Okładka 10/2016 Numer 10(205)/2016


R E K L A M A




Spis treści:

Nowy rejestr spadkowy • Oficerowie łącznikowi Policji • TAURON promuje • Goście nie pracują • Witaj szkoło! • Przede wszystkim ochraniać • Europejska Akademia Policyjna • Tantiemy za wypożyczenie • Dla naszego bezpieczeństwa • Cukier jak papierosy? • Otyły jak... Polak? • Nie daj się oszukać • Zakłócanie ciszy nocnej • Chroń swój dom (2) • Nie oddawaj danych • Zasłonięte reklamami • Maraton głupoty trwa • Rozkwit czy upadek? • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Międzynarodowa współpraca • Bezpłatne leki • Wydobywczy, ale nie górniczy szyb • Wrocław teatralny i olimpijski • Motocyklista – nie zawsze „kamikadze” • Kierowanie ruchem drogowym (1) • Nowy taryfikator mandatów • Bądź bezpiecznym pieszym • Chodząc po Wrocławiu

Oficerowie łącznikowi Policji

Oficer łącznikowy Policji mianowany jest i odwoływany przez Ministra Spraw Zagranicznych na wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych. Kandydat wyłoniony z korpusu starszych oficerów musi spełniać określone warunki.
Przede wszystkim, wymagana jest od niego bardzo dobra znajomość języka angielskiego lub jednego z języków Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnych – INTERPOL. Powinien także posiadać doświadczenie zawodowe z odpowiednim stażem, zdobyte podczas realizacji zadań, związanych ze zwalczaniem przestępczości lub prowadzeniem współpracy międzynarodowej Policji. Przydatny jest też udział m.in. w misjach pokojowych poza granicami kraju. Rekrutację na to stanowisko przeprowadza w drodze konkursu, zespół każdorazowo powoływany przez Komendanta Głównego Policji.
Będąc pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, oficer łącznikowy posiada stopień, immunitet i paszport dyplomatyczny. Do jego podstawowych zadań należy utrzymywanie w kraju oddelegowania, ścisłego kontaktu z przedstawicielami służb centralnej jednostki policyjnej, inspirowanie i uczestniczenie w przygotowaniach wspólnych przedsięwzięć z krajami akredytacji, koordynowanie pomocy prawnej realizowanej przez służby tych krajów na rzecz polskiej Policji. Zajmuje się on także wymianą informacji dla umacniania wzajemnej współpracy. Poza tym, oficer łącznikowy ma obowiązek przekazywania informacji, dotyczących doświadczeń w zakresie zwalczania przestępczości zorganizowanej i zdarzeń o charakterze terrorystycznym, zwłaszcza w kontekście powiązań z Polską. Informacje te związane są także z międzynarodowymi grupami, wpływającymi na zagrożenie przestępczością w Polsce oraz z obywatelami polskimi, którzy występują jako ofiary bądź sprawcy przestępstw. Status formalny i merytoryczny obliguje oficera łącznikowego również do dbania o międzynarodową współpracę polskiej Policji ze służbami kraju akredytacji, w tym do uczestniczenia w organizowaniu wzajemnych wizyt delegacji Policji polskiej i służb danego kraju. Zobowiązuje go też do wywiązywania się z zadań podyktowanych członkostwem Polski w strukturach Unii Europejskiej oraz do promowania wizerunku polskiej Policji w kręgach międzynarodowych.
Nadzór nad siecią oficerów łącznikowych Policji sprawuje Zespół ds. Oficerów Łącznikowych. Jest on wyodrębniony w Wydziale ds. Kontyngentów Policyjnych i Oficerów Łącznikowych, funkcjonującym w strukturze Biura Międzynarodowej Współpracy Policji Komendy Głównej Policji. Zespół, utworzony w maju 2008 r. opracowuje, planuje rozwój i koordynuje działania związane z tworzeniem sieci oficerów łącznikowych, a także zajmuje się ich kompleksową obsługą organizacyjno-logistyczną. Przygotowuje ponadto pod względem merytorycznym konferencje, narady i spotkania z udziałem tych funkcjonariuszy.
Oficerowie łącznikowi Policji, wg danych z lat 2014-2015, przebywają w takich krajach europejskich, jak: Republika Federalna Niemiec, Wielka Brytania, Republika Francuska, Federacja Rosyjska, Republika Białorusi, Ukraina i Republika Turcji. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, polscy łącznicy pracowali ponadto w Słowacji, Rumunii, w Republice Węgierskiej, Królestwie Niderlandów i na Litwie.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej

Zawody wędkarskie
Na kanale nawigacyjnym Odry przy ul. Zawalnej we Wrocławiu 4 września 2016 r odbyły się coroczne policyjne zawody wędkarskie zorganizowane przez Koło Wędkarskie „Belona”. Patronat nad zawodami objął Komendant Wojewódzki i Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej. W ramach XXII zawodów o „Puchar Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu” odbyły się także XII Otwarte Mistrzostwa Policji Dolnego Śląska w wędkarstwie spławikowym. Podobnie jak w poprzednich edycjach zawodów Tradycyjnie, puchar SKPP przyznano w klasyfikacji za największą rybę. W tym roku tytuł Mistrza Policji Dolnego Śląska pozostał we Wrocławiu, otrzymał Lech Tyralski, złowił też najwięcej ryb w zawodach – 1440g. Wicemistrzami zostali: Prezes Koła Tadeusz Filipiak oraz Adam Szylar z KPP Legnica. W pozostałych kategoriach zwyciężyli: Marcin Machynia w grupie wiekowej juniorów, Ola Chrupa wśród kobiet, Włodzimierz Orator w grupie weteranów. To on złowił największą rybę zawodów, okonia o wadze ok. 380g. Zdobył tym samym Puchar SKPP. Powtórnie w grupie seniorów zwyciężył Bartłomiej Wycech. Jedno z trzecich miejsc w klasyfikacji zawodów zajął również członek SKPP mł. insp. Marek Zawadzki. Puchary i nagrody, w tym ufundowane przez SKPP dla najlepszych policjantów, w imieniu Komendanta Wojewódzkiego Policji wręczył mł. insp. Tomasz Szymczyna . Więcej o zawodach na stronach internetowych Koła „Belona” i Stowarzyszenia Komendantów Policji.

Udany sezon
Zakończył się sezon wakacyjny. Bardzo udane były pobyty członków Stowarzyszenia w partnerskim Ośrodku Wypoczynkowym "Paździorowo" w Rusinowie k. Jarosławca nad morzem oraz na Sardynii w ramach współpracy z KST "Służb Mundurowych". Propozycje Zarządu SKPP na jesień to m.in. wycieczka w Bieszczady, udział w czeskim hubertusie -święcie myśliwych oraz korzystanie z basenu w ramach współpracy z WKS Śląsk.

Z okazji Jubileuszu 25 lat służby w Policji
Zarząd Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej składa Pani Naczelnik mł. insp. Jolancie Jabłońskiej najserdeczniejsze gratulacje i wyrazy uznania za lata pełnej zaangażowania policyjnej służby. Jednocześnie życzymy kolejnych wyzwań, osiągnięć, sukcesów i awansów, zawsze wysokiej oceny i uznania, a także niezmiennej satysfakcji ze służby w Policji i z przynależności do SKPP.

Spis treści

Do refleksji – Wydobywczy, ale nie górniczy szyb

Wrocławski historyk literatury Roman Kaleta w pełnych różnych facecji „Sensacjach z dawnych lat” przytacza taką oto makabreskę, że jedną z najokrutniejszych metod badania kobiet podejrzanych o konszachty z diabłem było pławienie w zbiornikach wodnych. Byłby to więc średniowieczny, choć jeden z wielu, pierwowzór tego, co zupełnie współcześnie zostało zgrabnie nazwane aresztem wydobywczym. Wydobywczy był dotąd w polszczyźnie głównie przemysł i górniczy szyb. Według upowszechnionego przekonania areszt wydobywczy ma służyć psychicznemu załamaniu się podejrzanego. Czyżbyśmy mieli więc do czynienia z renesansem myśli naszego – wstyd się przyznawać – rodaka Andrieja Januariewicza Wyszyńskiego, twórcy stalinowskiej teorii dowodów sądowych, wedle której przyznanie się podejrzanego jest takim właśnie decydującym dowodem? Spójrzmy na instytucję tymczasowego aresztowania. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, będący forpocztą europejskiej sprawiedliwości, wytknął Polsce, że tymczasowe aresztowanie jest w Polsce nadużywane i stanowi problem systemowy. Tak jest! W istocie problem dotyczy całego systemu wymiaru sprawiedliwości. Jakoś nikt nie zwraca uwagi na to, skąd w ogóle wzięła się tendencja do – nadużywanego jak wytyka Trybunał – stosowania tego najbardziej dotkliwego, bo izolacyjnego, spośród katalogu środków zapobiegawczych. W normalnie funkcjonującym systemie miarą sukcesu śledczego powinny być prawomocne wyroki. Tymczasem miarą skuteczności służb operacyjno-śledczych, od niepamiętnych – peerelowskich – czasów, pozostawała pozycja w wewnętrznych statystykach: tymczasowe areszty. Jak tu bowiem rozliczać z efektów pracy, kiedy pomiędzy końcem postępowania przygotowawczego a prawomocnym wyrokiem upływają lata. Korci mnie, żeby powiedzieć – świetlne, bo w najbardziej karykaturalnych przypadkach – kilkanaście i więcej. Ba, następują przedawnienia, a doprowadzenie do tego dzięki procesowej ślamazarności to nie tylko niweczenie wysiłku organów ścigania, ale wręcz działanie na szkodę państwa jako ostoi prawa i jego obywateli. Bywa tak, że prowadzący sprawę dawno o niej zapomniał, a pytany po latach może się wygłupić dukając to i owo. Wiem, co mówię, bom tego doświadczał. Problemem jest wprowadzanie do polskiego prawa karnego procesowego, opartego na zasadzie legalizmu, instytucji o charakterze oportunistycznym. Niegdyś na spółkę z kolegą musieliśmy przesłuchać w charakterze świadków ponad tysiąc osób, których nazwiska bez ich wiedzy i woli wykorzystano do osiągnięcia określonych korzyści. Po takim rollercoasterze pozostaje tylko kuracja sanatoryjna, ale to już inna bajka. Przebieg i przewlekłość postępowań przed sądem i środki umożliwiające długi żywot spraw na sądowych wokandach to choroba procedury i w sumie obie przewlekłości napędzają strasburskiemu Trybunałowi setki polskich klientów. Przysłowiowy zeszłoroczny śnieg to nic w porównaniu z zerowym zainteresowaniem społecznym w sprawach, głośnych niegdyś i ważnych właśnie społecznie, po iluś tam latach nieskończonych wędrówek po sądach. Piszę o tym do znudzenia, bo nie po raz pierwszy – późne wyroki w rozmytych przez czas sprawach nie realizują w ogóle celów prewencji ogólnej. Ktoś taki jak Bernard Madoff w Polsce nie doczekałby się prawomocnego wyroku. Żeby dopełnić całościowego obrazu powiem jeszcze, że areszt wydobywczy jest publicystycznym chwytem dosyć pogardliwie upraszczającym ważną, ale wcale nie kluczową sekwencję postępowania przygotowawczego. Nie jestem naiwny – zawsze może się zdarzyć (i zdarza się), że jakiś dochodzeniowo-śledczy nadgorliwiec zawnioskuje o areszt w celu „wydobywczym” lub niewyżyty przygłup zastosuje niedozwolone ostre środki „wydobywcze”. Żeby jednak mówić o areszcie wydobywczym jako o zjawisku, trzeba byłoby przeprowadzić statystycznie wiarygodne badania postępowań przygotowawczych i tymczasowych aresztowań. Obawiam się, że wtedy niespodziewanie mógłby się ujawnić drugi biegun – tymczasowo aresztowanych, którzy siedzą, bo siedzą i którymi nie interesuje się pies z kulawą nogą, a problemu nie ogarnia przepracowany dochodzeniowiec. A ze średniowiecznymi atrakcjami – jak przytacza Roman Kaleta – szczęśliwie rozstano się, i dosyć późno, i dosyć dawno, bo „mękami wyciągać zawsze wątpliwe wyznania zbrodni (…) zakazał sejm r. 1776 na wniosek króla Stanisława Augusta”.

Marcin Brzeziński


Spis treści

Motocyklista – nie zawsze „kamikadze”

„Wielkimi krokami zbliża się wiosna, słońce i sucha droga. To czas kiedy można wyciągnąć przygotowaną i dopieszczoną przez zimę „wrotkę” i rozpocząć sezon.. Tymi słowami rozpoczynał się artykuł „Być motocyklistą i przeżyć kolejny sezon” który na początku roku można było przeczytać na stronie internetowej dolnośląskiej Policji oraz w miesięczniku Dylematy Policyjne. Wydarzenia ostatnich tygodni sprowokowały mnie po raz kolejny do napisania tekstu, dotyczącego kierujących jednośladami.
Od początku bieżącego roku do 29 sierpnia jest 14 ofiar śmiertelnych i 127 rannych wśród motocyklistów. Należy tu też wspomnieć, iż w tym okresie zginęło również 3 pasażerów a 16 zostało rannych w tej kategorii pojazdów. Adekwatnie w tym samym okresie, w roku 2015 na drogach woj. dolnośląskiego zginęło 7 kierujących motocyklami a 122 osoby były ranne. Jeśli chodzi o pasażerów kierujących jednośladów to 1 osoba zginęła a 8 zostało rannych. Można powiedzieć, że dane te stawiają nas w końcówce europejskich statystyk bezpieczeństwa. Policyjne statystyki/dane są nieubłagalne i nie da się ich oszukać.
Na powyższą sytuację, na niechlubne statystyki złożyły się przede wszystkim nasze błędy które niezmiennie od lat popełniamy niestosując się do przepisów ruchu drogowego. Wpływ mają też realia w których żyjemy, infrastruktura techniczna która z roku na rok powoli się poprawia. To także słaby system szkolenia kierowców pojazdów jednośladowych. jak i kierowców samochodów a dokładnie mówiąc, brak w szkoleniu elementów techniki jazdy pojazdami. Do tego wszystkiego możemy „dorzucić” ciągły wzrost sprzedaży pojazdów a także sprzyjający jeździe motocyklem długi a niekiedy nieprzerwany sezon. W przypadku motocyklistów zwracamy na to uwagę, ponieważ piękna pogoda i jazda na motocyklu to dla nas wymarzona kombinacja. Nie jest żadna tajemnicą, że gdy robi się ciepło, słonecznie i sucho, wtedy przyciskamy gaz mocniej. Jedyne dni kiedy nikt nie ginie na polskich drogach to ataki zimy, gdy wszyscy jeżdżą bardzo ostrożnie i powoli. Podkreślić warto że na naszych drogach kierowców zabija nie tylko słabe wyszkolenie, ale też ci, którzy po zdobyciu pierwszych uprawnień bez praktyki „zasiadają za sterami” ciężkich maszyn. Często pojazdy są w opłakanym stanie technicznym, ale szczególnie niebezpieczne dla niektórych z nas jest bezmyślność i zwykła głupota. Z pewnością użytkownicy dwóch kółek powodują mniej wypadków, niż np. kierowcy samochodów ciężarowych. Mimo wszystko mając na uwadze dorywczy charakter używania jednośladów a także wielu akcji społecznych nasz udział w statystykach policyjnych jest ciągle ogromem ludzkiej tragedii.
Przyglądając się naszym zachodnim sąsiadom, w minionych latach rocznie na drogach ginęła podobna liczba uczestników ruchu. Tyle, że Niemcy to kraj terytorialnie większy od Polski, w którym żyje dwukrotnie więcej mieszkańców i zarejestrowanych jest blisko 3 razy więcej pojazdów. Wspomnieć też warto w tym miejscu, iż na wielu niemieckich autostradach nie obowiązuje górny limit prędkości.
Teoretycznie ponad połowa zdarzeń z udziałem motocyklistów nie powstaje z winy motocyklistów. Mówią tak statystyki. Praktyka wskazuje jednak, że w bardzo wielu wypadkach, gdy do wypadku dochodzi z winy kierowcy samochodu, lub czynników zewnętrznych, motocyklista także nie pozostaje bez winy. Przykładem jest wymuszenie pierwszeństwa przejazdu. To oczywiste, że gdyby przed jadący motocykl nie wtargnął kierowca samochodu, nie doszłoby do nieszczęścia. W ilu jednak takich przypadkach prędkość motocykla była zbyt wysoka, nie mówiąc już o tym, że wyższa od dopuszczalnej na danym odcinku drogi? Cytując tu moich kolegów na co dzień pracujących w ogniwach wypadkowych i rozwiązujących wiele zdarzeń drogowych można stwierdzić, że w przypadku większości wypadków z udziałem motocykli, ich kierowcy są winni lub współwinni zdarzeniu.
Na zakończenie chciałbym przypomnieć główne przyczyny zdarzeń drogowych lub – jak kto woli – główne grzechy kierujących motocyklami. Są to: niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze, nieprawidłowe wyprzedzanie, nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu, nie zachowanie bezpiecznej odległości od pojazdu poprzedzającego, nieprawidłowe zachowanie się wobec pieszych.
Podczas przygotowania tego tekstu, jako policjanta ruchu drogowego, a zarazem zwolennika jednośladów, przeraziło mnie że bardzo wiele ofiar ma zaledwie ukończone 18-20 lat. Także łatwość i nieoględność, z jaką motocykliści poruszający się po drodze w Polsce, rozstają się z życiem i zdrowiem. Warto wspomnieć również w tym miejscu, iż w policyjnych notatkach ze zdarzeń często występują informacje typu: „nie posiadający uprawnień do kierowania pojazdem”, „pod wpływem alkoholu” itp.
Reasumując, pamiętajmy, że największy wpływ na nasze bezpieczeństwo ma tak naprawdę nasze zachowanie. To, z jaką prędkością będziemy poruszać się i gdzie, jak będziemy wykonywać manewry, wyprzedzania, zmiany kierunku jazdy i czy zachowamy bezpieczny odstęp od poprzedzających pojazdów. Istotne jest także, czy zachowamy przy tym szczególną ostrożność i zdrowy rozsądek. Nie zapominajmy, iż nie jesteśmy sami na drodze, miejmy do innych kierujących dużo szacunku. Cały czas pamiętajmy, że to my decydujemy o wielu czynnikach w trakcie jazdy.

Tomasz Słuszniak
Zespół Profilaktyki Społecznej Wydziału Ruchu Drogowego KWP Wrocław


Spis treści