątych już ubiegłego wieku, to znaczy jeszcze przed akcesją Polski do UE, uczestniczyłem w pracach – pożytecznej! – polsko-niemieckiej stałej grupy roboczej prokuratorsko-policyjnej do spraw przestępczości zorganizowanej, w której reprezentowane były landy wschodnie i województwa zachodnie. Duszą tej inicjatywy po stronie polskiej był ówczesny prokurator apelacyjny w Poznaniu. Na jednym z cyklicznych spotkań, odbywającym się w Wustrau (ok. 70 km od Berlina), w pałacu Niemieckiej Akademii Sędziowskiej, po obradach plenarnych zaplanowany był odsap w postaci wyjazdu, chyba do Reichstagu. Coś jednak nie wypaliło i Niemcy zaproponowali zwiedzanie pobliskiego, bo znajdującego się parę kroków dalej, Muzeum Brandenburgii i Prus, reklamowanego jako jedyne w Niemczech prywatne muzeum o tym profilu.
Ciekawe eksponaty z epoki, ilustracja różnych aspektów funkcjonowania pruskiego państwa i życia mieszkańców, patronujący ekspozycji między innymi portret – a jakże – Żelaznego Kanclerza. Dzień następny zaczął się od przeprosin pełniącego obowiązki gospodarza sympatycznego prokuratora generalnego Brandenburgii (jak wszyscy wtedy wysocy funkcyjni importowanego z zachodnich Niemiec) za nietakt, za jaki uznał (zapewne powiedziano mu) przypominanie Polakom pruskiego ciemiężenia.
Minęło tych parę lat i okazuje się, że z muzeum w Wustrau kontakty kulturalne mają różne polskie podmioty. To dobrze, bo to oznacza, że można rozmawiać przyjaźnie ponad nieusuwalnymi nawet różnicami ocen co do części własnych dziejów. Daruję sobie w tym tekście kartonowe systemy – o nich zapisano już i pisze się tomiszcza. Stosownie do rozmiarów felietonu wolę wybrać jakiś element systemu, który więcej mówi o całości niż jej panoramiczna choćby fotografia.
Jeśli wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie przez parę lat wyegzekwować, nie od kogoś, ale od siebie, przyznania zadośćuczynienia i odszkodowania kilkunastoletniemu, dorastającemu chłopcu, wychowywanemu przez dziadków, bo gruntownie osieroconemu w wyniku działania drogowego bandyty, wymagającemu lekarskich i rehabilitacyjnych kosztownych zabiegów, to jest to, niestety, w tym elemencie kartonowy sąd. I kartonowy jest pan rzecznik sądu, który beznamiętnie, bo bez cienia empatii, jak cyborg wyposażony w artificial intelligence (choć co do inteligencji mam wątpliwości), zwala winę na system, procedury i inne plagi w postaci zawałów gdzie indziej. To przykładzik spośród niezliczonej ilości tych, które można przytoczyć (coś trzeba wybrać, tu napatoczył się z nieszczęsnego sądownictwa), więc jak głęboko i szeroko sięga, a może nawet rozlewa się, taka kartonowość?

Marcin Brzeziński


Spis treści

Kolizja czy wypadek?

Kierowcy zwłaszcza młodzi, nie wiedzą jak zachować się w razie wypadku albo kolizji na drodze. Na początku warto wyjaśnić różnice miedzy tymi dwoma zdarzeniami.
Kolizja to zdarzenie drogowe, na skutek którego nikt nie został ranny ani zabity. To inaczej popularna stłuczka. Nie musimy w takiej sytuacji wzywać policji, wystarczy spisać oświadczenie o przebiegu zdarzenia. Inaczej jest w przypadku, gdy któryś z kierowców znajduje się pod wpływem działania alkoholu czy innych środków odurzających, bądź kierowcy nie mogą dojść do porozumienia dotyczącego przebiegu kolizji.
Generalnie jednak po kolizji obowiązują konkretne zasady. Trzeba zacząć działania od sprawdzenia stanu swojego oraz pasażerów, a potem osób, które jechały w aucie, z którym się zderzyliśmy. Jeśli nikomu nic nie dolega, należy przesunąć samochód w bezpieczne miejsce np. na pobocze, aby nie tarasować drogi innym pojazdom. Gdy jest to niemożliwe, ustawmy w odpowiedniej odległości od pojazdów trójkąt ostrzegawczy oraz włączmy światła awaryjne.
Jeśli do zdarzenia doszło na autostradzie lub drodze ekspresowej, trójkąt umieszczamy w odległości 100 m przed miejscem kolizji, na pozostałych drogach poza terenem zabudowanym 30-50 m, a na terenie zabudowanym tuż przy samochodzie. Dopiero teraz można przystąpić do spisania oświadczenia o przebiegu zdarzenia drogowego. Warto też pamiętać o zrobieniu zdjęć, które posłużą dokumentacji i będą dowodem dla ubezpieczyciela.
Wypadek drogowy znacząco różni się od kolizji ze względu na poszkodowanych. Pierwszą czynnością kierowcy jest zjechanie na pobocze, włączenie świateł awaryjnych oraz zaciągnięcie hamulca ręcznego. Oceńmy, czy jesteśmy w stanie bezpiecznie opuścić samochód o własnych siłach, jeśli tak, załóżmy kamizelkę odblaskową i wyjdźmy z auta. Jeśli doszło do wypadku, nie można przestawiać aut biorących udział w zdarzeniu. Zamiast tego należy ustawić trójkąt ostrzegawczy w odpowiedniej odległości od pojazdów. Gdy zabezpieczyliśmy już miejsce wypadku, trzeba sprawdzić stan poszkodowanych: ilu ich jest, czy są przytomni, czy oddychają, jakiego typu mają obrażenia, a następnie zadzwonić pod numer służb ratunkowych. Czekając na pomoc, w miarę umiejętności i możliwości udzielmy pomocy poszkodowanym. Mamy też obowiązek pozostać na miejscu zdarzenia do momentu przybycia służb.

MW


Spis treści