Okładka 12/2018 Numer 12(231)/2018

Spis treści:

Psia służba czyli ballada o Philipie Marlowe • (Nie)bezpieczne zabawki • Służyć innym • Jest porozumienie • Zachować tradycję • Ćwiczenia służb ratunkowych • Zdarzyło się we Wrocławiu • Minęły dwa lata • Nie kradnij! • Bezpieczna choinka • To nie ZUS! • Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej • Płoną góry • Odporność na odrę • Szukaj pomocy • Cholesterol Polaków • Do refleksji - Masło maślane • Moje dylematy - ...na koniec roku • Zimowe czy całosezonowe? • Sprawdzaj cały rok • Szkolić, ale po co? (3) • Uważaj zimą • (Nie)bezpieczna autostrada

Psia służba czyli ballada o Philipie Marlowe

„Bezpański”, z podtytułem „Ballada o byłym gliniarzu”, to tytuł wydanej przez oficynę Marginesy, a spisanej przez Jakuba Ćwieka, opowieści o służbie wrocławskiego policjanta pionu kryminalnego Adama Bigaja, dziś podinspektora w stanie spoczynku, pracującego w Komendach Wrocław-Fabryczna i Wrocław-Stare Miasto oraz w komisariacie na Rakowcu, według reklamowego zadęcia na okładce książki prawie świadka epoki – „człowieka, który przeżył więcej, niż Philip Marlowe”.
Początkowo nie chciałem w ogóle zajmować się tą pozycją: ech, strata czasu. Potem pomyślałem, że mógłbym ją zrecenzować. Wyszło jednak na to, że pan Bigaj był tak uprzejmy (lub nie), iż raczył uczynić mnie w swoim tekście stroną, co z natury czyni mnie stronniczym. Rozważałem jeszcze felieton, ze względu na pewien luz formalny takiego tekstu odpowiadający nastrojom „ballady”, ale starałbym się wówczas o jakąś myśl przewodnią, a nie wiem, jaką tu parabolą wyrazić ewentualne przesłanie: nie chlać, a przynajmniej ograniczyć ochlajstwo i ochlapusostwo. Bo szczególnie w pierwszej części książki motywem najlepiej ludzi integrującym i najczęściej się przewijającym w antraktach służby jest wóda.
Zawsze ze zrozumieniem podchodziłem do tego, że służba, w której człowiek styka się z brudami i sam wychodzi z niej jakby ubrudzony, wymaga odreagowywania. Ale – bez przesady. Nasycenie wódą u (wcześniej) milicjantów i (później) policjantów osłabia gorzką wymowę prologu i epilogu, przepełnionego żalami na wymuszone odejście z policji, mające charakter pomilicyjnej czystki. Czytelnik-cywil skwituje: o jednego milicyjnego pijusa mniej. Elementem swoistej gry uwodzenia czytelnika jest literacki kształt książki. Niewątpliwie to zasługa wiodącego w pisarskim tangu Jakuba Ćwieka. Przyznaję, że literacko dobrze napisane, potoczysty język, wartkie dialogi, barwne porównania. Do tego – sporo języka knajackiego, jako środka mającego urealniać sytuacje oraz – jeden na drugim i za drugim – wulgaryzmy.
Święty nie jestem, ale co za dużo, to niezdrowo, nawet języka niby martwego. O jego używaniu przez gliniarzy decyduje zawsze splot czynników: przeniesiony ze świata natury mimetyzm (lub mimikra), czyli upodabnianie się do środowiska; konieczność porozumiewania się z tzw. elementem językiem dla niego zrozumiałym; jakieś echa syndromu sztokholmskiego; potrzeba odreagowania i alkoholowe antidotum na problemy życia pozasłużbowego; chęć pokazania, że jest się twardym gliną, swojakiem dla wszystkich, a nie hamletyzującym gamoniem. Nawet nie podejrzewam, jestem pewien, że w kwestii wódy i łaciny stosowanej dominujący jest składnik ostatni. Cytuję: „Mówiło się nawet, że kryminalny powinien się stawiać do roboty wykąpany, ogolony i pachnący, lekko trącący alkoholem” – ot, taki „psi” szpan. Do kompletu zagadką psychologiczną (co do źródła tych urazów – z niedoceniania?) jest przewijający się obsesyjnie przez cały tom motyw „kradzieży” sprawy, sukcesu, premii i braku pomocy ze strony jednostki nadrzędnej.
Mimo że takie zabiegi, jako pójście na łatwiznę, przypisywano nawet czasem, wbrew prawdzie, kierowanym przeze mnie strukturom, sam nie byłem nigdy entuzjastą przejmowania spraw. Przejmuje się wówczas także, czasem nieuniknione wcześniej, błędy, stwarzające luki trudne do zaklajstrowania lub niemożliwe do odrobienia. Tu jednak muszę bronić tej operacji jako formalnie legalnej z racji służbowego podporządkowania i strukturalnej hierarchii, ale przede wszystkim z powodu możliwości kierunkowej specjalizacji i przygotowania w jednostce wyższego stopnia.
Ofiarami poczucia krzywdy pana Bigaja padają na przykład „Benek, Karol i Wiesław” (o dziwo, autorowi zaginął gdzieś czwarty – dziś wysoki oficer w stanie spoczynku), zidentyfikowani policjanci wojewódzkiego Wydziału Kryminalnego, gliniarze o niekwestionowanej renomie, z gatunku tych „prawdziwych”, określeni nawet jako „wyjadacze”, występujący na kartach książki jako zachowujący się wzorowo obserwatorzy miejsca zabójstwa, bo nie wcinający się w podstawowe czynności działającej tam dzielnicowej ekipy. Opisani wymownie jako ”złodzieje sprawy” lub co najmniej leniwi (bo szwendają się po miejscu zdarzenia) i niemi świadkowie „kradzieży”.
Ówczesny całkowity nowicjusz w fachu, dzisiaj autor tych impresji, ni stąd, ni zowąd, rzuca cienie na nieposzlakowane opinie o osobach już nieobecnych w czynnej służbie, z którymi bezpośrednio wcale nie pracował. „Wiesław” to Wiesław P., nieobecny także w życiu, bo nieżyjący, a zatem bezbronny, mój późniejszy podwładny, lubiany i szanowany, o nieskazitelnym zawodowym życiorysie i znajomości na wylot przestępczego światka. Przywołanie jego postaci, w wątpliwym kontekście, wątpliwym także wobec pozostałych, to już świństwo.
W drugiej części książki narrator, dotychczasowy Philip Marlowe, a może Sherlock Holmes dla ubogich (bo tak oceniają dawni znajomi) – obok swych obowiązków ścigania przestępczości pospolitej – przedzierzga się w kieszonkowego Agenta 007, wymądrza się na temat przestępczości zorganizowanej i znajduje dojście do ucha komendanta wojewódzkiego z rewelacjami o przestępczym podziemiu. Tak się składało, że gen. Jerzy Bielicki dawał mi także te doniesienia operacyjne do czytania, opinii i oceny, ale poza aspektami ogólnoinformacyjnymi oraz przecenianiem wagi i wiarygodności źródła informacji nic więcej nie znajdowałem, i nic na to nie poradzę.
Agent 007 usprawiedliwia brak dalszych efektów zdradą i przeciekami odkrytymi w jednostce wyższej. Na początku 1994 roku organizowałem od zera, a później szefowałem, scentralizowanej przez Warszawę, a jeśli chodzi o działanie w terenie w pełni autonomicznej, dolnośląsko-opolskiej strukturze do walki z przestępczością zorganizowaną. Wtedy to przy udziale mojego zastępcy odbyła się próba „werbunku” i opisana w książce rozmowa z jego byłym podwładnym panem Bigajem. Nie będę prostował tego, co powiedzieliśmy, rozmówca odebrał to tak, jak jemu się widziało i podobało, pal licho, ale ważniejsza jest konkluzja: nie wykorzystał swoich pięciu minut i oblał test z szybkiego podejmowania decyzji.
W książce czytamy: „…cała ta elitarna jednostka została ostatecznie zmontowana z tak dziwnych osobników, policjantów bez doświadczenia, osiągnięć czy choćby jednej przygotowanej realizacji, że aż się człowiek wstydził, kogo wystawiamy przeciwko zorganizowanym gangsterskim strukturom. Niejednokrotnie małe sekcje z komend podstawowych miały o wiele znaczniejsze osiągnięcia w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej niż specjalnie do tego utworzony wydział, do którego o mało nie trafiłem”. Uff, do sądu nie pójdę, choć przydałoby się, bo opluskwiani są moi ludzie i ich trud, ale rękę podaję tylko dżentelmenom i jest mi nieswojo w mętnym towarzystwie, jeśli się zdarzy w korpusie oficerskim.
Co to jest, jakieś kompleksy? Odwet za to, że więcej nie zawracałem sobie głowy czyimiś rozterkami, bo miałem na niej poważniejsze rzeczy? To plwociny, co słowo to paszkwilanctwo i łgarstwa, wypowiada się ktoś, kto nie ma do tego kompetencji. Panu Bigajowi nie mam zamiaru się tłumaczyć, ale powiem czytającym te słowa, choć laurki mi już niepotrzebne. Jakoś tak dziwnie się stało, że w ciągu tamtejszych paru lat – przez „pezet” i przy wsparciu i udziale dochodzeniowo-śledczym Komendy Wojewódzkiej oraz „pezetowskiego” ogniwa prokuratury – zostali połapani i poszli siedzieć ważniejsi lokalni bossowie i gangusy (czyli gangsterzy według książkowego żargonu), w tym określani jako rezydenci „pruszkowów”.
Kluczowe są twarde dowody, a nie gawędziarstwo. Powyrastali potem nowi, ale to już inna melodia. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych Komendant Główny Policji gen. Jerzy Stańczyk w wywiadzie we „Wprost” przyznał wrocławskiemu „pezetowi” pierwszeństwo w ujawnieniu i realizacji spraw z zakresu tematów dotąd w kraju nietkniętych. Nie mam ochoty zajmować się pozostałymi przejawami aktywności w „psiej służbie” tego pana („ten pan” – tak od początku właśnie powinienem pisać). Trzeba wyjaśnić, że „psia służba” to określenie z książki, a tytułowy „bezpański” (wiadomo co) to forma użalania się nad losem (wiadomo czego). To, co ten pan, pan – jak sam o sobie mówi – „pies” zaprezentował w stosunku do mojej formacji, narzuca daleko posuniętą rezerwę wobec wszystkich innych ocen, które towarzyszom służby i miejscom ich służby szczodrze rozdaje. Na dziś wystarczy i wystarczy do zadowolenia, że tylko raz zetknęliśmy się, i – szlus! Może mam dziękować, że zauważono tylko moją „idiotyczną minę”, a nie obdarzono mnie bardziej dosadnym epitetem?

Marcin Brzeziński


Od redakcji: Poglądy, opinie i oceny, wyrażone w tekście są wyłącznie poglądami autora.

Spis treści

Nie kradnij!

Kradzież, zgodnie z art. 278 K.k., określana jest jako zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Przedmiotem tego przestępstwa może być tylko rzecz o wartości majątkowej, która dla sprawcy powinna być cudza.
Przepis dotyczy rzeczy ruchomej, gdyż nie jest możliwa kradzież nieruchomości. Przedmiotem kradzieży może być również karta bankomatowa, czy energia w postaci nielegalnego podłączenia do sieci ciepłowniczej, bądź elektrycznej. Kradzież popełniana jest także wtedy, gdy sprawca zamierza np. ukradzioną rzecz podarować innej osobie, lub kiedy zabiera cudzą rzecz z zamiarem niezwłocznego jej porzucenia.
Wykroczeniem jest ponadto zabór w celu przywłaszczenia cudzej rzeczy ruchomej, przedstawiającej wartość niemajątkową, np. pamiątkowy dyplom, dokument albo fotografia bliskiej osoby. Do najczęstszych miejsc na terenie Wrocławia, dotkniętych problemem kradzieży, zwłaszcza w godzinach popołudniowych i nocnych, należy Rynek oraz wszystkie tereny objęte monitoringiem. Przyczyn kradzieży – szczególnie w tych rejonach miasta – należy upatrywać w fakcie, że funkcjonuje tu wiele przedsiębiorstw gastronomicznych, instytucji biznesowych oraz miejsc atrakcyjnych dla turystyki i realizowania rozmaitych wydarzeń kulturalno-artystycznych. Oczywistym więc jest, że każdego dnia okolice te przyciągają rzesze osób pracujących, zwiedzających, korzystających z usług handlowych, a także chętnych do zakosztowania rozrywki.
Często również niefrasobliwe formy zachowania pewnych osób, prowokują i wystawiają je się na łup złodziei, zwłaszcza przy okazji spożywania z nadużyciem napojów alkoholowych. W takich wypadkach funkcjonariusze policji nie mają już wpływu na ewidentne oznaki nieodpowiedzialności obywateli. Dlatego policja apeluje nieustannie o rozsądek i uruchomienie wyobraźni. Przykładem takiej niefrasobliwości może być chociażby pozostawianie w miejscach pracy na widoku wartościowego sprzętu czy kosztowności. Pracownicy ochrony niekoniecznie zawsze zwracają uwagę na wszystkie osoby, przemieszczające się po terenie danej placówki. Policjanci radzą też, by w lokalach rozrywkowych, odwiedzanych nieraz w ilościach dochodzących liczby kilkuset osób dziennie, zostawiać swoje rzeczy w depozytach lub innych miejscach do tego przeznaczonych. Lepiej po prostu zabierać ze sobą tylko te najbardziej niezbędne.
Innym dosyć częstym zjawiskiem jest zgłaszanie kradzieży przez osoby poszkodowane, po upływie dwóch lub trzech dni. Po kompetentnym i skrupulatnym zbadaniu przez policję okazuje się jednak, że rzekomo skradziona rzecz została przez nich po prostu zgubiona, a właściciele nie pamiętają okoliczności tego zdarzenia z powodu spożytego przez nich alkoholu.
Problem kradzieży dotyka również komunikacji miejskiej. Często apeluje się, by pasażerowie dbali o swoje dokumenty, byli czujni w czasie oddawania się lekturze. Przypomina się, by zwracali cały czas uwagę na swój bagaż i zachowywali szczególną czujność podczas tłoku. Policjanci zwracają się ponadto do rowerzystów, zachęcając ich do brania udziału w policyjnym programie prewencyjnym pod hasłem: „Twój rower – Twoja własność”. Przystąpienie do tego programu gwarantuje bowiem właścicielom jednośladów rejestrację i wydanie dowodu tożsamości pojazdu. Policja sugeruje też, że na wypadek kradzieży wskazane byłoby zrobienie zdjęcia swojego pojazdu oraz zapamiętania jego marki, numeru ramy i innych cech charakterystycznych. Bezpieczne i właściwe powinno być również zachowanie dowodu zakupu.
Dzięki takim działaniom policji społeczeństwo może czuć się komfortowo i bezpiecznie. Nie zwalnia to jednak nikogo z czujności i podejmowania własnej inicjatywy, by zadbać o swoją własność.

Sara Stanisz-Szachnowska


Spis treści

Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej

Oświadczenie Zarządu Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej
Zarząd Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej zapoznał się:
– z publikacją wydawnictwa Marginesy „Bezpański”, z podtytułem „Ballada o byłym gliniarzu”, autorstwa Jakuba Ćwieka i Adama Bigaja, stanowiącą zapis służby w jednostkach Milicji Obywatelskiej i Policji na terenie Wrocławia byłego funkcjonariusza pionu kryminalnego Adama Bigaja;
– z opiniami swoich członków, a w tym uczestników wydarzeń opisywanych w powyższej publikacji oraz uczestników tych wydarzeń spoza kręgu Stowarzyszenia;
– z tekstem „Psia służba czyli Ballada o Philipie Marlowe” pióra insp. Marcina Brzezińskiego, zamieszczonym w niniejszym wydaniu „Dylematów Policyjnych”.
Zarząd Stowarzyszenia, w związku z powyższym, to znaczy w świetle jednoznacznie negatywnego odbioru pokazywania w książce osób i wydarzeń oraz wygłaszanych w niej opinii, oświadcza, że nie widzi żadnej możliwości odbycia spotkania autorskiego i zorganizowania promocji publikacji, pod patronatem Stowarzyszenia.
Zarząd Stowarzyszenia zauważa, że pod pozorami szczerych wypowiedzi i głoszenia prawdy o służbie, na straży porządku i bezpieczeństwa publicznego, realizowane są w książce także osobiste porachunki z racji rzeczywistych bądź urojonych krzywd oraz opinie o charakterze paszkwilanckim.
Zarząd Stowarzyszenia solidaryzuje się z osobami lub ich bliskimi, dotkniętymi zafałszowanym obrazem rzeczywistości. Wyraża także dezaprobatę dla uprawiania w prezentowanej formule „literatury faktu” oraz dla tego typu manipulacji. Są możliwe do dokonywania z łatwością, jako trudne do weryfikacji właśnie faktów, ze względu głównie na znaczny upływ czasu.
Zarząd Stowarzyszenia wyraża też przekonanie, że podinsp. Adam Bigaj posiada oczywiste prawo wypowiadania się na każdy temat, zgodnego z jego wyobrażeniami i odpowiadającego jego przekonaniom. Jednakże prawo to nie jest nieograniczone, gdyż granice swobody, w pierwszej kolejności etyczne, a w ostateczności prawne, wyznaczane są przez możliwość naruszenia godności, czci i dobrego imienia innych osób lub pamięci o nich.

Spis treści

Do refleksji – Masło maślane

Roland Barthes, krytyk i pisarz znad Sekwany, zajął się w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku rozbiorem mitów dnia codziennego i kultury popularnej mieszczańskiej Francji. Obowiązywał wtedy w Polsce dogmatyzm ideologiczny, więc echa dobiegające ze „zgniłego Zachodu” nie budziły żadnych refleksji. Ale rozważania Barthes'a pozostają zadziwiająco świeże, a metodologia, którą stosował, się nie starzeje.
Czym jest mit? Według Barthes'a i zgodnie z etymologią (greckie mythos) mit jest słowem. Spośród wielu definicji wywodzących się z tego źródła możemy wybrać tę, w której chodzi o wierzenie lub pogląd uważane za prawdziwe przez jakąś społeczność. Analizy francuskiego twórcy pokazały, że mity pączkują, żyją, nawet mają się dobrze, też umierają, w każdym czasie i dziedzinie rzeczywistości. Nie są wolne od mitologii polityka i praktyka kadrowa.
Panuje mit młodości jako panaceum na zaskorupiałe poglądy i struktury. Jednak wymagania kadrowe, by jednocześnie być młodym i doświadczonym zawodowo są wewnętrznie sprzeczne. Swoisty kult młodości miał miejsce już w starożytnej Grecji, jednak ściśle biorąc był to kult tężyzny, zewnętrznego piękna i harmonii, według przyjmowanych podówczas kanonów. Natomiast obecnie jacyś młodzieńcy znikąd, bez doświadczenia, zasiadający, doradzający (mogą, owszem, wypowiadać się wiarygodnie o upodobaniach młodzieży), a nawet kierujący gabinetami i różnymi ciałami doradczymi to karykatura (ach, ciągle te helleńskie wzorce) areopagów.
Nie można bezkrytycznie opierać się wyłącznie na mocy sił witalnych młodości, bo zbyt często ci młodzi wchodzą w stare buty. Stąd też bywa konserwatyzm (w rozumieniu trwania w wierze w przebrzmiałe idee) różnych młodych-starych. Nie chodzi więc tylko o konformistyczne wchodzenie w zastaną rzeczywistość. Psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS prof. Krystyna Skarżyńska mówi wręcz, że w badaniach młodzi „deklarują bardziej konserwatywny światopogląd”. Inna sprawa to mit pracy zespołowej jako grupowego wzoru wszelkiej skuteczności. Czytam tytuł „Praca zespołowa policjantów”, który poprzez to, że jest właśnie taki, zapowiada sukces. I bardzo dobrze, też jestem dumny. Co więcej – pracy zespołowej ludzkość zawdzięcza to, do czego doszła, po zejściu z drzew. Współcześnie nobliści w naukach ścisłych nie są już myślicielami-„samotnymi wilkami”, ale szefują licznym zespołom badawczym.
Nie powinienem w ogóle tej kwestii ruszać, bo z reguły zarzuca się Polakom, że nie potrafią pracować w grupie, brakuje im w tej mierze „miękkich” kwalifikacji, a na przykład w Norwegii nabywa się tych umiejętności już w szkole. O co więc chodzi? Chodzi o przemyślane wybory i wyważone osądy. Zespoły jednorodne pod względem poglądów i temperamentów okazują się mniej innowacyjne w rozwiązywaniu problemów. Wydaje się, że predysponowani do pracy zespołowej są ekstrawertycy, ale same charaktery nie grają, potrzebne są umiejętności i interdyscyplinarność. Tu jest też miejsce dla introwertyków, indywidualistów i wykorzystanie tych cech, które włączą ich do gry zespołowej, miast gry na siebie. Gdy więc zachłyśniemy się tą ideą, oddajmy także honor ich wkładowi.
Przed kilkunastu laty dwie niełatwe do wykrycia, duże, spektakularne sprawy z zakresu przestępczości zorganizowanej znakomicie rozpracował samotnie od zera do śledztwa mój kolega-współpracownik. Wprawdzie to, co piszę, to nie poradnik, ale wobec różnych potrzeb, trzeba znaleźć optimum co do składu członków zespołu. Nawet przy wszystkich zasadniczych różnicach, w tym co do celów i sposobów działania, bardzo poglądowe są przykłady z wojskowości. Kompania, po wielu przymiarkach liczebnościowych, stworzona w XVII wieku przez władcę Szwecji Gustawa II Adolfa, jest podstawowym pododdziałem w wojsku. Pięcioosobowa drużyna w kompanii powielana jest jako wzór także w siłach specjalnych. Czy praca zespołowa zawsze i wszędzie?
No nie, nie wyobrażam sobie wspólnego pisania z kimś tego tekstu. Czy ta praca ma jakieś ułomności? Półżartem (ale i półserio) przywołam przestrogę psychologów: tak zwana mądrość kolektywu jest to mądrość najgłupszego w kolektywie. Nie pomoże tu nawet norweska szkoła. Na koniec nic mądrzejszego (durniejszego?) nie nasuwa mi się, niż myśli zbliżone do tautologii, do czegoś w rodzaju masła maślanego. Młodość, jako niewątpliwie wspaniały wstęp do dorosłości, jest tylko młodością i nie zawiera w swej naturze zasobu doświadczenia i życiowej mądrości. Praca zespołowa natomiast jest wskazana zawsze tam, gdzie wskazana jest praca zespołowa. Wesołych Świąt.

Marcin Brzeziński



Spis treści

Uważaj zimą

Okres zimowy to niebezpieczny czas dla wszystkich użytkowników dróg. Szybka zmiana aury wymusza zmianę techniki prowadzenia pojazdu, niestety wielu kierowców o tym zapomina.
Policjanci, jak co roku, apelują o rozwagę i zdrowy rozsądek. Niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze może być przyczyną groźnych wypadków. Panująca obecnie w naszym kraju aura sprawia, że warunki na drodze robią się zmienne, bardziej zdradliwe i niebezpieczne zarówno dla kierujących jak i dla pieszych. Dlatego policjanci apelują do wszystkich, zarówno do kierowców, rowerzystów, jak i pieszych o zachowanie szczególnej ostrożności i rozwagi.
Wielu kierowcom wydaje się, że jezdnia jest czarna i sucha. Tymczasem jezdnie mogą być już przymrożone, a w związku z tym śliskie, a w takich sytuacjach koła łatwo tracą przyczepność. Pamiętać trzeba, że w wielu różnych miejscach nawierzchnia dróg połączona z opadami atmosferycznymi, leżącymi na drogach liśćmi, wydłuża drogę hamowania pojazdu. W skrajnych wypadkach kierujący może wpaść w poślizg i nie zapanować nad samochodem.
Wyprzedzanie w takich warunkach, wymijanie, wchodzenie w zakręt może być bardzo niebezpieczne. Kierowcy powinni pamiętać o tym, aby poruszać się po jezdni z włączonymi światłami i przestrzegać ograniczeń prędkości, a gdy warunki pogodowe są gorsze, aby zwolnić w myśl zasady, że wolniej znaczy bezpieczniej. Należy apelować o to, by nie szarżować, myśleć, przewidywać zagrożenia.Szczególnie uważać trzeba w zagłębieniach terenu, na wzniesieniach, w pobliżu lasów i zbiorników wodnych, jezdnia może tam być szczególnie śliska. Należy zachować nadzwyczajną ostrożność w pobliżu przejść dla pieszych. Uważać trzeba też przy dojeżdżaniu do nich. Jeżeli pieszy wejdzie na przejście, kierujący samochodem może nie wyhamować. Szczególny apel skierować również do pieszych, by nie wchodzili bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Nawet na przejściu dla pieszych należy się upewnić czy kierujący zdąży wyhamować. Oczywiście to pieszy ma pierwszeństwo na przejściu, ale tutaj zasada ograniczonego zaufania jak najbardziej ma zastosowanie.
Każdy pieszy i rowerzysta powinien również pamiętać o swoim bezpieczeństwie i zadbać o to, aby być widocznym. Kamizelka odblaskowa, breloczek, opaska, czy nawet zwykła latarka sprawią, że poruszając się przy słabo oświetlonej drodze będzie lepiej widoczny dla nadjeżdżającego kierowcy. Każdy pieszy, który porusza się po zmierzchu po drodze poza obszarem zabudowanym, musi mieć odblask umieszczony w sposób widoczny dla kierujących. Za brak elementu odblaskowego grozi mandat. Co prawda przepisy ruchu drogowego nie nakładają obowiązku używania kamizelek i elementów odblaskowych w obszarze zabudowanym, jednakże w dużym stopniu poprawiają one widoczność. Dają kierowcom cenny czas na podjęcie prawidłowej reakcji – często ratującej zdrowie i życie.
Okres zimowy jest również niebezpieczny dla kierujących motocyklami, którzy coraz częściej korzystają ze swoich maszyn nawet przez cały rok. Niekorzystne warunki atmosferyczne wpływają na zmniejszenie przyczepności opon do asfaltu i nawet z pozoru niegroźny upadek przy próbie gwałtownego hamowania może skończyć się tragicznie. Prędkość dopuszczalna w czasie intensywnych opadów deszczu czy podczas przymrozków nie zawsze oznacza prędkość bezpieczną.
Należy również pamiętać o właściwym i zgodnym z przepisami używaniu świateł przeciwmgłowych i świateł do jazdy dziennej (art. 51 ustawy „Prawo o ruchu drogowym”). Dodatkowym utrudnieniem jesienią, nie tylko dla kierowców jest często gorsze samopoczucie. Zły nastrój może wpływać na szybkość reakcji i koncentrację, o czym warto również pamiętać poruszając się po drogach. Apelujemy o rozwagę na drogach!

Na podst. mat. KWP we Wrocławiu oprac. Tomasz Kapłon



Spis treści