Okładka 9/2016 Numer 9(204)/2016


R E K L A M A




Spis treści:

Światowe Dni Młodzieży we Wrocławiu • W charakterze obserwatora • Jak odciążyć tornister? • Święto Policji 2016 • Bezpieczna droga do szkoły • Kiedy wezwać policję? • Dbaj o kręgosłup • Bezpieczeństwo i porządek • Chroń swój dom (1) • Dziecko samo w domu • Przeciw kleszczom • Służba cały czas • Taksówki, ale jakie? • Nieużyteczna szpilkostrada • Wielki Śląsk i miejskie pieniądze • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Mamy pozytywny wizerunek • Bombka • Do refleksji - Większa połowa • Moje dylematy - Żegnaj lato na rok... • Rowerowe miasto • Rowerzysta jest bezkarny • Quad, czyliczterokołowiec lekki lub ciężki • Śmiertelny sen kierowcy • NIK o pieszych i rowerzystach • Efekt fotoradarów

Światowe Dni Młodzieży we Wrocławiu

Światowe Dni Młodzieży (ŚDM), zainicjowane w 1985 roku przez Jana Pawła II organizowane są co dwa-trzy lata. W 2013 roku, papież Franciszek na miejsce organizacji kolejnych ŚDM wyznaczył Kraków. W ramach przygotowań zorganizowane zostały tzw. Dni w Diecezjach, którym główni organizatorzy przyporządkowali nazwy miejsc biblijnych. Archidiecezji Wrocławskiej, w większości terenowo objętej działaniami Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu przypadła nazwa GALILEA. Dowódcą podoperacji „WROCŁAW”, obejmującej województwo dolnośląskie był insp. Krzysztof Niziołek – I Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu. Komenda Miejska Policji Wrocław swoje działania realizowała w ramach odcinka „ARCHIDIECEZJA”, na dowódcę którego wyznaczony został nadkom. Przemysław Laskowski, p.o. Zastępcy Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu. – Pomimo bogatego doświadczenia wyniesionego między innymi z EURO 2012 oraz z innych licznych imprez o charakterze masowym, zabezpieczenie wydarzeń organizowanych w diecezjach w ramach ŚDM miało dla policjantów z KMP Wrocław swój szczególny i wyjątkowy charakter – mówi podkom. Bartłomiej Majchrzak, ekspert Wydziału Sztab Policji Komendy Miejskiej Policji Wrocław. Przygotowania Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu do tak dużego przedsięwzięcia rozpoczęły się już prawie rok temu. Spotkania robocze polegały na merytorycznej dyskusji pomiędzy członkami archidiecezjalnego sztabu przygotowań, powołanego  przez JE Księdza Arcybiskupa Józefa Kupnego, Metropolitę Wrocławskiego, a funkcjonariuszami, wyznaczonymi przez Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu, p.o. mł. insp. Arkadiusza Małeckiego. Byli to nadkom. dr Andrzej Kamiński oraz kom. Dominik Pabich, pełniący funkcję Pełnomocnika i Z-cy Pełnomocnika KMP we Wrocławiu ds. ŚDM. Członkom diecezjalnego sztabu przygotowań już kilka miesięcy wcześniej przybliżono problemy występujące podczas imprez masowych. Dzięki uprzejmości PZPN i operatora Stadionu Miejskiego we Wrocławiu, trzej wolontariusze obserwowali mecz piłki nożnej między reprezentacjami Polski i Finlandii. Podkom. Bartłomiej Majchrzak, który im towarzyszył, prezentował od podstaw, jak wygląda zabezpieczenie imprezy masowej. – Pozwoliło to na późniejsze wypracowanie wspólnej koncepcji zabezpieczenia wydarzeń podczas „Dni w Diecezjach” – dodaje podkom. Bartłomiej Majchrzak. Oszacowano, że od 20 do 25 lipca br. we Wrocławiu i na terenie powiatu przebywało około 10 tys. pielgrzymów z ponad 40 krajów całego świata. Działania Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu podczas pobytu pielgrzymów polegały przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa podczas przyjazdu i wyjazdu pielgrzymów z Wrocławia,. Także na obecności policjantów we wszystkich miejscach, zwłaszcza w czasie większych zgromadzeń. Dzięki aktywności i zaangażowaniu funkcjonariuszy z KMP Wrocław, podczas „Dni w Diecezjach” nie odnotowano zdarzeń związanych z naruszeniami prawa.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Kiedy wezwać policję?

Dominik (40 lat) w sobotę wieczorem wracał z Ząbkowic Śląskich do Wrocławia. Ruch na drodze był średni. Tuż przed autem mężczyzny jechała laweta. Wydawało się, że nie przekracza dozwolonej prędkości, uwagę Dominika przykuła natomiast jazda kierowcy. – Od lewej do prawej, w ogóle nie trzymał się pasa – opowiada nasz czytelnik. Ponieważ nie był pewien, co jest przyczyną takiej jazdy lawety (alkohol? zmęczenie kierowcy?), zadzwonił pod numer alarmowy 112. Krótko opisał sytuację, po czym przełączono go do dyżurnego ruchu. Po rozmowie z policjantem pan Dominik otrzymał informację, że na drogę zostanie wysłany patrol. – To była rzeczowa, konkretna rozmowa. Określiłem, jak najdokładniej umiałem, gdzie w momencie rozmowy jestem. Podziękowano mi i poinformowano, że zgłoszenie zostało przyjęte. W kilka minut później otrzymałem telefon od dyżurnego policjanta z Dzierżoniowa, że niestety nie ma patrolu znajdującego się w pobliżu, ale sprawa została już przekazana do „kolegów” z Wrocławia. Pan Dominik dobrze zrobił, kontaktując się z policją. Chociaż, jak przyznaje, miał obawy, czy jego zgłoszenie zostanie przyjęte i czy taką postawą nie narazi się na jakieś przykre dla niego konsekwencje. Bo policję wzywamy najczęściej wtedy, gdy jesteśmy świadkami wypadku, kradzieży, znęcania się nad dziećmi lub wandalizmu. Z wezwaniem policji do kolizji na drodze sprawa wcale taka prosta nie jest. Bo czy wzywać służby do każdej stłuczki, czy spisać tylko oświadczenie? W rozstrzygnięciu tego dylematu pomocne będą zadania Policji, do których należą m.in. ochrona bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnienie spokoju w miejscach publicznych oraz w środkach publicznego transportu i komunikacji publicznej, w ruchu drogowym i na wodach przeznaczonych do powszechnego korzystania (Ustawa z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji). Oznacza to, że jeśli w wypadku są ranni lub zabici, wezwanie policji jest naszym obowiązkiem. Również wtedy, gdy sytuacja jest niejasna – nie wiadomo po czyjej stronie leży wina, gdy podejrzewamy, że drugi kierowca jest pod wpływem alkoholu oraz gdy polisa ubezpieczeniowa sprawcy budzi wątpliwości. Policję bezwzględnie zawiadamiamy również w sytuacji, gdy do zdarzenia była wzywana straż pożarna albo pogotowie i gdy z powodu wypadku lub kolizji doszło do zatamowania ruchu drogowego lub jego znacznego utrudnienia. Jeśli w wypadku nie ma poszkodowanych, nie musimy wzywać policji. Możemy to jednak zrobić, a funkcjonariusze zawsze mają obowiązek przyjechać na prośbę uczestników wypadku. Gdy sprawa jest jasna i nie ma wątpliwości co do sprawcy i poszkodowanego, należy udokumentować zdarzenie i spisać oświadczenie sprawcy. Możemy to zrobić na zwykłej kartce papieru albo formularzu od ubezpieczyciela (warto wozić go ze sobą, można też wydrukować taki formularz z Internetu). Na dokumencie musi się znaleźć data, godzina, miejsce zdarzenia i jego opis oraz określenie uszkodzeń, które powstały po kolizji. Spiszmy dokładne dane osób, uczestniczących w kolizji oraz właścicieli samochodów: numery praw jazdy uczestników, numery polis ubezpieczeniowych oraz nazwę towarzystwa ubezpieczeniowego, ewentualnie AC, datę ich ważności. Dodatkowo zanotujmy dane świadków, jeśli widzieli przebieg zdarzenia. Taki dokument muszą podpisać wszyscy uczestnicy kolizji. Warto też zrobić zdjęcia – im lepiej udokumentujemy stłuczkę, tym szybciej uzyskamy odszkodowanie. Uwaga! Za nieuzasadnione wezwanie służb grozi nam kara aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 złotych.

MW


Spis treści

Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej

Obchody Święta Policji W uroczystościach Święta Policji i 97 rocznicy powołania Policji na terenie garnizonu dolnośląskiego 9 sierpnia 2016 r. delegacja Zarządu Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej uczestniczyła w uroczystym apelu na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu przy pomniku poległych w służbie milicjantówi policjantów. Wieniec od SKPP złożyli: insp. Andrzej Kląskała, insp. Bogdan Zuba, mł. insp. Zbigniew Beczyński. Przedstawiciele Zarządu uczestniczyli również w uroczystościach organizowanych przez Komendę Wojewódzką Policji na Pl. Wolności we Wrocławiu. Natomiast w obchodach zorganizowanych 12 sierpnia br. przez Komendę Miejską Policji we Wrocławiu w Dłogołęce, w charakterze gości honorowych  wzięli udział także członkowie SKPP, wcześniej pełniący funkcje komendantów powiatowych i ich zastępców. Członkom SKPP w garnizonie dolnośląskim  z okazji policyjnego święta wspólne życzenia i podziękowania za trud służby przekazali Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu insp. Arkadiusz Golanowski i Prezes SKPP insp. Andrzej Kląskała. Zarząd Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej składa serdeczne gratulacje członkom stowarzyszenia odznaczonym z okazji Święta Policji. Oto odznaczeni: Złoty „Medal za Długoletnią Służbę” wręczono mł. insp. Emilowi Łabancowi, Naczelnikowi Wydziału Zaopatrzenia KWP we Wrocławiu. Srebrny „Medal za Długoletnią Służbę” wręczono – mł. insp. Robertowi Jaworskiemu, Naczelnikowi Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KWP we Wrocławiu oraz podinsp. Dariuszowi Cyburze, Naczelnikowi Wydziału Techniki Operacyjnej KWP we Wrocławiu. Natomiast Srebrną „Odznaką Zasłużony Policjant” wręczono nadkom. Michałowi Białęckiemu, Naczelnikowi Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego BSK KGP w Warszawie.
Spis treści

Do refleksji – Większa połowa

A ja się upieram, że to był zwycięski remis, mówiła pani w telewizorze podczas mistrzostw piłkarskich. Zgodnie z matematyczną poprawnością pomyślałem – bzdura, ale potem uzmysłowiłem sobie, że przecież z upodobaniem mawiam prawie to samo – „większa połowa”, co z równym upodobaniem poprawia moja żona. Czy w ten sposób, w ludzkiej skali, choć mocno topornie, testujemy twierdzenia awangardowych fizyków, że natura rzeczywistości jest matematyczna? Niegdyś apostołom komunistycznej utopii roiło się, że w tym idealnym ustroju powszechnej szczęśliwości zaniknie w ogóle przestępczość. Akolici naszej ustrojowej transformacji powielili to urojenie po drugiej stronie lustra – przestępczość gospodarcza w kapitalizmie? Przecież tylko w realsocjalizmie był nieszczęsny styk tzw. gospodarki uspołecznionej z tzw. nieuspołecznioną, coroczne igrzyska z nadużyciami w mięsie i cukrowych burakach oraz spekulanci i cinkciarze. Żartuję, ale pion do walki z przestępczością gospodarczą był w pełni profesjonalny. W praktyce na wstępie przemian (i na szczęście na krótko) został zlikwidowany i przylepiony w kadłubowej postaci do pionu w zasadzie kryminalnego (choć z nazwy operacyjno-rozpoznawczego). No i stało się – na obrzeżach przeobrażeń ustrojowych wypączkowała przestępczość zorganizowana, radykalna w „środkach wyrazu” – spektaklach przemocy i walki o dominację, gangsterskich porachunkach wewnętrznych i zewnętrznych, krwawych jatkach, egzekucjach, ładunkach wybuchowych. A to wszystko na tle przestępczych interesów podporządkowanych wyłącznie kryterium ekonomicznemu – zyskowi przy maksymalnej „przebitce”. Tak wyglądał front przeciwnika. Dziennikarz śledczy, który wydał kilka książek o polskiej „mafii” (używam cudzysłowu, bo uparcie uważam, że to zwykła gangsterka, ale to temat na inny tekst), poznając blisko to środowisko i jego psychologiczne i socjologiczne uwarunkowania, mówi tak w wywiadzie prasowym: „Wydziały przestępczości zorganizowanej trzeba było budować od podstaw, to były niedoświadczone chłopaki, dosłownie bały się tych gangsterów”. Druga część tego twierdzenia – brednie, zapewne zasłyszane w obozie przeciwnika jako element tamtejszego „trzymania fasonu”. To tak, jakby naprzeciwko doborowej dywizji agresora stanęły drużyny skautów. Ale to nie była amatorska improwizacja. Kadra kierownicza „pezetów” została starannie wybrana według kompetencji i bogatego doświadczenia operacyjnego i procesowego. Nie po to – zgodnie z motywacjami osobistymi – decydowaliśmy się na ten krok, by robić w portki ze strachu przed bandziorami, jacy by oni nie byli. Podobnie dobór obsady tej formacji, powszechnie uznanej za elitarną, odbywał się wyłącznie według kryteriów doświadczenia i znaczących efektów w służbie, także znajomości języków obcych, czasem unikalnych, z odstępstwami w przypadku jakichś indywidualnych specjalistycznych umiejętności. Wiedzieliśmy ze źródeł operacyjnych (czyli nie wymyślam sobie tego na użytek tego tekstu), że w obozach wroga autentycznie się nas bano – „psów”, z którymi nie ma zmiłuj. Wybitny prokurator tamtego czasu przyznawał, że „pezety” były najbardziej ofensywną wobec świata przestępczego formacją organów ścigania ostatnich dziesięcioleci. Te „niedoświadczone chłopaki” zasługują na wysokie uznanie, a nie na pogardliwe prychanie. Pan dziennikarz zasłuchał się w wyznania gangsterów i zapomniał, iż Pruszków i Wołomin oraz pruszkowy i wołominy, bo takie były w różnych regionach Polski, nie wyłączając najbliższego mi Dolnego Śląska, zostały rozbite w postaciach, w jakich istniały. Ledwie muskam w tym felietonie problem przestępczości zorganizowanej i to wyłącznie od jej „mokrej” strony. Piszę o stanie sprzed kilkunastu lat, ale przecież przestępczość zorganizowana nie zniknęła, ma się raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie – ma się. Jeśli nawet gangsterzy odsiedzą swoje, a nawróconym zostaną odpukane grzechy w konfesjonałach, to na ich miejscu są nowi, a „aplikanci” przebierają niecierpliwie nogami w kolejce do bandyckiej działki. Zmieniają się formy działania na bardziej, jeśli tak w ogóle można powiedzieć – subtelne, „białokołnierzykowe”, bo ci, nowi już, z bożej łaski tatuśkowie chrzestni poszli po rozum do głowy, iż nieopłacalne i bezsensowne są widowiska ekstremalnej przemocy, gdyż powodują skoncentrowaną i skuteczną kontrakcję zdeterminowanych organów ścigania. Walka trwa i – nie łudźmy się – trwać będzie, więc z tego punktu widzenia rozbicie pruszkowów to była wygrana bitwa. I o to chodzi! – żeby – będąc, co naturalne, zawsze krok z tyłu – wychodzić z boju co najmniej – jednak przydaje się to określenie – ze zwycięskim remisem.

Marcin Brzeziński


Rowerzysta jest bezkarny

Niestety, prędzej czy później musiało do tego dojść, czyli do poważnej kolizji miedzy rowerzystą, a kierowcą samochodu. Doszło do tego w czerwcu na ul. Kołłątaja we Wrocławiu. Rowerzysta zderzył się z busem i wpadł pod niego. Winowajcą całego zdarzenia, jak ustaliło dochodzenie był kierowca busa. I tutaj zaczyna się znowu absurd, jakich mało. Proszę przeczytać opinię jednego z internatów odnośnie tego zdarzenia. Wynika z niej, że ludzie powoli mają dość arogancji rowerzystów: „Niestety, przy skręcie samochodu w prawo nie widać czy jedzie rowerzysta. Mam kilka takich sytuacji na sumieniu a rowerzystka żyje tylko dlatego że był dużo dalej. Rozwiązania krzyżówek samochodów i rowerzystów są wyjątkowo niepraktyczne, albo źle oznakowane. Może przed każdym takim skrętem powinien być znak – uwaga rowerzysta? Poza tym rowerzyści są bezczelni. Często rozpędzeni wjeżdżają na pasy dla pieszych, a kierowcy nie mają szansy żeby wyhamować. Zróbcie coś z tymi rowerami na jezdniach, bo to przechodzi ludzkie pojęcie co wyprawiają rowerzyści!” Skrzyżowanie drogi dla kierowców z ścieżką rowerową nie było w ogóle oznakowane, czyli kto musi znać przepisy w takich sytuacjach? Kierowca czy rowerzysta? Przecież teoretycznie rowerzysta jeździ bez żadnych uprawnień, karty rowerowe ich już od dawna nie obowiązują, czyli de facto nie muszą mieć pojęcia o żadnych przepisach ruchu drogowego. Mandatów na rowerzystów się nie nakłada, bo nie mają przecież uprawnień, natomiast nałożono mandat na kierowcę busa. Powyższą sytuację skomentował również prawnik: „Niestety, wbrew pozorom to rowerzystka popełniła wykroczenie drogowe. Kierowca busa wykonał prawidłowy manewr skrętu, sygnalizując go kierunkowskazem i to on jest poszkodowanym. Mógł widzieć rowerzystkę w lusterku w bezpiecznej odległości aby wykonać manewr skrętu. Natomiast rowerzystka widziała kierunkowskaz sygnalizujący skręt, ale nie zachowała się prawidłowo na drodze i nie wykazała się znajomością przepisów ruchu drogowego, a przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Uderzyła w busa, a właściwie wjechała w jego połowie (wymusiła), a nie została przez niego potrącona. Toteż wina jej jest bezsporna. Niestety rowerzyści nie stosują się w dużej większości w ogóle do przepisów ruchu drogowego, przejeżdżają na czerwonym świetle, wymuszają, zajeżdżają drogę i itp. Trzeba to ukrócić. Myślę, że kierowca busa powinien jak zostanie (niesłusznie) ukarany mandatem wystąpić do sądu. Według mnie to on jest poszkodowany. Jest dowód w postaci nagrania, które wyraźnie wskazuję winę rowerzystki. Trzymam za kierowcę busa kciuki i życzę mu powodzenia.” Ścieżki rowerowe we Wrocławiu są budowane byle jak, aby było ich jak najwięcej. Przy drodze, na środku drogi, przez środek skrzyżowania. Rowerzyści mają za nic przepisy, jeżdżą jak chcą, często ze słuchawkami na uszach, jakby w świecie stworzonym wyłącznie dla nich. I co? Jeśli dochodzi do kolizji, to oni i tak wygrywają. W opisanym przypadku doszło do groteski, w końcu dojdzie do kabaretu. Oby nie do tragedii.

Robert Wyrembak