Okładka 10/2019 Numer 10(241)/2019

Spis treści:

Bieg z Policją • Uprawnienia funkcjonariusza • Kiedy szczepienia w aptekach? • Polubowny e-sąd • Wsparcie jednostek OSP • Ważna witamina • 100 lat chirurgii we Wrocławiu (1) • Zdarzyło się we Wrocławiu • Kiedy piszesz do sądu... • Pamiętaj o cyberbezpieczeństwie • Wizyta u pierwszoklasistów • Zalety e-dowodu • Kładka i bezpieczeństwo • Maraton, czyli demolka miasta • W okrutnym świecie ludzi • Moje dylematy - Małe małpki i duże problemy • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Do refleksji - Vabank, vabank… • O czyste powietrze • Półdługie światła czyli podróże kształcą • Autem po Europie • Hulaj dusza i... śmierć • Ciągnikiem bez uprawnień • Korki i stracony czas • Wypadki powoduje… UFO • Auto z drugiej ręki • O parkingach, buspasach i potokach • Zmieniać opony • Zatrzymany pirat drogowy • Oficerowie prasowi informują

Uprawnienia funkcjonariusza

Policjant ma prawo do legitymowania osób podczas wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych, dochodzeniowo-śledczych i administracyjno-porządkowych.
Robi to wówczas, gdy niezbędne jest ustalenie ich tożsamości. W szczególności może chodzić o identyfikację osoby wskazanej przez pokrzywdzonych jako sprawcy, albo osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa czy wykroczenia. Innym celem legitymowania może też być ustalenie świadków zdarzenia powodującego naruszenie bezpieczeństwa lub porządku publicznego, poszukiwanie osób zaginionych, ukrywających się przed organami ścigania czy wymiarem sprawiedliwości, a także wykonywanie poleceń sądu, prokuratora, organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego.
Tożsamość osoby legitymowanej ustalana jest na podstawie dowodu osobistego, paszportu, zagranicznego dokumentu tożsamości, bądź innego dokumentu z oznaczonym numerem lub serią, zaopatrzonego w fotografię. Ustalona może też być na podstawie telefonicznego lub osobistego porozumienia się ze wskazaną przez legitymowanego osobą. Równoważne jest także oświadczenie osób trzecich, których tożsamość została wcześniej ustalona w oparciu o jeden z wymienionych dokumentów.
Policjant może ponadto odstąpić od legitymowania wówczas, gdy osoba jest mu znana osobiście. W trakcie legitymowania ustalane jest imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia, adres zamieszkania, imiona rodziców oraz seria i numer dokumentu, będącego podstawą prawną tych danych. Policjant przystępujący do wskazanych czynności obowiązany jest podać swój stopień służbowy, imię i nazwisko, a także przyczynę podjęcia danej czynności. Jeżeli zaś służbę pełni jako funkcjonariusz nieumundurowany, powinien okazać legitymację służbową w taki sposób, aby zainteresowany miał możliwość zapoznać się ze wszystkimi danymi.
Drugim ważnym uprawnieniem policjanta jest kontrola osobista, która jednak w znaczniejszym stopniu niż legitymowanie narusza dobra osobiste, dlatego ogranicza jego dowolność podczas wykonywania tej czynności. Niezbędną przesłanką podjęcia kontroli musi być stwierdzenie zaistnienia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa lub wykroczenia, które policjant ma obowiązek wyjaśnić przed przystąpieniem do czynności.
Kontrolę osobistą powinien ponadto przeprowadzić funkcjonariusz tej samej płci, co osoba kontrolowana, w miejscu niedostępnym dla osób postronnych, zapewniającym poszanowanie jej godności. Wyjątkiem są jedynie okoliczności, stanowiące zagrożenie dla życia, zdrowia ludzkiego lub mienia. Wówczas kontrola może być dokonana niezwłocznie w dowolnych warunkach, również przez policjanta odmiennej płci. Osoba kontrolowana może też, za przyzwoleniem funkcjonariusza sama wskazać osobę do tej czynności.
Do czynności wykonywanych kolejno przez policjanta podczas kontroli osobistej, należy sprawdzenie zawartości odzieży i przedmiotów znajdujących się na ciele osoby kontrolowanej bez odsłaniania jej ubrania, sprawdzenie zawartości podręcznego bagażu i innych posiadanych przez nią przedmiotów, odebranie niebezpiecznych przedmiotów, w tym broni, mogących służyć do popełnienia przestępstwa lub wykroczenia oraz legitymowanie osoby kontrolowanej.
Wszystkie te czynności dokumentowane są szczegółowo przez policjanta w notatniku służbowym, natomiast protokół z przeprowadzonych czynności sporządzany jest wyłącznie na żądanie osoby poddanej kontroli osobistej, która równocześnie może zapewnić sobie także świadków lub samodzielnie dokumentować tok postępowania policjanta.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Do refleksji
Vabank, vabank…

Zaledwie 20-letni wówczas wnuk Aleksandra Fredry, Andrzej, z genami po dziadku, bo poetyzujący, choć z efektem dalekim od dokonań antenata, pisał wierszem w 1879 r.: „Chłop to kradnie, bo chłop głupi./ Inteligent tylko bierze;/ (…) Kraść, to jakoś kozą śmierdzi,/ Kraść po prostu, to nieładnie,/ Zatem mądrze wiek nasz twierdzi:/ Mądry bierze, głupi kradnie.”
Trafna obserwacja? Czy ktoś o kimś powiedział, że ukradł miliony? Milionów się nie kradnie, miliony co najwyżej – odpowiednio, choć łagodniej, do „bierze” – się wyprowadza. Dalekie od potocznej świadomości i elementarnego poczucia sprawiedliwości, nazywającego złodzieja złodziejem, są kwalifikacje prawne przymierzające dokonany czyn do litery przepisu. W tym przypadku nie wynika to wcale z niskiej społecznej kultury prawnej, lecz z pewnego rodzaju autonomii, którą uzyskał świat (i gąszcz) przepisów.
To wcale nie bon mot, choć już pewnie ktoś tak powiedział – świat prawa rządzi się swoimi prawami. Współczesną rzeczywistość gospodarczą, zarówno w wymiarze indywidualnym, obywatelskim, jak i zbiorowym, instytucjonalnym , kształtuje bankowość. Jako wstęp do historyjki opisanej w prasowym reportażu przez Piotra Miączyńskiego, o czym dalej, przyda się parę słów z dziejów bankowości. Montes pietatis – góry pobożności (w tłumaczeniach na język polski są także inne podobne nazwy), tak nazywały się specjalnego rodzaju banki, które powstawały w XV w. w południowej (pierwszy na górze w Perugii, więc może stąd nazwa?) i zachodniej Europie, a udzielały biedocie bezprocentowych pożyczek pod zastaw ruchomości (bo nieruchomości biedy się raczej nie trzymały).
Jak podaje encyklopedysta staropolszczyzny Aleksander Brückner w Polsce, Piotr Skarga w 1584 r. założył dobroczynne Arcybractwo Miłosierdzia (arcybractwa powstawały z połączenia bractw religijnych). Cztery lata później, wzorem poznanych we Włoszech montium, utworzył w Krakowie i Wilnie (potem dopiero w Warszawie) „Komorę Potrzebnych”, ich polski odpowiednik i – jakbyśmy dzisiaj powiedzieli – parabank. Pożyczki traktowane były jako dzieło miłosierdzia, stąd ich bezodsetkowość, a na dodatek każda lichwa pierwotnie uznana była za grzech, natomiast lichwiarz wyklinany z ambon i nie grzebany na cmentarzu.
„Banki pobożności” powstawały też w innych miastach kraju. Wyewoluowały z nich potem lombardy, ale te wbrew początkowym założeniom, żyły już z wysokich procentów. Tak więc tego rodzaju aktywność bankowa miała swój początek w dobroczynności. A jak się potoczyło? Bank udziela kredytu hipotecznego, walutowego, indeksowanego do franka szwajcarskiego, w złotówkach 861 tys., a zabezpieczeniem jest okazała nieruchomość, wyceniana w chwili udzielania kredytu na ok. 3,6 mln zł. Rok później kredytobiorca ginie tragicznie, a po dalszym półroczu członkowie rodziny przejmują spadek. Dwukrotnie wzrósł kurs franka, spadła wysokość wyceny nieruchomości do ok. 2,8 mln zł, raty drakońsko wzrastają do 9-10 tys. zł. Rodzina podejmuje wobec banku kilkunastokrotne desperackie wysiłki, by wyjść z impasu. Bank nie raczy udzielić nawet rady, jakie znaleźć rozwiązanie, bo według – prawdziwej co do meritum, ale udzielonej arogancko – wypowiedzi „nie jest instytucją charytatywną” (czyli tylko ze wspomnianym średniowiecznym wyjątkiem). W ciągu następnych blisko dwóch lat udaje się spłacić niemal 365 tys. zł, ale saldo długu wzrasta do prawie 1,6 mln zł.
Po decyzji spadkobiorców o przekazaniu bankowi nieruchomości na jego odpowiedź trzeba czekać następne 10 miesięcy. Wreszcie po blisko roku od tej decyzji sąd nakazuje wykonanie aktualnej wyceny nieruchomości – jest to niespełna 2,2 mln zł, a wezwanie banku do zapłaty to dokładnie 1.668.885 zł. Ale potem następuje jakaś kolejna dziwna wycena, według której wartość posesji spada do 1.937 tys. zł. W trakcie podpisywania aktu notarialnego okazuje się, że według tego dokumentu wartość nieruchomości to 1.700.716, 50 zł, a wysokość długu to też 1.700.716,50 zł. Remis, dziw nad dziwy. Gościom w bankowych garniturkach udało się wstrząsnąć rachunkiem prawdopodobieństwa. Można jedynie dodać, że w wyniku spłaty kredytu bank otrzymał wcześniej więcej od kwoty pożyczki o prawie 1,2 mln zł. Wracając do nieruchomości – ordynarne oszustwo, przekręt „białokołnierzykowy” (zalegalizowany?), nie jakichś tam łapserdaków nabierających staruszków „na wnuczka” lub „na policjanta”. Vabank, vabank…

Marcin Brzeziński


Spis treści

O parkingach, buspasach i potokach

O parkingach
Jedną z części systemu komunikacyjnego Wrocławia są parkingi typu Park & Ride. Na parkingach tych w całym Wrocławiu jest 1450 miejsc.
Jak wynika z obserwacji nie są one wypełnione, a często zamknięte szlabanem. Myślę, że problem tkwi w czym innym. Należałoby zweryfikować i ocenić rzetelnie zjawisko urbanizacji miasta od roku 2012. To wtedy de facto zaniechano rozbudowy układu komunikacyjnego. Statystycznie buduje się tylko 1 km rocznie ulic na 100 km2 miasta. Stoi to w dużej dysproporcji w zestawieniu z działalnością budowlaną i inwestorską1 w mieszkalnictwie, biurowcach i innych nowych miejscach usług i pracy czy handlu, niemożliwych do zrealizowania bez transportu.
Poważnie o P&R będziemy mogli mówić, jeżeli pojemność tych parkingów na obrzeżach miasta, np. w Leśnicy, będzie miała po około 3000 miejsc, ale nie mniej niż 1000. Można podać praktyczny przykład z Pragi Czeskiej. Ponieważ Pani Monika Kozłowska-Świeconek – Dyrektor Biura Zrównoważonej Mobilności Urzędu Miasta, podaje inne dobre przykłady np. Mediolan; odniosę się właśnie do tego miasta, jak ma zorganizowane parkingi P&R. Byłem tam w roku 2014. Ma ono 3 linie metra i sieć tramwajową i autobusową. Przykładowo, na jednej końcowej stacji jest wielopoziomowy parking na 3000 pojazdów. Kupując jednorazowy bilet, za 3,5 euro, mogę zaparkować samochód na 10 godzin, później po przekroczeniu limitu czasu dopłacam po 1,2 euro za każdą rozpoczętą godzinę. Windą zjeżdżam na poziom metra aby dojechać do centrum, np. Duomo, albo spod tej samej stacji, na ten sam bilet mogę jechać autobusem z możliwością przesiadki na tramwaj. I tak przez cały dzień. Czy podobne rozwiązanie może zainicjować którykolwiek urzędnik z Departamentu Infrastruktury i Transportu?

O buspasach
Przyjrzyjmy się buspasom na ul. Krakowskiej. Mamy tam dwa tramwaje 3 i 5 oraz linie autobusowe 124, 134 i 114. Badania kordonowe (określające ruch w podziale na strefy) w roku 2009 wykazały, że strumień pasażerski na Księże Małe (ul. Opolska) to 8000 pasażerów na dobę uwzględniając tramwaj i autobus. Nawet uwzględniając nowe bloki zbudowane i budowane na ul. Opolskiej i Popielskiego, nie ma widoków na strumień 21 tys. pasażerów. Tym – wytyczając buspasy – chwali się Pani Elżbieta Maciąg, z Departamentu Infrastruktury i Transportu, sprytnie bilansując 100% wypełnienia wszystkich autobusów innych przewoźników, w komunikacji regionalnej i ponadregionalnej, jadących w kierunku obwodnicy wschodniej i Oławy drogą DK 94.
Tymczasem wypełnienie taboru Polbusu, DLA i innych wynosi od 30 do 35%. Jest to około 2585 pasażerów na dobę. Wskazane w tym przypadku byłoby wykorzystanie połączeń kolejowych w istniejącym potencjale torowym, czyniąc ten środek transportu realnym elementem miejskiego transportu publicznego. Wówczas byłyby przydatne tam właśnie nowe stacje P&R. Czy jest wola rozmawiania ze służbami przewozów kolejowych? Dotychczas chyba nie. Tymczasem mieszkańcy osiedli wschodnich, w tym Księża Małego, w 40%, preferują jazdę własnym samochodem. Natomiast 26,7% z nich korzysta z komunikacji MPK.
Wśród czterech głównych postulatów ogółu mieszkańców miasta, na pierwszym miejscu jest dokończenie obwodnicy śródmiejskiej. Zadziwiające jest zaniechanie prac przez władze miasta na tej kluczowej inwestycji! Drugim z postulatów jest usprawnienie komunikacji miejskiej, ale przez rozbudowę systemu, np. tramwaj na Nowy Dwór (właśnie realizowany) czy na Psie Pole – Zgorzelisko, a nie zastępcze buspasy. Biuro Prasowe dodało kuriozalnie do bilansu uzasadniającego ten buspas, potencjał przewozowy autobusów innych przewoźników.

O strumieniach
Największy we Wrocławiu strumień pasażerski na dobę jest na pl. Grunwaldzkim, rzędu 98 tys. Po pl. Społecznym przejeżdża ok. 56 tys. osób, strumień 20 tys. jest na przekroju mostu Zwierzynieckiego, czyli do skończonego urbanistycznie osiedla. Na trasie W-Z mamy 35 do 40 tys. pasażerów na dobę, w zależności od miejsca wymiany pasażerów.
Może jednak osobiście Prezydent Miasta Pan Jacek Sutryk z posiadanym zewnętrznym doradztwem eksperckim, pochyli nad sprawą rzeczywistych potoków pasażerów, skoro Departament Infrastruktury i Transportu nie daje rady. Zaś przystankowa kampania propagowania buspasów (uprzywilejania komunikacji publicznej) w takiej formie antagonizuje mieszkańców.

Ryszard Piasecki
Tomasz Kapłon


Spis treści