Okładka 12/2015 Numer 12(195)/2015


R E K L A M A




Spis treści:

Służba i sport • Zdrowe święta • Sięgaj po spadek • Wolne dni • Kryminalni • Walka z handlem ludźmi • Przeciw dopalaczom • Dobra współpraca • Elitarna jednostka • Oszuści i złodzieje • Po co nam straż miejska? • Za drogie parkingi • Wrocław szlabanami stoi? • Tylko rowery • Podwodny świat • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Do refleksji - O nadpobudliwości • Świąteczne wonie i klimaty • Życie w naszych rękach • Parking za darmo • Oficerowie prasowi informują

Walka z handlem ludźmi

Handel ludźmi, jak wskazują dane Organizacji Narodów Zjednoczonych, dotyczy już obecnie każdego regionu świata. Jest jednym z najbardziej dochodowych, dynamicznie rozwijających się przestępstw. Stanowi on współczesną formę niewolnictwa, naruszającego prawa i godność człowieka. Ofiary, zarówno dorośli, jak i dzieci, narażone są na stosowanie wobec nich przemocy fizycznej w postaci zastraszenia, gróźb, bicia, przymusu, gwałcenia, oszustwa, uprowadzenia, czy nadużycia władzy. Zmuszane są do prostytucji, zawierania małżeństw bez własnej woli, żebractwa, handlu organami, a także do popełniania innych przestępstw.
W Polsce zjawisko handlu ludźmi nasiliło się na początku lat 90-tych XX wieku. Nie jest ona już tylko krajem pochodzenia ofiar, ale również krajem tranzytowym z Europy Wschodniej do Europy Zachodniej, oraz krajem docelowym dla ofiar, wykorzystywanych do prostytucji i pracy przymusowej. Dlatego w tym roku, już po raz dziewiąty, 18 października br. obchodzony był Europejski Dzień Walki z Handlem Ludźmi, zorganizowany pod auspicjami Unii Europejskiej. Policyjne obchody tego dnia, powierzone zostały szkołom Policji w Katowicach, Legionowie, Pile, Słupsku i Wyższej Szkole Policji w Szczytnie.
Tegoroczne obchody IX Europejskiego Dnia Walki z Handlem Ludźmi, zbiegły się także z działaniami prewencyjnymi Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. W projekcie pod nazwą „Twoje bezpieczeństwo – nasza sprawa, praca w Holandii”, Komenda nawiązała partnerską współpracę z policją holenderską. Kontakt ten umożliwił zorganizowanie dwóch spotkań: jednego – z przedstawicielką Biura Współpracy Międzynarodowej Policji Garnizonu Oost Nederland oraz drugiego – z przedstawicielką holenderskiej organizacji pozarządowej Fair Work. Gospodarzami była młodzież z Liceum Ogólnokształcącego nr 1 we Wrocławiu oraz nowootwarty Komisariat Policji Wrocław-Krzyki. Obydwa spotkania wpisały się w Krajowy Plan Działań przeciwko handlowi ludźmi na lata 2013-2015. Umożliwia on poznanie całej złożoności zjawiska, a także tworzy strategię zapobiegania i zwalczania tego przestępczego procederu.
Komenda Główna Policji, chcąc upowszechnić i napiętnować problem handlu ludźmi, umożliwiła kontakt z Wydziałem do Walki z Handlem Ludźmi, Biura Służby Kryminalnej. Jest to skrzynka e-mailowa oraz telefon zaufania, który służy do przekazywania informacji o zdarzeniach, wyczerpująych znamiona tego przestępstwa. Otrzymywane informacje są dokładnie weryfikowane przez policjantów i przekazywane do jednostek terenowych i partnerów zagranicznych. W zwalczanie handlu ludźmi, zaangażowana jest ponadto Fundacja przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu „La Strada”, Fundacja Dzieci Niczyje, Centrum Poszukiwań Ludzi „Itaka” oraz ogólnopolska sieć organizacji pozarządowych.

Sara Stanisz-Skrzypulec



Spis treści

Do refleksji – O nadpobudliwości

Może ADHD, zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi, może choroba afektywna dwubiegunowa… Jako laik buszuję po potocznej wiedzy medycznej próbując znaleźć odpowiedniki dla bezczynności i okresowej nadaktywności organów państwa. Nie będę już powracał do czasów PRL-u i zrównanych z ziemią wrocławskich Młynów św. Klary, bo prikazy szły wtedy z domów matki-partii. Czasy współczesne wystarczająco obfitują w przykłady indolencji konserwatorów zabytków. Dowiadują się w trakcie rozwalania obiektu, próbują jakoś ingerować, ale są całkowicie ignorowani. Nerwówka, wpisane czy nie, do rejestru zabytków, jeśli nie – uff! – ulga, można wciskać opinii publicznej, że nic się nie stało. Alleluja i do przodu! Znikają – tu stary fort, tam stara wozownia, już nie wspomnę o zabytkach architektury przemysłowej. Znikają, bo jakiś matoł z kasą, zwany inwestorem, czuje nieprzepartą potrzebę pozostawienia po sobie śladu na ziemi i w portfelu. I nagle – błysk nadpobudliwości! Lecz nie wobec kolejnej rozbiórki. Konserwator zabytków zawiadomił prokuraturę, że panowie, którzy zgłosili odkrycie „złotego pociągu” (używam tej na wyrost, ale upowszechnionej nazwy) prowadzili badania georadarowe bez wymaganego zezwolenia, co jest wykroczeniem. Brawo, tytuł prawny – jest, ale – czyżby? Co ze – znikomą choćby – szkodliwością społeczną? To jest jawna antynomia. Zinstytucjonalizowane poszukiwanie poniemieckich „skarbów” stoi w Polsce od zawsze jak woda w stawie. Znam to – poszukiwacze może zadeptali trochę chwastów, poparzyli się pokrzywami i pokłuli o krzaczki, ale dzięki temu coś się „w temacie” ruszyło. Mniemam, że w urzędzie konserwatora nie mają nic do roboty, jeśli do wałbrzyskiej zagadki podeszli – za przeproszeniem – od czterech liter strony, angażując się i absorbując organy ścigania w bzdurny margines sprawy. Cofnijmy się o lat kilkanaście do innego wydarzenia. Marzec roku 2003, podwarszawska Magdalenka, bitwa policji z dwoma bandytami, dwóch zabitych antyterrorystów, wielu rannych, jatka głównie z powodu bandyckiej miny-pułapki. Nie ukrywam, że jestem emocjonalnie zaangażowany w to, co się wtedy działo. Tak się bowiem złożyło, że jeszcze przed Magdalenką wrocławskie CBŚ posiadało bogate dossier zawodowego zabójcy Białorusina Igora Pikusa i tą głęboką wiedzą dzieliliśmy się ze stołecznymi kolegami. Nie ujawniam żadnej tajemnicy, bo można to wyczytać nawet w notce w Wikipedii, choć nie do końca rzetelnej co do oceny wydarzenia. Po wtóre – na ławie oskarżonych zasiedli moi koledzy z tej samej formacji, wybitni, cała trójka z krwi i kości policjanci, a w tym druh jeszcze z początków istnienia pezetów, tzn. struktur do walki z przestępczością zorganizowaną, naczelnik w Warszawie, a później wicekomendant stołeczny. Na ławie oskarżonych, bo trojgu nadzorującym funkcjonariuszom przypisano wydumane za biurkami dęte zarzuty, obalane w każdym z trzech – kończonych wyrokami – procesów, które toczyły się w ciągu 13 lat. W trakcie procesów nawet biegli zmieniali swoje opinie. Uniewinnienia i następna hucpa prokuratury! Nadaktywność po to, by ujaić gliniarzy i by „moje było na wierzchu” oraz – żadnej refleksji, nic! Sąd potwierdzał, że precedensowa akcja przygotowana była optymalnie, a niektórych zdarzeń nie można było przewidzieć. 13 lat! – i nikt ani nic nie jest w stanie przerwać tego obertasa. Prasa pisała wręcz o tym reality show prokuratorsko-procesowym, że to destrukcyjna opieszałość, która łamie życie ludzi zmuszonych do egzystencji w zawieszeniu ponad dekadę. Powiem więc, co o prokuraturze myślę. Współpracowałem w przeszłości z wieloma znakomitymi prokuratorskimi fachmanami, ze starej jeszcze szkoły, której można dziś przypinać nawet różne polityczne łatki, ale to nie może zmienić mojej oceny. Po transformacji byłem zwolennikiem niezależności prokuratury. Dzisiaj ze smutkiem przyznaję, że się gruntownie pomyliłem. Przypadki beztroskich wykładni prawa, poczucia całkowitej bezkarności, zwykłego niechlujstwa, niedbalstwa, nieudolności i widzimisizmu, braku odpowiedzialności za wizerunek państwa – to wszystko dyskwalifikuje niezależność w ćwiczonej dotąd postaci. Szkody społeczne niech sobie policzy każdy obserwator życia publicznego, a więc i przypadków nadpobudliwości lub bezruchu prokuratury. Czy można choćby cieszyć się z triumfu prawdy w sprawie „magdalenkowej”? Można byłoby, gdyby nie erozja zaufania do organów państwa i jego przedstawicieli burzących życie niewinnym. Syn Sulejmana Wspaniałego, książę Mustafa mówi w jednym z odcinków telewizyjnego przeboju „Wspaniałe stulecie”: „To niebezpieczne, jeśli lud zwątpi w wymiar sprawiedliwości”. To mądrość nie tylko historyczna i nie tylko osmańska, może się przydać także giaurom. Wesołych Świąt.

Marcin Brzeziński



Spis treści

Życie w naszych rękach

Za chwilę zacznie się prawdziwa zima. Okres ten niejednemu kierowcy spędza sen z powiek. Opady śniegu, błoto pośniegowe, pojawiające się w chwili wzrostu temperatur, nisko świecące i oślepiające słońce, są jednymi z wielu czynników, które wpływają na bezpieczeństwo na drogach w okresie zimowym. Oblodzona nawierzchnia drogi, powoduje często zmniejszenie przyczepności kół naszych pojazdów. To w połączeniu z jazdą z nadmierną prędkością, może doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Z pewnością bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu, a co za tym idzie, nasze zdrowie i życie leży w naszych rękach.
Dziś chcemy przypomnieć kilka rad i zasad poruszania się pojazdem w tym ciężkim dla niektórych kierowców okresie. W Polsce jest jeszcze jak na lekarstwo szkół, ośrodków oraz akademii doskonalących technikę jazdy samochodem. Warto więc przypomnieć wskazówki, jakie z pewnością przydadzą się nam w czasie podróżowania . Pozwolą one uniknąć groźnych a niekiedy nieodwracalnych sytuacji, z jakimi spotykamy się na drogach. Może zacznijmy od najważniejszej sprawy, a dokładnie mówiąc od naszego miejsca za kierownicą. W fotelu staramy się „usadowić” w ten sposób, aby nasz środek ciężkości, znalazł się w miarę możliwości jak najniżej, jednocześnie z zachowaniem odpowiedniego pola widzenia. Prawidłowe i umiejętne kierowanie samochodem, wymaga aby ten pojazd dobrze „czuć”. Bez należytego usytuowania się za kierownicą, nie ma szans na dobre prowadzenie.
Ważne jest tu przede wszystkim prawidłowego przetwarzania otrzymywanych wszelkich informacji, mówiących nam, co dzieje się z pojazdem na jego przedniej i tylnej osi. To, co dzieje się z tyłu pojazdu, kierowca jest w stanie „odczytać” za pośrednictwem pleców, jeżeli te oczywiście będą przylegać do oparcia fotela. Lędźwie staranie wpasowane w siedzenie, dostarczą dodatkowych wiadomości. Najlepszym przykładem tutaj, będą wszak nieprzypadkowo używane przez kierowców aut rajdowych, fotele kubełkowe. Sygnały i informację, jakie otrzymujemy z przodu pojazdu, docierają do nas za pośrednictwem układu kierowniczego. Mamy z nim kontakt poprzez koło kierownicy, ale o tym nieco później. Siedząc już, potocznie mówiąc, za „kółkiem”, musimy ustawić dwa zasadnicze wymiary. Pierwszy krok to odległość naszego fotela od pedałów. Stawiając lewą nogę na pedale sprzęgła, wciskamy go do oporu. W tym położeniu, noga powinna być lekko ugięta w kolanie. Poprawia to lepsze wyczucie sprzęgła, a w razie zderzenia, kiedy to odruchowo zaprzemy się ugiętą nogą, uchronimy od poważniejszych urazów naszego stawu biodrowego i kolanowego. Odległość fotela od kierownicy, regulujemy po dokładnym oparciu naszych pleców, chwytając za pomocą lekko ugiętej ręki, najbardziej oddalony punkt na kole. Najczęściej będzie to godz. 12. Chodzi o to, aby kręcić kierownicą i mieć dostęp do wszelakich urządzeń, znajdujących się w jej obrębie. Przy tym robić to swobodnie i bez odrywania pleców a także z odpowiednią do tego siłą. Błędem jest umiejscowienie się zbyt blisko koła kierownicy, jak i w znacznej od niej odległości. Pamiętajmy przy tej okazji o prawidłowym ustawieniu zagłówka aby spełniał swoją rolę w czasie jazdy. Zdecydowana większość nowych pojazdów, wyposażona jest w poduszki powietrzne. Trzeba więc tu podkreślić , iż spełniają swoją funkcje jedynie z zapiętymi pasami bezpieczeństwa i to takimi które maja napinacze pirotechniczne.
Zabezpieczenie się pasami jest niezbędne, nawet w czasie krótkiej jazdy, z niewielką prędkością. Może się zdarzyć, iż kierując naszym autem uderzymy w pojazd poprzedzający, co spowoduje „zdetonowanie” poduszki. Ta – jak wiadomo – wybucha z ogromną siłą. Uderzenie to jest groźne i może nieść ze sobą poważne konsekwencję. Przekonałem się o tym parę lat wcześniej, w trakcie zabezpieczenia zdarzenia na autostradzie A4, podczas którego pasażerka doznała złamania nosa. Niewątpliwie najważniejszym urządzeniem w naszym pojeździe jest sama kierownica i to, jak nią operujemy. Na pozór wydaje się, że jeżeli jedziemy na wprost, to nie ma dla nas znaczenia sposób jej trzymania. Wynikiem tego poglądu jest m.in. niedbałe pozostawienie na niej jednej ręki i to w dowolnym miejscu. Z pewnością niejednokrotnie każdy z nas widział takich kierujących w opisany sposób prowadzących auto.
Wspominaliśmy już iż, za pośrednictwem kierownicy i rąk, umieszczonych na niej w sposób prawidłowy, otrzymujemy bardzo ważne sygnały. Dlatego też, należy trzymać kierownicę obiema rękami nawet w trakcie jazdy, bez planowanej zmiany kierunku. Dłonie powinny spoczywać, używając oznaczeń zegarowych, odpowiednio na godzinie dziewiątej (lewa ręka) oraz trzeciej (prawa ręką). Godziny te, wyznaczają oś poziomą kierownicy, a tym samym nasze ręce umieszczone są najdalej od siebie. W takim przypadku dostajemy wszystkie informacje i wiemy, co dzieje się z kołami naszego samochodu. Ułożenie rąk w inny sposób zaburza nasze „czytanie”, czyli odbiór tych bodźców. Po drugie, najłatwiej jest nam wówczas wykonać skręt, w jedną i w drugą stronę a następnie wrócić do pozycji wyjściowej. Przy takim uchwycie kierownicy, po wyprostowaniu palców możemy dotrzeć do znajdujących się w naszym zasięgu przełączników i dźwigni. Pamiętajmy, że kierowca musi mieć swobodę swoich ruchów.
Należy tu wspomnieć, iż w okresie zimowym, ubranie nie może nas w jakikolwiek sposób ograniczać. Dlatego też, to w jakich butach prowadzimy pojazd, ma wpływ na szybkość z jaką wciskamy pedał hamulca. Jazda w zimowej, często ze względu na mrozy, puchowej kurtce, wymaga prawidłowego zapięcia pasów bezpieczeństwa. Pas musi przylegać do ciała, gdyż w innym wypadku w razie uczestniczenia w zdarzeniu drogowym, od razu będzie „pochłaniał” energię zderzenia. Ponadto nie będziemy mieć całkowitej pewności przy pozostawieniu luzu, iż pas trafi w miednice, a nie na przykład na wysokość brzucha miażdżąc nam narządy wewnętrzne. W rękawiczkach możemy prowadzić, pod warunkiem, iż są do tego przeznaczone. W innym wypadku, mogą się nam ślizgać. Jazda w czapce i szaliku może ograniczyć nam potrzebny widok w trakcie wykonywania podstawowych manewrów jakim jest chociażby zmiana pasa ruchu.
Kolejnym ważnym tematem to opony zimowe, kiedy je zmieniać i czy w ogóle jest taka potrzeba. Postaram się przybliżyć ten temat. Zimowe warunki wymagają od nas nie tylko większej wyobraźni i refleksu na drodze, ale także specjalnego przygotowania naszego pojazdu do tego okresu. Jednym ze standardowych zabiegów, przygotowujących do niższych temperatur, jest zmiana opon z letnich na zimowe. W momencie, gdy średnia dobowa temperatura spada poniżej 7 stopni Celsjusza, wszyscy powinni poważnie zastanowić się nad zmianą opon na zimowe. Po pierwsze, opony zimowe i letnie różnią się od siebie materiałami z których zostały wykonane. Opona zimowa w temperaturach poniżej 7 stopni Celsjusza nie twardnieje i zachowuje elastyczność. Dzięki temu lepiej przylega do podłoża. Spowodowane jest to poprzez wysoką zawartość krzemionki. „Zimówki” są stworzone ze specjalnej mieszanki gumowej, która dobrze radzi sobie, nawet podczas wyjątkowo mroźnej pogody. Pamiętajmy, iż opona miękka, zapewnia wysoką przyczepność i trakcję, opona stwardniała nie zapewnia niczego, poza niekontrolowanym poślizgiem. Opony letnie i zimowe różnią się od siebie nie tylko składami mieszanek, ale także wzorami bieżników. Zimowe opony mają szersze rowki centralne i kilkakrotnie więcej poprzecznych nacięć bieżnika, czyli tzw. lameli. Inna budowa, ma na celu szybsze i skuteczniejsze odprowadzanie wody i błota pośniegowego oraz zapewnienie lepszej przyczepności na śniegu. Bieżnik opon zimowych jest bardziej ponacinany, w stosunku do bieżnika opon letnich. Nie da się ukryć, że opony zimowe, zwiększają bezpieczeństwo podczas jazdy w zimowych warunkach. Objawia się to zwłaszcza w skróconej drodze hamowania, niż hamowanie w tym samych warunkach jadąc na oponach letnich. Specjalna rzeźba opon, zdecydowanie wpływa na kierowanie pojazdem, czy choćby hamowanie. Jeśli bieżnik jest mocno zużyty, to opona nie trzyma się dobrze nawierzchni, pokrytej śniegiem lub lodem.
Pamiętajmy, iż nie jesteśmy sami na drodze, miejmy dla innych kierujących dużo szacunku oraz pamiętajmy, że to my decydujemy o wielu czynnikach w trakcie jazdy. Jako policjant „drogówki” i instruktor doskonalenia techniki jazdy samochodem, przypomnę na koniec słowa, często cytowane przeze mnie na wszelkich kursach i szkoleniach z techniki jazdy samochodem. Brzmią one następująco: to nie pojazd wpada w poślizg i traci panowanie, a jedynie kierująca nim osoba.

Asp. sztab. Tomasz Słuszniak
WRD KWP we Wrocławiu

Spis treści