Okładka 09/2014 Numer 9(180)/2014


R E K L A M A




Spis treści:

Wychowanie komunikacyjne czy fikcja? • 20 lat IPA na Dolnym Śląsku • Wyważony wyrok • Przemoc w szkole nie jedno ma imię • Świadczenia odszkodowawcze • Policyjni ratownicy medyczni • Antyterroryści w policji • Polak robi to sam • Anonim w praktyce sądowej i urzędowej • Kiedy użyją broni palnej? • Prewencja w szkole • Jak chronić dziecko przed uzależnieniami? • Pomoc w przypadku zagrożenia • W wypadku przemocy w szkole • Obrona przed agresywnym psem • Remontów kres • Olimpijski przed renowacją • WKS Śląsk – średniak z niezłym budżetem • Kolory tablic tramwajowych • Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej • „Pif-paf” na podwórku • Policjanci apelują do osób starszych • Zdarzyło się we Wrocławiu • Moniuszko rządzi w Kudowie • Pas awaryjny na autostradach • Szybsza wypłata odszkodowań • Dziecko na drodze • Znikną kary za brak potwierdzenia OC? • Pasażer na motocyklu czterokołowcu lub motorowerze • Urzędnicze zakazy lewoskrętów • S5 od Rawicza do Wrocławia • Oficerowie prasowi informują

Wychowanie komunikacyjne czy fikcja?

Wychowanie komunikacyjne, jako składowa przedmiotu pn. technika, znajduje się w podstawie programowej szkoły podstawowej i gimnazjum. Za cel edukacyjny przyjmuje się tu osiągnięcie przez uczniów elementarnego poziomu orientacji ogólnotechnicznej.
Zadaniem szkoły jest doprowadzenie ucznia do poznania i oceniania swoich cech, możliwości i predyspozycji technicznych oraz organizowanie jego wielostronnej aktywności na tym polu. W dalszych zapisach rozporządzenia można przeczytać o oczekiwanych osiągnięciach ucznia, m.in. bezpiecznym posługiwaniu się narzędziami, urządzeniami gospodarstwa domowego, czytaniu ze zrozumieniem różnych instrukcji technicznych, eksploatowaniu roweru i bezpiecznym poruszaniu się nim po drogach. Wspomina się tu także o zdobyciu karty rowerowej od 10 roku życia.
Cele edukacyjne przedmiotu technika z wychowaniem komunikacyjnym na poziomie gimnazjum zasadzają się na przygotowaniu młodzieży do życia w cywilizacji technicznej, a ich osiągnięcia powinny dotyczyć umiejętności czytania i sporządzania prostych dokumentacji technicznych, bezpiecznego i wydajnego posługiwania się podstawowymi narzędziami, przyrządami i urządzeniami, eksploatacji urządzeń i systemów technicznych związanych z życiem codziennym z uwzględnieniem zasad i reguł bezpieczeństwa, w tym korzystanie z dróg i pojazdów.
Teoria jedno, a praktyka drugie. Połączenie dwóch obszernych treści programowych w jednym przedmiocie, ograniczonym czasem, uniemożliwia wymaganą edukację. Ponadto nauka wychowania komunikacyjnego bywa trudna ze względu na rozdźwięk między teorią a praktyką. Dzieci i młodzież uczą się przepisów, nie mając możliwości sprawdzenia, jak działają w rzeczywistym ruchu drogowym. Kadra pedagogiczna również nie jest przygotowana i nierzadko bywa niekompetentna w prowadzeniu tego typu zajęć – nauczycielom brak i wiedzy, i kwalifikacji. Tymczasem formuła przedmiotu jest bardzo wymagająca, bo brak kompetencji edukacyjnych może przynieść skutki w postaci złego przygotowania uczniów, a tym samym – zagrażać ich zdrowiu, a nawet życiu. Wystarczy wspomnieć, że szkolenia dla nauczycieli są dobrowolne, a sam przedmiot jest niedofinansowany. Brakuje również odpowiedniej, regularnej współpracy władz z placówkami oświatowymi i koordynacji na narodowym i lokalnym szczeblu. Sytuację ratują czasem zapraszani do szkół eksperci z zakresu edukacji bezpieczeństwa ruchu drogowego: policjanci, strażnicy miejscy, ale ich wizyty nie są stałe, tylko z doskoku.
Wątpliwości może budzić też sama formuła przekazywania treści – lekcje są po prostu nudne, sposób ich prowadzenia mało atrakcyjny, nie dziwi więc, że uczniowie chcą przedmiot zwyczajnie „odbębnić”.
– Znaki drogowe to można zobaczyć w Internecie. Pani, która prowadzi wychowanie komunikacyjne nie ma nawet prawa jazdy, czego więc może nas nauczyć? To jest ostatnia lekcja w tym dniu w mojej klasie, czasem więc po prostu się z niej urywam. Zresztą nie tylko ja, parę osób też tak robi – mówi Michał, gimnazjalista.
Kuba, dziś licealista, technikę z wychowaniem komunikacyjnym wspomina jako jedno wielkie nieporozumienie.
– Mieliśmy przygotowywać się do egzaminu na kartę rowerową. Ale pan stwierdził, że nie zdążymy tego zrobić na lekcjach. Kto był chętny, mógł pójść na kółko i tam robić kartę. Sęk w tym, że kółko odbywało się podczas trwania innych lekcji.
Według ekspertów wychowanie komunikacyjne powinno mieć prewencyjny, praktyczny i długofalowy charakter, odbywać się w rzeczywistym ruchu drogowym i być poddawane ocenie. Tylko wtedy ma sens.

Magda Wieteska


Spis treści

Z prac Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej

Wypoczynek i rekreacja

Zarząd SKPP przedstawia jesienne propozycje wypoczynkowo-wycieczkowe:
• Nad morzem ośrodek w Rusinowie k. Jarosławca – dla członków SKPP we wrześniu cena za wynajęcie domku 100 zł za dobę. Dla pozostałych ze środowiska policyjnego wynegocjowano także preferencyjne stawki: 120 zł. Konieczna wcześniejsza rezerwacja – tel. 601784299, należy powołać się na umowę z SKPP, przy zakwaterowaniu status potwierdzić legitymacją resortową.
• W ramach współpracy z KST Służb Mundurowych wycieczka w Bieszczady w dniach 6-12 X 2014: koszt 540 zł, 5 noclegów;
• W ramach współpracy z KST Służb Mundurowych wycieczka do Indii w dniach 5-26 XI 2014: przelot samolotem z Warszawy, grupa ok. 15 osób, koszt 3500 zł;
• Pakiet propozycji „Ciepła Gruzja na jesień”: wyjazd samodzielny w małej grupie z biurem podróży oraz wyjazd wypoczynkowo-leczniczy z biurem turystycznym. Autorem tej propozycji jest koordynujący w SKPP sprawy wypoczynku i turystyki młodszy inspektor Marek Biziuk.
Propozycje SKPP kieruje także do pozostałych osób ze środowisk policyjnych. Szczegóły na stronie internetowej SKPP www.komendancipolicji.pl; Informacje i zgłoszenia – skpp@komendancipolicji.pl, tel. 510096602, fax. 71 3404743.
• Sekcja Łowiecko-Wędkarska SKPP i Koło Wędkarskie PZW „Belona” przy KWP we Wrocławiu informują, że 7 września br. KW „Belona” organizuje XX Wędkarskie Zawody Spławikowe o Puchar Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu, które są jednocześnie X Otwartymi Mistrzostwami Policji Dolnego Śląska w Wędkarstwie Spławikowym. Prawo do udziału przysługuje funkcjonariuszom policji i policyjnym emerytom. Zawody odbędą się na kanale żeglugowym Odry przy Mostach Jagiellońskich we Wrocławiu. Zbiórka uczestników do godz. 8.00. Zawodnicy startujący w kategorii „Mistrzostwa Policji” opłacają wpisowe 30 zł. Pozostałe kategorie: weterani, kobiety, młodzież. Informacji udziela prezes KW „Belona” Tadeusz Filipiak – tel. 6041753371.
• 13 września br. pod patronatem Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu odbędą się I Zawody Wędkarskie Służb Mundurowych i Ratowniczych Wrocław 2014, organizowane przez KW „Belona” przy udziale SKPP. Mogą w nich uczestniczyć wędkarze reprezentujący Komendę Wojewódzką i Miejską Policji we Wrocławiu, Komendę Wojewódzką Państwowej Straży Rybackiej, Komendę Wojewódzką i Miejską Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, Straż Miejską, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, WOPR, Pogotowie Ratunkowe i Pułk Dowodzenia Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych. Zawodnicy będą walczyć m.in. o Puchary Komendanta Wojewódzkiego Policji, Zarządu Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej oraz nagrody rzeczowe ufundowane przez firmę ASKO.

Do refleksji – „Pif-paf” na podwórku

Miałem okazję oglądać szkolenie amerykańskich policjantów: w stanowej akademii policyjnej w Karolinie Północnej i w Narodowej Akademii FBI w Quantico w stanie Wirginia. Szkolenie sprawności w strzelaniu odbywało się na elektronicznych symulatorach wyświetlających inscenizowane sytuacje. Chodzi o właściwą reakcję organizmu (czas i skuteczność będącą funkcją czasu) na zagrożenie w postaci pozostających w ruchu uzbrojonych przeciwników. Ukierunkowane zaś było – obok wytworzenia mechanizmu orientacji – na celowanie w „w środek masy”. Tu dygresja: symulator z Karoliny był wówczas nawet lepszy od tego FBI (bo wyposażony w więcej funkcji), a widziałem go parę lat wcześniej.
Pewnie nie brzmi to ładnie – „środek masy”. Tak jest, takie rażenie może prowadzić do śmierci napastnika. Już słyszę te głosy wrażliwych pacyfistów: czy z tego wynika, że Jankesi uczą swych stróżów prawa zabijania? W planie bezpośrednim chodzi o ochronę własną i skuteczne – kładę nacisk na „skuteczne” – wyeliminowanie zagrożenia. W planie dalszym ta skuteczność może oznaczać ochronę innych dóbr i być aktem swoistej prewencji. Tak muszą sobie radzić amerykańscy gliniarze na skutek powszechnego, a mającego korzenie w historii osadnictwa, dostępu do broni palnej.
Wróćmy do Polski, gdzie mniej nam grozi bandzior ze spluwą, a bardziej to, że ktoś nas rozjedzie na drodze. Jedzie sobie taki psychol przez kraj (nie będę go dowartościowywał, przytaczając choćby ksywę), popełnia kilkadziesiąt wykroczeń, zagraża – chwilami dramatycznie – innym użytkownikom asfaltów. Ujawniają to media, po czym wszystkie media i państwowi funkcjonariusze różnych szczebli, aż po najwyższe, trwają w chocholim tańcu szumnych deklaracji, a w tle pobrzękuje sarmacka szabelka. Gdy wkracza prokuratura, nic już nie jest proste. Przy okazji – bo w innych okolicznościach uszłoby to temu osobnikowi na sucho – wychodzi na jaw, że postępowanie za wcześniejsze podobne wyczyny było bezsensownie umorzone, wychodzą też inne umarzane sprawki, a fakty poprzedniej bezkarności pana delikwenta gładko przechodzą przez gardła prokuratorskim rzecznikom. Prokuratura powołuje biegłego. Gdybym się wyzłośliwiał, to bym powiedział, że chyba po to, żeby mieć stuprocentową pewność na papierze, że 200 km/godz. to więcej niż 50 km/godz. Ale nie, nie, nic takiego nie powiedziałem…W każdym razie pirat nie otrzymuje (przepraszam – to oczywiście przenośnia) strzału „w środek masy”.
Powie ktoś, że porównuję sytuacje nieporównywalne. Excuse-moi – jak mówi pan, którego podpis widnieje na banknotach – ale nieubłagane są statystyki, których dokładnie nie będę przytaczał, żeby nie przynudzać: w Polsce ma miejsce rocznie kilkadziesiąt zabójstw z broni palnej i kilkadziesiąt skutków jej użycia w postaci uszczerbku na zdrowiu wobec kilku tysięcy śmiertelnych ofiar na drogach. Przynajmniej część kryminologów godzi się z tezą teorii prawa kryminalnego, że czynnikiem prewencyjnie odstraszającym nie jest rygoryzm prawa karnego, wymiar i zaostrzanie kary, a jej nieuchronność. Ta ostatnia jest funkcją sprawności działania szeroko rozumianego aparatu sprawiedliwości. Akurat jak wygląda sprawność działania w przypadku, w którym należy – przyczepiłem się do tego określenia – strzelać „w środek masy”, widać na załączonym obrazku. Tak więc cóż…Czyżby pozostawało wyłącznie wrażenie, że na razie na polskim podwórku hasają chłopcy w krótkich spodenkach i pokrzykują „pif-paf”?
Dodatkowo jeszcze spuentuję te wywody czymś z poetyki rapu, bo z wypowiedzi Łukasza Rostkowskiego, czyli L.U.C.-a: „Czasem mam wrażenie, ze świat idzie do prania i ktoś go jak gacie wywrócił na lewą stronę”. Mogłaby to być nie puenta, a motto niniejszego felietonu.

Marcin Brzeziński

Spis treści

Urzędnicze zakazy lewoskrętów

Wiadomo, kierowcy lubią narzekać. Stało się to już ich trwałą przypadłością. We Wrocławiu narzekają na remonty, na rowerzystów, na źle oznakowane ulice. Ale czasami powody do narzekań są jak najbardziej uzasadnione.
Ostatnim takim powodem była decyzja wrocławskiego magistratu o likwidacji w niektórych miejscach lewoskrętów. Kierowców to rozsierdziło. Niestety, czasami ma się wrażenie, że ludzie, którzy takie decyzje podejmują, za kółkiem zbyt dużo czasu nie spędzili albo w ogóle.
Skręcić w lewo nie można: z ul Widok w ul. Kazimierza Wielkiego, z ul. Trzebnickiej w Kraszewskiego, z Reymonta w Kleczkowską do portu miejskiego, z Osobowickiej w Łużycką, z Piłsudskiego w Świdnicką, z Broniewskiego w Żmigrodzką, z Obornickiej w Bałtycką, ze Świdnickiej w Piłsudskiego, ze Świdnickiej w Podwale, z Wilanowskiej w Sobieskiego, z Braniborskiej w Nabycińską, z Pomorskiej w boczne ulice, z mostu Zwierzynieckiego w Mickiewicza, z Kiełbaśniczej w Nowy Świat, na pl. Orląt Lwowskich z Podwala od strony pl. Jana Pawła II dalej w Podwale w kierunku Krupniczej oraz z Nowowiejskiej w Wyszyńskiego.
Tym samym masa kierowców musi nadrabiać kilka kilometrów, aby przepisowo wjechać w daną ulice. Urzędnicy tłumaczą, że stawiają znaki, by poprawić poruszanie się tramwajów, zwiększyć bezpieczeństwo pieszych, ale przede wszystkim upłynnić całkowity ruch pojazdów wmieście. No i niestety, tę ostatnią tezę ciężko obronić.
Kierowcy, którzy chcą się dostać w ulicę po lewej stronie – przy obowiązujących zakazach – muszą znaleźć jakieś rozwiązanie. Jadą prosto, a później muszą zgodnie z przepisami zjechać w prawo albo w lewo, zawrócić i z przeciwległego pasa skręcić w tę ulicę. Ewentualnie wjechać w docelową ulicę z drugiej strony, jeśli nie jest jednokierunkowa. Manewrów na drodze co niemiara, nie mówiąc już o nadkładanych kilometrach. Czy tak ma wyglądać upłynnianie ruchu w mieście? Wątpliwe.
Ma się wrażenie, że zakazy lewoskrętów są stawiana jak popadnie, bez większego namysłu. Przecież można przeanalizować, na których ulicach ewentualny zakaz spowodowałby korki lub byłby zagrożeniem dla pieszych. Są kamery na skrzyżowaniach i urządzenia mierzące natężenie ruchu. Ale trzeba chcieć!
Gdy jakiś czas temu urzędnicy wprowadzali zakaz skrętu w lewo z ul. Widok w ul. Kazimierza Wielkiego, przedstawicielka Urzędu Miejskiego tłumaczyła, że eliminacja lewoskrętów jest wskazywana w podręcznikach akademickich jako typowe rozwiązanie organizacji ruchu, powszechne w Europie. Skręcający często bowiem wstrzymują jadących prosto.
Może i tak jest w podręcznikach, ale przecież to generalizacja. Miasto miastu nie równe. Inny sens – ze względu na infrastrukturę drogową i natężenie ruchu – będzie miał zakaz lewoskrętów w Marsylii, a inny we Wrocławiu. Ale trzeba to po prostu przeanalizować, a nie stawiać znaki, bo tak jest w podręcznikach.
Ma się również wrażenie, że zakazy lewoskrętów to kolejny element dyskryminujący kierowców w mieście. Jakiś czas temu kierowcy musieli pogodzić się z rowerzystami – którzy są wyjątkowo promowani we Wrocławiu – teraz większe fory dostają piesi. W niedługim czasie całe centrum miasta ma zostać wyłączone z ruchu samochodowego. Tylko patrzeć, jak we Wrocławiu będzie więcej ścieżek rowerowych i deptaków niż ulic przeznaczonych dla ruchu samochodowego.

Robert Wyrembak

Spis treści