Okładka 11/2013 Numer 11(170)/2013


R E K L A M A




Spis treści:

Bezpieczne studiowanie • NIK o szkoleniach służb mundurowych • Sprawdź, by nie żałować • Czy Wrocław jest zagrożony? • Tempo życia a jakość potrzeb • Naucz dziecko uczyć się • Przestępstwa „studenckie” • Jak chronić dzieci przed pedofiliami? • Zdrowa żywność w modzie • Służba konwojowa policji • Daktyloskopia • Jak szybko przyjadą na wezwanie? • Race na stadionie • Wynajem bez lęku • Krajowy Rejestr Karny • Podżegacz w rozumieniu prawa • Zdrowe dziecko • Odpowiedzialność za usiłowanie • Pomysł dobry, wykonanie niebezpieczne • „Poławiacze pereł” w Hali Stulecia • Grają jak nigdy, szkolą jak zawsze • Konkurencja, czyli dokąd płynie ta rzeka? • Silny glina • Z działalności SKPP • Panowie szlachta na biurkach • O czym marzą młodzi Polacy? • Co czwarty okrada pracodawcę • Pieniądze ważniejsze niż stabilne zatrudnienie • Sen nam mózg oczyści • Opony niedzielnych kierowców? • Niech opłacają OC • Damy radę? • Jasne przepisy o światłach • Będzie most... za 5 lat • W Czechach drogówka nie pobłaża • Gdy reflektory słabo świecą • Będzie ostrzej za przekraczanie prędkości? • Piątka do Poznania będzie ekspresowa • Częściowa budowa S3 • Drogówka się zbroi • Oficerowie prasowi informują

Czy Wrocław jest zagrożony?

Przestępstwem z nienawiści jest każde przestępstwo wymierzone w ludzi i ich mienie, w wyniku którego ofiara jest dobierana ze względu na jej faktyczne lub domniemane powiązanie lub udzielenie wsparcia grupie wyróżnianej na podstawie cech charakterystycznych wspólnych dla jej członków, takich jak rasa, narodowość, pochodzenie etniczne, język, kolor skóry, religia, płeć, wiek, niepełnosprawność fizyczna lub psychiczna, orientacja seksualna lub inne podobne cechy. To definicja Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka. Jak z niej wynika, sprawca nie odczuwa niechęci do indywidualnie określonej osoby, ale do jakiejś jej cechy, która charakteryzuje ofiarę jako należącą do wrogiej dla sprawcy grupy.
Wydarzenia ostatnich lat uwidoczniły, że problem mocno już dotyczy naszego kraju. Statystyki wykazały, że do największej liczby przestępstw z nienawiści dochodziło w Białymstoku, Wrocławiu i Krakowie. W zdecydowanej większości dotyczyły znieważeń z powodu przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej i wyznaniowej oraz gróźb naruszenia nietykalności cielesnej i stosowania przemocy. Najbardziej prześladowani byli Żydzi i Romowie. Pomimo dużej wykrywalności przestępstw aż 40 proc. postępowań jest umarzanych. W ubiegłym roku prowadzono 473 postępowania. To zdecydowanie za mało w stosunku do zgłoszonych spraw.
Zapytaliśmy mieszkańców Wrocławia, czy ich zdaniem miasto zagrożone jest przestępstwami z nienawiści.
– Uważam, że jak najbardziej. Jestem oburzony postępowaniem policji, która ma doskonałe rozeznanie w sprawie NOP-owców oraz kiboli. I mimo że prezydent przeznaczył na te działania milion złotych, policja dalej nic w tej sprawie nie robi – mówi 60-letni Andrzej z Krzyków.
– Przypomina mi się zeszłoroczna manifestacja z 11 listopada i atak na skwotersów. Przecież jednego z nich wtedy skatowano, a sprawców do dziś nie postawiono przed sądem! Policja wiedziała, co się będzie dziać, a jednak wezwanie zlekceważyła i przyjechała już po czasie. Jak to możliwe? I dlaczego nikt za to nie został pociągnięty do odpowiedzialności? – oburza się Franciszek Z. z Biskupina, emeryt.
23-letnia Martyna, studentka psychologii, przyznaje, że chociaż uwielbia piłkę nożną, od czasu, gdy zachowania kiboli przybrały na sile, nie chodzi na mecze.
– Po prostu się boję. Zabroniłam też mojemu chłopakowi wybierać się na stadion. Na mecze wybieramy się do pubu albo oglądamy w domu.
– Kiedyś jeździłam ze znajomymi na różne manifestacje, Manifę czy Marsze Wolnych Konopi. Od czasu, gdy jeden z moich kumpli został pobity, zrezygnowałam z tych wypadów. A przykład profesora Baumana? Naprawdę, wstyd mi za moje miasto, za ludzi, którzy sprawują w nim władzę. I to całe hasło „Wrocław miastem spotkań” jest żywą kpiną, którą sprzedajemy turystom – twierdzi 28-letnia Agnieszka.
Wrocławianie są przerażeni skalą przestępstw z nienawiści. Według nich miastem rządzą kibole i narodowcy.
– Nie ma tolerancji dla odmienności, dla różności, niezależnie, czy dotyczy ona koloru skóry, wyznania, orientacji politycznej czy seksualnej. Do czego to doszło, żeby uczelnie musiały odwoływać zaplanowane debaty z naukowcami, bo albo tematyka albo sama osoba występującego może zakłócić porządek publiczny? Przecież cofamy się do 68 roku. Albo jeszcze dalej – do drugiej wojny. A to wszystko dlatego, że faszystowskie grupy czują się bezkarne. Wystarczy poczytać, co piszą na swoich stronach internetowych. A służby zobowiązane do karania za takie treści, a w konsekwencji czyny, nie robią nic – twierdzą mieszkańcy Wrocławia. Co jest charakterystyczne w ich wypowiedziach. Winni są inni: policja, władze. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że wrocławska społeczność pozwala, by takie grupy, jak kibole czy narodowcy, zawłaszczali przestrzeń publiczną. Nikt nie wpadł na pomysł, by stwarzać atmosferę niesprzyjającą dla ich wystąpień, by te wystąpienia wyraźnie potępiać, nie tyko wtedy, gdy o to pyta dziennikarz, ale np. w rodzinnych czy towarzyskich rozmowach, bo kto to są ci kibole i narodowcy, czy to aby nie nasze, wrocławian, dzieci, wnuki, sąsiedzi czy znajomi? Nikt nie wpadł wreszcie na to, by organizować wystąpienia publiczne, które będą odpowiedzią na argumenty wrzasku i pięści.

MW

Spis treści

Z działalności SKPP

• 26 września br. w Komendzie Powiatowej Policji w Trzebnicy odbyło się spotkanie Zarządu SKPP, reprezentowanego przez prezesa inspektora Andrzeja Kląskałę i wiceprezesa inspektora Zbigniewa Jaśkiewicza, z członkami SKPP z terenu powiatu trzebnickiego: komendantem powiatowym policji młodszym inspektorem Markiem Bugajskim i jego poprzednikami, byłymi komendantami powiatowymi z tej jednostki, podinspektorem Edwardem Gnyszką, podinspektorem Zdzisławem Murczkiewiczem, inspektorem Maciejem Kucharskim oraz młodszym inspektorem Januszem Lechem, byłym zastępcą komendanta powiatowego policji w Wołowie, zamieszkałym na terenie powiatu trzebnickiego.
• 4 października br. w Komendzie Rejonowej Policji Warszawa-Wola odbyło się spotkanie przedstawicieli SKPP z byłymi komendantami warszawskich jednostek policji oraz byłą kadrą z Komendy Głównej Policji. Prezes SKPP inspektor Andrzej Kląskała i członek Zarządu SKPP inspektor Jan Strzeliński zaprezentowali genezę, historię, idee i działalność stowarzyszenia. Uczestnicy spotkania wymieniali opinie na temat dyskomfortu psychicznego nękającego byłą kadrę kierowniczą policji, związanego z zerwaniem kontaktu ze służbą. Zaplanowano utworzenie stołecznego oddziału SKPP. Nieformalnym liderem tego projektu został inspektor Jan Strzeliński, były naczelnik Wydziału Prewencji KSP w Warszawie.
• 28 listopada br. o godz. 16 w Domu Klubowym KWP we Wrocławiu przy pl. Muzealnym w ramach spotkań z ciekawymi ludźmi odbędzie się wieczór autorski byłej wrocławskiej senator Marii Berny, promujący kolejny, drugi już po „Wieży radości”, tom wspomnień „Czwarta prawda, wspomnienia nie tylko polityczne”. Tym razem będą to wspomnienia o ludziach i sprawach, oparte o dzienniki z czasów pełnienia mandatu w Senacie III kadencji oraz refleksje z okresu działalności w dolnośląskim sejmiku wojewódzkim i Senacie V kadencji. Wg zapowiedzi autorki duży fragment jej nowej książki poświęcony jest również policji, a właściwie współpracy z jej przedstawicielami, o których autorka będzie opowiadać. Na otwarte spotkanie autorskie zarząd zaprasza wszystkich zainteresowanych.
• Członek SKPP, młodszy inspektor Fryderyk Orepuk, były komendant powiatowy policji w Ząbkowicach Śląskich, obecny prezes Dolnośląskiej Grupy Wojewódzkiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji IPA, 26 października br. na IX Kongresie Sekcji Polskiej IPA w Zamościu został wybrany na kadencję 2013-2016 prezydentem Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji IPA. Gratulujemy i życzymy sukcesów.

Do refleksji • Panowie szlachta na biurkach

Urzędnicza bezduszność, bezmyślność, opieszałość, arogancja – to odsłony tego samego spektaklu, który chwilami funduje nam urzędnicza klasa. Te przywary wyrastają na rozległym polu biurokracji. Temat to ponadczasowy, bo ponad epokami i ustrojami, prawie jak mur chiński, brakuje tylko tego, by było go widać z kosmosu. Nie musimy wcale zerkać na Brukselę jako źródło współczesnej biurokratycznej zadyszki, bo wzory, zapewne przenoszone tradycją, mamy w niechcianym spadku solidne – biurokrację carską, cesarsko-królewską i pruską. Państwo bez urzędniczych przywar to niewątpliwie przyjazne państwo, ale fiasko sejmowej komisji o tej nazwie pokazuje, jak trudno w szerszym kontekście cokolwiek zmienić. Austriacki historyk kultury René Fülöp Miller szukał odpowiedzi na pytanie, skąd wziął się rozgłos „świętego demona” Grigorija Rasputina (obok przypisywanego mu mistycyzmu) wśród szerokich kręgów społeczeństwa rosyjskiego czasów Mikołaja II. Ten nieokrzesany mużyk i zręczny szarlatan, dzięki pozycji na dworze Romanowów, stał się niemal instytucją. Przyjmował niezliczone rzesze petentów, bo potrafił wszystko załatwić, łamiąc obstrukcję carskich czynowników. To dosyć zabawne przywoływać Rasputina jako przykład skuteczności działania. Myślałem już, że nic nie może mnie zadziwić, a tu – proszę – przypadki skuteczności w destrukcji i na dodatek – nie jakieś tam bujanie w obłokach, a dosłownie przyziemne. W wojewódzkim mieście urzędnik decyduje o zerwaniu asfaltowej drogi i przywróceniu jej do tzw. pierwotnego stanu, ergo – siermiężnego, drogi wprawdzie wyasfaltowanej do celów zakończonej nieopodal inwestycji, ale istniejącej już jako określone dobro dla ludzi i pojazdów. Decyzja uzasadniona jest – a jakże – ekonomicznie, także nie bez nuty wizjonerstwa, gdyż tym mianowicie, że administracji nie stać na przyszłościowe koszty renowacji asfaltu. Jaki pan, taki stan. Mamy więc do czynienia z niegospodarnością spowodowaną względami gospodarności lub też z gospodarnością dzięki niegospodarności. Uff, w tym miejscu się zapowietrzam, bo aż takich niuansów ustawa nie przewiduje. W innym mieście w Polsce równie ważny urzędnik, bo decyzyjny, każe rozebrać istniejącą i służącą mieszkańcom kilkanaście lat drogę, bo nie ma jej w planach, czyli zostaje uznana za samowolę budowlaną. Koszty rozbiórki i budowy nowej, oczywiście już zgodnie ze wszystkimi kwitami, to powiedzmy ok. 100 tys. zł, niestety nie z kieszeni tego pana, którego żadna krzywda nie spotka, bo głupota nie jest karana z kodeksu karnego. Reakcją na takie i podobne decyzje panów szlachty na biurkach są protesty, komitety, petycje, dreptanie na zebrach, czasem skuteczne, czasem nie, czyli czasem kasa zostaje uratowana bądź sensownie spożytkowana, a czasem, odwołując się do drogowych przykładów, wywalona w błoto. Może jest to metoda na realizację Polski obywatelskiej: idiotycznymi urzędniczymi decyzjami mobilizować obywateli do jednoczenia się i współdziałania w grupie?

Marcin Brzeziński

Spis treści

Opony niedzielnych kierowców?

Jak co roku o tej porze mówi się o zmianie opon letnich na zimowe. To oczywiste. Od wielu już lat coraz częściej jednak mówi się też o oponach całorocznych. Nie zawsze stosowanie opon całorocznych zimą jest dobrym rozwiązaniem. Wszystko zależy od kierowcy.
Jeśli roczne przebiegi jego samochodu są niższe niż 5-6 tys. kilometrów, jeśli porusza się głównie w warunkach miejskich oraz preferuje zachowawczy styl jazdy, to wówczas opony całoroczne są bardzo dobrym rozwiązaniem. Dobre opony całoroczne jednak są droższe od zimowych czy letnich. Mimo wszystko inwestycja zwraca się z czasem. Tak więc używanie opon całorocznych oszczędza czas i pieniądze związane z koniecznością sezonowej wymiany oraz wizytami w serwisie. Nie należy jednak zapominać o regularnym wyważaniu kół.
Trzeba też pamiętać, że opony całoroczne są hybrydą godzącą zalety opon letnich i zimowych. Dzięki zastosowaniu w jednej oponie rozwiązań charakterystycznych dla tych obu typów uzyskano produkt, który można użytkować przez cały rok. Opony uniwersalne powstały na bazie kompromisów, gdyż nie istnieje sposób, by jednocześnie uzyskać najwyższe parametry, charakterystyczne dla opon letnich i zimowych. Mówiąc w dużym skrócie, mieszanka gumowa opony zimowej musi być elastyczna, aby zapewnić przyczepność w niskich temperaturach, a bieżnik pokryty gęstą siecią lameli, ułatwiających jazdę po śniegu. Z kolei opona letnia powinna dobrze odprowadzać wodę i pracować optymalnie na suchej nawierzchni w upalne dni. Ogumienie całoroczne ma mniej lameli i jest wykonane z twardszej mieszanki, co pogarsza jego osiągi zimowe. Gęste lamele są wiec nieprzydatne latem, a kompromisowa mieszanka nie jest dobrze przystosowana do pracy w wysokich temperaturach. Pogarsza to przyczepność i przyspiesza zużycie.
Sformułowanie, że opony całoroczne nadają się najlepiej dla niedzielnych kierowców jest jak najbardziej zasadne. Natomiast zwolenników opon całorocznych z pewnością nie znajdziemy w grupie kierowców zawodowych, którzy czy to w mieście, czy na trasie robią w miesiącu po kilka tysięcy kilometrów.

RwR

Spis treści