Okładka 9/2020 Numer 9(251)/2020

Spis treści:

Spotkanie na szczycie • Na wspólnych granicach • Uratował tonącą • Na podium zawodów • Sparta jak huśtawka • Z angielskiej policji do polskiej • Życie w czasie pandemii • Porządek i bezpieczeństwo • Pandemie i ekonomia • Zdarzyło się we Wrocławiu • Straż Miejska • Z kart historii • Przestępstwo „na blika” • Bez komórki jak bez ręki • Do refleksji - O argentum i twórczości niebanalnej • Moje dylematy - Małe maseczki i duże problemy • Inspekcja Transportu Drogowego • Zanim kupisz używane • Płeć za kierownicą • Zastosowanie środka ostatecznego • Oficerowie prasowi informują

Na wspólnych granicach

Strefa Schengen obejmuje znaczną część kontynentu europejskiego, w której zniesione zostały kontrole na wspólnych granicach wewnętrznych.
Na zewnętrznych granicach natomiast, kraje członkowskie stosują wspólne zasady kontroli, a także wspólną politykę wizową i mechanizmy współpracy pomiędzy policją a organami wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych. Podstawowym elementem takiej właśnie współpracy w ramach strefy jest System Informacyjny Schengen (SIS), który umożliwia krajowym służbom granicznym, celnym i policyjnym, organom sądowym lub właściwym organom administracyjnym wymianę wpisów, dotyczących osób oraz przedmiotów.
Druga generacja tego systemu – SIS II, będąca konsekwencją rozszerzenia Unii Europejskiej i włączenia na przestrzeni ostatnich lat nowych państw. Jest instrumentem o dużo większej funkcjonalności, stanowiącym bardziej nowoczesne narzędzie informatyczne, dające gwarancję bezpieczeństwa oraz największą w Europie bazę danych. SIS II zawiera więc informacje o zaginionych, szczególnie o dzieciach. Poza tym dostarcza informacji na temat osób związanych z działalnością przestępczą oraz nie mających prawa wjazdu ani pobytu w strefie Schengen. W systemie rejestrowane są też utracone lub skradzione samochody, jednostki pływające, broń palna i dokumenty tożsamości. Sprawnym działaniom służą przechowywane w nim informacje na temat wpisu i spis działań, które należy podjąć, a także dane niezbędne do identyfikacji osoby. Są to dane biometryczne (fotografie, odbitki linii papilarnych) zgromadzone dzięki nowoczesnym rozwiązaniom informatycznym, skutkującym sprawniejszą i dokładniejszą identyfikacją osób.
Korzystając z SIS II, krajowe organy ścigania, wymiaru sprawiedliwości i administracyjne, mają obowiązek sprawdzenia jakości wprowadzanych do systemu informacji. Również osoba, na temat której przekazywane są dane, ma prawo zażądać dostępu do nich dla upewnienia się, czy są one poprawne i wprowadzone zgodnie z prawem.
W przypadku, gdy dane osobowe wykorzystane są niewłaściwie i należy je skorygować lub usunąć, zainteresowany może złożyć wniosek o dostęp do nich w dowolnym kraju strefy Schengen, kontaktując się z właściwym organem ochrony danych lub organem, odpowiedzialnym za jakość danych krajowych wprowadzonych do SIS II.
Wprowadzenie systemu tej generacji – SIS II ma na celu jak najszersze wykorzystanie instrumentów i mechanizmów, będących w rękach Unii Europejskiej do zwalczania przestępczości. To także zapewnienie poczucia bezpieczeństwa z zachowaniem swobodnego przepływu osób. To stanowi podstawowy priorytet wszystkich państw członkowskich.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
O argentum i twórczości niebanalnej

Najpierw był list. Intrygujący, nawet sensacyjny. W dużej, znanej fabryce, codziennością są spore kradzieże srebra wykorzystywanego do produkcji. Nadawcą listu był pensjonariusz zakładu karnego na Pomorzu, pochodzący z Wrocławia, odsiadujący za jakieś czyny kryminalne, wstępne sprawdzenia nie wykluczają go jako informatora. Byłem wtedy funkcjuszem (tak mawialiśmy) dosyć świeżym i surowym, służącym na początku w „pege” – przestępczości gospodarczej (mówię jak się potocznie przyjęło: „w”, choć według nazewnictwa był to pion „do walki z”; nawiasem – niezła praktyka!).
Trzeba więc było do „sanatorium” klienta się wyprawić, żeby uszczegółowić i móc weryfikować rewelacje. Doradzono mi – dla lepszego kontaktu kup mu czaj. Zaopatrzyłem się więc w parę paczek, nie pamiętam już jakiej marki, ale jakościowo jednak wyższej niż najbardziej wtedy pospolity ulung. Żeby dotrzeć na rano, kołatałem się kilkanaście godzin, w tym nocnych, transportami publicznymi (z powrotem też, o delegacji samochodem nawet się nie marzyło). Rozmówca w wieku trzydzieści parę, wygadany, wrażenie przekonywujące, relacja była długa i brzmiała wiarygodnie, oczyma wyobraźni widziałem już aferę na cztery fajerki.
Zasypany zostałem faktami, datami, danymi dotyczącymi metod wyprowadzania Ag, informacjami o ludziach w tym uczestniczących, w tym strażnikach, środkach transportu, powiązaniach wewnątrzzakładowych. Powróciłem z grubym notesem, po czym (proszę, by korekta mi tego, co dalej, purystycznie nie wykropkowała, bo to oddaje mój ówczesny stan ducha) – totalna, kurwa, kicha. Nic się nie zgadza, nie potwierdzają się jakiekolwiek informacje, i podstawowe, i wszystkie pozostałe, a ja wychodzę na rozemocjonowanego dupka.
Powiem dygresyjnie (bo poza powodem, dla którego wspominam o jakichś służbowych marginaliach), że była to dla mnie lekcja pokory i krytycyzmu. Dlaczego więc piszę o takich – jak mogłoby się wydawać – pierdołach, zamiast na przykład pisać o rodzimych alkaponach. Pobudziła mnie proza Jerzego R. Szulca, zgorzeleckiego pisarza, emerytowanego policjanta, więc kolegi po mundurze (ale zapewniam, że ten tekst nie ma nic wspólnego z kolesiostwem), autora już pięciu zbiorów opowiadań, nowelek, noweletek, niektórych będących gawędami, niektórych ocierających się o prozę poetycką, także miłośnika koni i przyrody, czemu poświęca też swoje utwory. W sumie interesującej osobowości i sylwetki, a fenomenowi jego pisarstwa należy się też pozaśrodowiskowe i ponadlokalne docenienie i uznanie.
Wyobraziłem sobie, że moja historyjka mogłaby być po prostu opowiastką bardziej udaną i rozpisaną na głosy przez Jerzego Szulca (w ramach literackiej ekspresji te głosy mogłyby używać nawet tzw. brzydkich słów; ja spróbowałem tu raz). Jej „zwyczajność” mieści się w duchu i stylu narracji zgorzelczanina, braku u niego pretensjonalności i artystowskiego zadęcia, uwodzenia czytelnika błyskotkami z „klamken gold”. Okazuje się bowiem, że nawet można, niemal lirycznie, pochylić się w jednej z mininowelek nad zakupem kaszanki.
Zdarza się, że jacyś twórcy są w doborze tematów i pisarskim stylu bliscy mistrzom gatunku, choć z różnych parafii, Kornelowi Filipowiczowi, Markowi Nowakowskiemu czy Bohumilowi Hrabalowi. Jednak nie staram się nigdzie przypisać naszego pisarza, jest wystarczająco „osobny”. Nie prowadzę buchalterii, ale pewność mam taką, że więcej jest u niego tematów „cywilnych”. A jeśli już wykorzystuje lata mundurowej służby, to dosyć skromnie, bo nie snuje jakichś mrożących sensacyjek w rodzaju powiastek z porucznikiem Borewiczem w roli głównej lub choćby w tle. Nie ma lukru, lakieru, stukania obcasami, czy z drugiej strony spóźnionej odwagi w rodzaju demaskowania głupoty i bucowatości szefów. Jest za to naturalność, szarzyzna służby, codzienna normalność, także życie toczące się obok służby. Jeszcze raz dygresyjnie, bo tak mi się nasunęło o tym życiu obok: tak już jest, że mundur wiszący na pamiątkę w szafie pozwala na dystans i uświadomienie sobie, jakie koszty własne, zaniedbania i straty ponieśliśmy w życiu poza murami jednostki przez konieczne, bo jakże inaczej, poświęcenie się służbie.
Nie mogę pominąć sprawności i zalet pióra Pana Jerzego. Potoczysty, a gdy trzeba, to szorstki, język, wartki, naturalny dialog, bez nachalnego moralizowania czy łopatologicznego puentowania, anegdota wtopiona w akcję opowiadania, czytelnikowi wystarczyć musi „goły” tekst opowieści. Mimo inspirującej twórcę pozornej tematycznej banalności (ale Mistrz Hrabal też w gruncie rzeczy był – i to jeszcze jak! – banalny) czyta się to gładko i jest to ciekawa, niebanalna twórczość, na poziomie pełną gębą profesjonalnym (mówię to na wypadek, gdyby autor miał jakieś wąty co do swego pisarskiego statusu). Dobra literatura, ot co.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Płeć za kierownicą

Czy płeć kierowcy ma znaczenie w zakresie bezpiecznej jazdy? O to pytali m.in. autorzy badania przeprowadzonego w ramach akcji ProfiAuto PitStop.
Osiem na dziesięć kobiet uważa, że płeć nie ma tutaj znaczenia, a tylko 1 na 10 stwierdziła, że lepiej za kierownicą radzą sobie panowie. Ponad połowa mężczyzn uznała, że nie widzi znaczących różnic między kierowcami obu płci. Według co trzeciego ankietowanego to mężczyźni mają lepsze predyspozycje do jazdy, a tylko 6 procent jest zdania, że kobiety są lepszymi kierowcami.
Wśród najczęstszych przewinień kierowców, wymieniane jest przekraczanie prędkości, rozmawianie przez telefon podczas jazdy i przejeżdżanie na czerwonym świetle. W przypadku dwóch pierwszych wykroczeń badanie nie wykazało istotnych różnic między płciami, natomiast przejazd na czerwonym świetle dotyczy co czwartego mężczyzny i co trzeciej kobiety.
Tym, co irytuje nas u innych kierowców, są też zajeżdżanie drogi, nadmierna prędkość i brawura. Jedna trzecia kobiet i mężczyzn wskazała na niebezpieczne wyprzedzanie i jazdę „na zderzaku”. Brawura i nadmierna prędkość denerwuje 15 proc. kobiet i niecałe 17 proc. mężczyzn. Rozbieżności między paniami i panami w zakresie zajeżdżania drogi, nieużywania kierunkowskazów i zbyt wolnego ruszania spod świateł wyniosły około 1 proc.
Można więc stwierdzić, że świadomość, dotycząca umiejętności na drodze oraz oceny innych kierowców są bardzo podobne wśród kobiet i mężczyzn. Wśród ankietowych pytań znalazło się też pytanie o osobę, która jest wzorem bezpieczniej i dobrej jazdy. 40 proc. pań wskazało instruktora jazdy, 30 proc. – rodziców, a 20 proc. – innego członka rodziny lub znajomego czy znajomą. Inaczej odpowiadali panowie, co trzeci przyznał, że nie ma takiej osoby, która byłaby dla niego wzorem bezpiecznej jazdy. W ankietach wzięło udział blisko 900 kierowców.

MW


Spis treści